Najniższa Izba Kontroli

 

Trudno nie pisać o Najwyższej Izbie Kontroli. Zwłaszcza po publikacji „Syn Mariana Banasia rozpycha się w NIK” pomieszczonej w „Rzeczpospolitej”  29.09. b.r. Oczywiście zaangażowanie syna, którego rola w tak zwanej „Aferze Banasia” jest wciąż niewyjaśniona, do współkierowania najwyższym organem kontroli państwa jest jawną kpiną z przyzwoitości, naigrywaniem się z podstawowych etycznych zasad urzędnika państwowego. Jest też oczywiście ostentacją, publicznym wyzwaniem do wszystkich: – i co mi zrobicie?

Ale to jeszcze nie jest najgorsze. Jak donosi otóż Rzepa Prezes NIK utworzył nową, nieznaną kategorię para-pracowników NIK: społecznych doradców prezesa. Prezes ma specjalny, zawodowy zespół swoich doradców, najczęściej pracowników z poważnym doświadczeniem kontrolerskim, oraz specjalistów z różnych dziedzin prawa i ekonomii. Jaki jest więc cel tworzenia nowego, stałego zespołu, nie mającego umocowania w żadnych ustawowych przepisach dotyczących Izby? A musi być jakiś skoro, jak pisze Rzeczpospolita: „…doradcom spoza NIK jej szef dał niezwykle szerokie, i także zdaniem części pracowników Izby kontrowersyjne, uprawnienia. Zobowiązał dyrektorów Izby do udzielania społecznym doradcom wszelkich informacji i przekazywania dokumentów”.

Innymi słowy Prezes NIK zobowiązał dyrektorów Izby do  łamania ustawy o NIK! Ta bowiem jednoznacznie określa tajemnicę kontrolerską i konieczność jej zachowania przez kontrolera nawet po ustaniu stosunku pracy z Izbą. Tajemnica kontrolerska ma niezwykle istotne znaczenie dla wiarygodności Izby. Przykładowo, kontrolując przedsiębiorstwo  kontroler często sięga do informacji stanowiących tajemnicę tego przedsiębiorstwa. To, czy zostanie ona wykorzystana w materiale pokontrolnym, to inna sprawa. Ale jeżeli nawet, to z poszanowaniem wszelkich przepisów dotyczących ochronie informacji niejawnych.

Tymczasem w Izbie pojawia się grupa osób nie będących kontrolerami, doradcami czy członkami Kolegium która uzyskuje od Prezesa prawo  żądania wszelkich dokumentów kontrolnych, a dyrektorzy jednostek zobowiązani są do ich udostępniania. To już nie jest skandal – to jest jawne łamanie kilku ustaw, za które Prezes NIK powinien ponieść odpowiedzialność.

Ustawa o NIK przewiduje wprawdzie możliwość zwolnienia pracownika NIK z tajemnicy kontrolerskiej przez Prezesa, ale z przepisu art. 73 tej ustawy wynika jednoznacznie, że dotyczy to przypadków szczególnych, pojedynczych. Prezes NIK nie może zwolnić kontrolerów z tajemnicy kontrolerskiej blankietowo. Ale więcej: Prezes NIK nie ma ustawowego prawa dopuszczania do tajemnicy kontrolerskiej żadnej osoby, która ustawą o NIK nie jest związana.

Izba podzieliła więc los Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego. Została przez armię PiS  spacyfikowana, ośmieszona, zamieniona w kolejny bastion bezprawia i w rodzinny folwark.

Dziwić i smucić jednocześnie musi też postawa Sejmu. W Sejmie, któremu ustawowo podlega NIK działa specjalna Komisja d.s. Najwyższej Izby Kontroli. Zasiadają w niej nie tylko posłowie Prawa i Sprawiedliwości, ale również opozycji. Dlaczego ci ostatni, wykonując swoje poselskie powinności nie biją na alarm? Dlaczego biernie przyglądają się agonii jednaj z najbardziej zasłużonych dla Polski instytucji?

 

Autor: Jacek Uczkiewicz

Szczegóły na FB: https://www.facebook.com/jacek.uczkiewicz/about?section=bio&pnref=about

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *