Ratujmy Polskę

Świat pędzi na złamanie karku. Dokąd – nikt nie wie. Ale wiadomo w jakim kierunku i wiadomo, że coraz szybciej. Kierunek ten wyznaczają rozwijające się z niebywałą prędkością takie dziedziny jak łączność bezprzewodowa, sztuczna inteligencja, automatyzacja, nanotechnologia, druk 3D i biotechnologia. Wielu ekonomistów utrzymuje, i trudno z nimi się nie zgodzić, że świat wkroczył już w erę IV rewolucji przemysłowej. W swojej znakomitej książce „Czwarta rewolucja przemysłowa”, która powinna być obowiązkową lekturą każdego polityka, niezależnie od jego ideowych zapatrywań, prof. Klaus Schwab bardzo celnie zwraca uwagę na to, że zmiany, jakie niesie z sobą ta rewolucja są nieuniknione, globalne i głębokie, i że dotykają każdego. Prowadzą one do transformacji całych systemów – zarówno tych, które przechodzą poprzez kraje, firmy, branże i całość społeczeństwa, jak i obecnych wewnątrz ich struktur. Jednocześnie globalny charakter tych zmian sprawia, że „rządy, firmy, uczelnie, społeczeństwo obywatelskie – są wręcz zobowiązani do współpracy w celu lepszego zrozumienia pojawiających się trendów”. O skali i głębokości przewidywanych przez prof. Schwaba skutków IV rewolucja przemysłowa dla funkcjonowania zarówno pojedynczych przedsiębiorstw jak i gospodarki w skali państwa czy całego niech świadczy jego postulat, będący konsekwencją tych zmian napisanie ekonomii od nowa.

IVrewolucja przemysłowa to oczywiście nie same dobrodziejstwa, to wyzwania i zagrożenia – głównie w warstwie społecznej. Najtrafniej ujął to prof. Sztumski w artykule „Sztuczna inteligencja gorsza od broni jądrowej”[1] zwracając uwagę na niebezpieczeństwo dehumanizacji człowieka za sprawą  „przekazywania przez człowieka swoich typowych funkcji do urządzeń technicznych – maszyn, automatów, komputerów i robotów”. Odpowiedzialni politycy dostrzegają te procesy i – jak potrafią i mogą – starają się przygotować swoje społeczeństwa i państwa na spotkanie z przyszłością. A u nas w Polsce? Cóż mamy u nas prócz frazesów i pustosłowia o gospodarce opartej na wiedzy i innowacjach? Przepraszam, mamy przecież tak hucznie zapowiadany przez rząd jako symbol innowacyjności gospodarki, milion polskich samochodów elektrycznych. Cud nie tylko XXI ale i XXII wieku. Nie tylko, że są elektryczne, to są również niewidzialne!

U nas w Polsce niemal masowo powołuje się takie „naukowe” instytucje jak IPN czy „De Republica”, fundacje typu Polska Fundacja Narodowa, czy też różne podejrzane podmioty cynicznego biznesmena w sutannie z Torunia. Mało, albo wcale słychać natomiast o rozwoju państwowych lub państwowo-prywatnych placówek innowacyjno-wdrożeniowych. U nas w Polsce Minister Edukacji Narodowej w publicznym wystąpieniu za wzór metod dydaktycznych w szkołach przywołuje szkoły średniowieczne grożąc wręcz nauczycielom, którzy nie będą chcieli realizować katolickiej linii programowej. U nas Minister Edukacji Narodowej niszczy naukę, przez zmuszanie naukowców do zamieszczania swoich prac w wydawnictwach bliskich mu ideologicznie, administracyjnie ale i drastycznie zwiększając punktowanie w nich publikacji, tak ważne w ocenie dorobku naukowego. U nas w Polsce Prezydent uzurpuje sobie prawo oceniania i negowania osiągnięć naukowych kandydatów na profesorów „belwederskich”, których uznaje za obcych ideowo sobie i swojemu ugrupowaniu politycznemu.

Do rejestru „zbrodni stanu pisowskiego na społeczeństwie i państwie polskim”, do których zalicza się na ogół: wykopywanie, pogłębianie i utrwalanie podziałów społecznych, powszechne, systemowe łamanie Konstytucji, zlikwidowanie ustrojowych zasad demokratycznego państwa prawnego, odgradzanie Polski i Polaków od Unii Europejskiej dodać należy bezwzględnie zbrodnię świadomego cofania cywilizacyjnego naszego kraju. Mówiąc wprost: Prawo i Sprawiedliwość wraz ze swoimi koalicjantami w żaden sposób nie przygotowuje Polaków i Polski na wyzwania przyszłości, ale jedyną drogę reakcji na zachodzące w świecie zmiany upatruje w powrocie do Średniowiecza i do autorytaryzmu.

Dochodzimy do pytania za 100 punktów: czy ten trend można powstrzymać? Nie ulega bowiem wątpliwości, że należy, że trzeba robić wszystko, aby go odwrócić, aby ratować Polskę przed trwałym zamknięciem jej w kokonie zaprzaństwa, ultrakonserwatywnego, autorytarnego państwa wyznaniowego. Nie będzie to rzecz łatwa biorąc pod uwagę to, że konsekwencja, z jaką J. Kaczyński przez lata kształtował wierny sobie lektorat spowodowała, że zdaje się on być niewrażliwy na zagrabianie państwa przez pisowską kamarylę, na gigantyczne pisowskie afery, nepotyzm władzy wszystkich szczebli, coraz powszechniejsze łamanie Konstytucji, na monopolizację mediów. Daje na to swoje przyzwolenie. Nie będzie to rzecz łatwa ze względu na ogrom doświadczenia w manipulowaniu postawami ludzi i ogrom środków finansowych, medialnych i administracyjnych, jakie zgromadził Kaczyński i jego dwór.  Rozstrzygające będą najbliższe wybory do parlamentu, a właściwie to, czy uda się w Polsce utworzyć taką koalicję, która po wyborach byłaby w stanie zawrócić Polskę z drogi ku cywilizacyjnej przepaści. Kolejna wygrana Kaczyńskiego w wyborach parlamentarnych umocni go na tym autokratycznym, antyunijnym kursie i wygasi szczątki sympatii do Polski jako partnera nie tylko w Brukseli.

W szeregu moich wcześniejszych publikacji popełnianych na okoliczność krajowych wyborów parlamentarnych propagowałem tezę, że lewica powinna w takich wyborach startować samodzielnie, pod własnym szyldem i z własnym programem. Ale to było zanim w pełni ujawniła się determinacja Zjednoczonej Prawicy do utrzymania władzy „wszelkimi środkami”. Skoro dla Jarosława Kaczyńskiego „wszelkie środki” dopuszczalne są dla obrony Kościoła, to można się domyślać, że do obrony swojej władzy, którą Kościołowi zaprzedał, użycie „wszelkich środków” też uzna za zasadne. Dzisiaj sytuacja jest po prostu inna.

Oczywiście można pójść na żywioł, ufając, że każda z partii politycznych pójdzie, jak dotychczas, swoją drogą a obecna koalicja prawicowa w sposób naturalny się skompromituje,  zgnije i że rozpadnie się na tyle, że nie będzie w stanie utworzyć większości parlamentarnej. A jeżeli tak się nie stanie? Stawka tych wyborów będzie wysoka – bodajże najwyższa od 1918 roku. Błąd polityczny będzie brzemienny w skutkach na dziesięciolecia.

Bardzo ważna będzie odpowiedź na pytanie czy utworzenie koalicji pod nazwą na przykład „Polska Demokratyczna i Europejska” będzie niezbędne do uzyskania większości w Sejmie – wymaga to rzetelnych badań. Jeżeli taka koalicja, z punktu widzenia celu zasadniczego okaże się zbędna – sprawa będzie prosta. Jeżeli natomiast okaże się to koniecznością, to tradycyjne, progresywne partie polityczne staną przed olbrzymim wyzwaniem. Najtrudniejsza sytuacja będzie wtedy, gdy wynik takich badań nie będzie jednoznaczny. Wówczas podjęcie decyzji wymagać będzie od liderów politycznych szczególnie dużej odwagi i odpowiedzialności.

Jest dla mnie sprawą bezdyskusyjną, że zawiązanie prodemokratycznej i proeuropejskiej koalicji wymagać będzie wynegocjowania określonego minimum programowego, w którym, prócz zapisów odnoszących się do kwestii ustrojowych i europejskich powinny znaleźć się i inne, jak rozliczenie zbrodni stanu pisowskiego na państwowości polskiej, rozliczenie afer czy co dalej z IPN? Nie będzie to łatwe, ale nie w tym upatruję głównych trudności takiego porozumienia. Tkwi ono w tym, że brak jest w Polsce tego elementu kultury politycznej, jakim jest gotowość do zawiązywania koalicji partii politycznych o skrajnych, czasami wręcz przeciwnych celach strategicznych w sytuacjach nadzwyczajnych, w których ważą się losy państwowości. Każda partia polityczna w naszym kraju pod adresem każdej innej może przedstawić litanię aktualnych i historycznych pretensji i zastrzeżeń czyniących porozumienie ponad podziałami, w krytycznym historycznie momencie, w imię nadrzędnych celów wspólnych trudne czy wręcz niemożliwe. Jeśli okaże się że zmarnowano przez to szansę ratowania Polski kaca leczyć będziemy długo.

Aspekty demokratycznego państwa prawnego dyskutowane są niemal codziennie. Stosunkowo mało natomiast dyskusji dotyczy kwestii europejskich. Celem proeuropejskiej koalicji powinno być wszechstronne naświetlenie problematyki europejskiej, nie zawężając jej do kwestii pekuniarnych, tym bardziej, że obóz aktualnej władzy poczyna tu sobie wcale śmiele i pozycja Polski w Unii Europejskiej zleciała na twarz.

W oficjalnych przekazach medialnych, nie ważne, czy z ust członków rządu, czy partyjno-rządowych mediów nie ma żadnych, dosłownie żadnych pozytywnych treści o Unii Europejskiej. Wręcz przeciwnie: wykorzystywana jest każda sposobność, prawdziwa lub najczęściej zmyślona, aby Unii „przyłożyć”, aby ośmieszyć, zdeprecjonować ten historyczny, europejski projekt. To na zewnątrz widać, z tego wyciągane są wnioski. Polskiemu rządowi udało się zaszantażować Unię w kwestii wieloletniego planu finansowego i wprowadzenia zasady powiązania go z przestrzeganiem praworządności w krajach członkowskich. Wszyscy ogłosili wprawdzie osiągnięcie kompromisu, ale to kompromis szczególny, śmiało nazwać go można zgniłym, gdyż niemal nazajutrz Polska ogłosiła, że wystąpi do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o zbadanie zgodności trybu warunkowości z unijnymi traktatami. Komisja Europejska śle kolejne listy do polskiego rządu oczekując wyjaśnień i odpowiedzi, rząd coś tam odpisuje, albo nie i jest OK.

Ciekawie rysuje się kwestia ratyfikacji przez polski Sejm unijnego Funduszu Odbudowy. Aby mógł on wejść w życie, aby można było zastrzyk niemal biliona Euro dać gospodarkom państw unijnych na odbudowę po kryzysie pandemii sars-cov-2 musi on być ratyfikowany przez wszystkie narodowe parlamenty. Na dzisiaj Polska mówi NIE. Rząd nie zdołał uzgodnić projektu ustawy o ratyfikacji, gdyż zdecydowanie przeciwko niej jest Minister Sprawiedliwości i kierowana przez niego Solidarna Polska.

Jestem przekonany, że nie chodzi tu tylko o bojaźń Ziobry przed powiązaniem funduszy wspólnoty europejskiej z praworządnością. Głosy członków rządu z SP wypowiadających się publicznie przy okazji tego tematu wyraźnie kwestionują już zasadność członkostwa Polski w Unii. Buńczucznie głoszą, że nam Unia nie jest potrzebna, że sami sobie damy radę itp. A Prezydent Polski milczy albo jeszcze dokłada do pieca. Cała sprawa jest więc rodzajem papierka lakmusowego dla określenia akceptacji społeczeństwa dla takich decyzji. Jest wstępem do referendum o polexicie. Kurs Jarosława Kaczyńskiego na wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej jest od dawna oczywisty. Jedyną przeszkodą jest jak dotąd wysokie poparcie jakie w społeczeństwie polskim ma nasze członkostwo w Unii. Ale tą opinię można próbować zmieniać – i właśnie się to robi.

Wszystko wskazuje na to, że w Europie pogodzono się już z faktyczną utratą Polski, że obowiązuje tam doktryna: „dla Polaków jesteśmy gotowi zrobić wiele, ale za Polaków – nic”.  Nikt z nami się nie liczy. Traktują nas tak, jak traktuje się niewygodny kamyk w bucie, którego z ulgą pozbywa się przy najbliższej okazji. Skoro Warszawie bliżej jest do Budapesztu czy Stambułu – to voilà! Droga wolna. Tak – za nas, za społeczeństwo nikt obcy palcem nie kiwnie. Tego trendu nie są w stanie odwrócić żadne deklaracje polityków. Tutaj tylko wyraźny, dobitny głos społeczeństwa, głos ludu ma szansę coś zmienić.

Nie wiadomo, czy prodemokartyczna, proeuropejska koalicja postępowych partii politycznych stanie się faktem. Nie jest dla mnie na sto procent pewne czy kolejne wybory się odbędą lub czy odbędą się w terminie. Jestem natomiast przekonany, że będą pewnie ostatnią szansą na ratowanie Polski jako państwa demokratycznego i europejskiego. Ratujmy Polskę.

 

 

[1] http://www.sprawynauki.edu.pl/archiwum/dzialy-wyd-elektron/288-filozofia-el/4448-bron-gorsza-od-jadrowej

Tygodnik „Przegląd”, „Solidarność” i CIA

W tygodniku „Przegląd” ukazała się właśnie recenzja książki Setha Jonsa: „Tajna operacja. Reagan, CIA i zimnowojenny konflikt w Polsce” pióra Brunona Drwęskiego.  Usiłowałem zamieścić komentarz do tej recenzji korzystając z  „zaproszenia” redakcji pod internetowym wydaniem artykułu, ale po kliknięciu zakładki „opublikuj” wyświetlił mi się komunikat, że nie mam do tego prawa. – mimo iż jestem subskrybentem „Przeglądu”. Dlatego mój komentarz publikuję poniżej.

Książkę Setha Jonsa skonfrontować należy z wcześniejszą amerykańską publikacją na ten temat: Petera Szchweizera „Victory, the Reagan Administration’s Secret Strategy That Hastened the Collapse of the Soviet Union”. Bardzo ciekawa skądinąd książce B. Drwęckeigo „Zagrabiona historia „Solidarności”” nie wnosi nic ponad te dwie publikacje do sprawy. Jonsa cechuje swego rodzaju polonocentryzm. Zdaje się on sugerować, że Polska była centralnym problemem dla CIA, a pomoc „Solidarności” usprawiedliwioną interwencją USA w obronę wolności i demokracji w Polsce. Tymczasem Schweizer ukazuje problem polski jako element amerykańskiej strategii walki USA z ZSRR, dążenia USA do ekonomicznego zrujnowania tego państwa z jednej strony przez nakręcanie spirali zbrojeń, a z drugiej przez zablokowanie ważnego źródła przychodów ZSRR – eksportu gazu do Europy. Ale to nie jedyne różnice. Jons skupia się na problemie kamuflowania budżetu CIA jako źródła finansowego wsparcia „Solidarności” podczas gdy Schweizer pokazuje również rolę CIA w organizowaniu zewnętrznej pomocy przez inne państwa i międzynarodowe organizacje. Polska, z naszymi wydarzeniami lat 80-tych ubiegłego wieku, była według Schweizera ważnym elementem kampanii Reagana przeciwko ZSRR. O ile administracja Cartera będąc pozytywnie nastawiona do opozycji w Polsce, ostrożnie szafowała pomocą, o tyle administracja Reagana postanowiła rozegrać kartę polską w swojej strategii przeciw ZSRR bardzo aktywnie – pisze Schweizer. Główna w tym rola przypadła właśnie CIA i jej Dyrektorowi W. Caseyowi. Schweizer relacjonuje rozmowy Caseya z szefami amerykańskich związków zawodowych (AFL-CIO), obcych wywiadów (Mosad), Watykanem i przedstawicielami rządów Europy Zachodniej w sprawie montowania od 1981 roku sieci pomocy finansowej i materialnej dla „Solidarności”. Przytacza ona amerykańskie źródła (Carl Bernstein i Marco Politi w książce „Jego Świątobliwość”), które oceniają, że „Solidarność” otrzymała od CIA około 50 mln dolarów (na ówczesne czasy suma bajońska), a jak pisze Schweizer: „w szczytowym okresie 8 milionów USD rocznie było transferowanych do walizek >>Solidarności<<”. To oczywiście nie jedyne według Schweizera pieniądze przekazywane z zagranicy do Polski. Bardzo efektywne było również źródło watykańskie. W dokumentach Calviego, prezesa Banco Ambrosiano, głównego partnera Banku Watykańskiego (również w praniu pieniędzy mafii włoskiej i kolumbijskiej), znalezionych po jego śmierci, jest zapis o milionach dolarów przekazanych „Solidarności”. Znany jest też fakt przemytu do Polski dla „Solidarności” sztabek złota o wartości 4 milionów dolarów, dokonanego w 1981r. przez Bank Watykański. Wsparcie CIA dla „Solidarności” nie miało wyłącznie finansowego charakteru. Stosowny program CIA przyjęty w 1982r. zawierał następujące najważniejsze (według Schweizera) punkty:
– utrzymywać niezbędne dla podtrzymania „S” finansowanie w formie gotówki przekazywanej w dolarach i polskich złotych;
– dostarczyć zaawansowane wyposażenie komunikacyjne do zorganizowania efektywnej sieci C31 (komputerowy system łącznościowo-rozkazodawczy w wersji wywiadowczej) dla podziemia „Solidarności”;
– oferować szkolenia dla kilku wyselekcjonowanych osób z „S” w zakresie obsługi tego systemu;
– używać agentów CIA, jako oczy i uszy „Solidarności” dzieląc się niezbędnymi informacjami wywiadowczymi.
Kropkę nad i postawił doradca Reagana d.s. bezpieczeństwa Robert McFarlane stwierdzając: „Pomoc finansowa Stanów Zjednoczonych była decydująca dla utrzymania „Solidarności””.
„Solidarność” lat 80-tych XX wieku spełniała więc wszystkie cechy agentury obcego wywiadu, włączonej w realizację strategii obcego państwa. Wynika stąd kilka wniosków.
Pierwszy jest taki, że dziwnie cicho jest ze strony polskiej na ten ważny temat. Działacze „S” nabrali wody w usta – a przecież pozują na historycznych bohaterów. Ale, co szczególnie przykre, brak jest również ochoty polskich historyków do dogłębnego zbadania problemu związków „Solidarności” ze służbami wywiadowczymi obcych państw, w tym i kwestii finansowania. A może powinno to być zadaniem IPN? Przecież chwalebne korzystanie przez opozycję z finansowego, technicznego i szkoleniowego wsparcia ze strony obcych wywiadów powinno być istotnym elementem pamięci narodowej, do którego zatarcia IPN nie powinien żadną miarą dopuścić.
Po drugie bycie na garnuszku obcego wywiadu (wywiadów?!) wyjaśnia ten przemożny trend do negowania przez postsolidarnościowych polityków polskiej państwowości w latach 1944 – 1989. To przecież ich jedyna deska ratunku przed osądem historii: – my nie braliśmy od obcych pieniędzy za walkę z polskim państwem, gdyż takiego nie było – zdają się mówić.
I wreszcie wniosek trzeci. Czas płynie, nie ma już ZSRR, ale cele strategiczne USA są niezmienne: osłabienie ekonomiczne Rosji, wyeliminowanie jej z rynku gazu w Europie. Czy naprawdę nikt nie zauważa dziwnej sekwencji wydarzeń: za każdym razem, kiedy opinia publiczna informowana jest o postępie w realizacji Projektu Nord Stream 2, natychmiast pojawia się afera z „noviczokiem”. A to trzykrotnie w Wielkiej Brytanii, a to ostatnio w Niemczech. (W Niemczech, gdyż to tam stwierdzono obecność „nowiczoka” w organizmie Nawalnego, nie dopuszczając, podobnie jak wcześniej w W. Brytanii strony rosyjskiej do badań.) I zaraz za tym zmasowana kampania medialna, sankcje nakładane przez Prezydenta USA na Rosję i europejskie przedsiębiorstwa uczestniczące w Projekcie oraz wzywanie innych do pójścia w ślady USA. Jest przy tym jednak istotne różnica. W latach osiemdziesiątych Stany wysługiwały się polską opozycją. Dzisiaj nie muszą. Dzisiaj mają do dyspozycji polski rząd.

„Plan dla ludzi” – komentarz

Adam Jaśkow opublikował na swoim blogu znamienny esej „Plan dla ludzi”, w którym odważnie zmierza się z problemem Kościoła Katolickiego w Polsce (https://aristoskr.wordpress.com/2021/02/02/plan-dla-ludzi/). Problem jest niestety dużo głębszy niż zarysował go autor, a wnioski końcowe niewystarczające. Zacząć należy od kwestii tożsamości narodowej. W przypadku nas – Polaków – jej fundamenty są – trzeba to otwarcie przyznać – dużo słabsze niż na przykład Włochów, Hiszpanów, Francuzów czy Niemców. Za wyznaczniki tej tożsamości uznaje się na ogół historię, język i szeroko rozumiany dorobek kulturowy. W XI wieku spod pióra anonimowego poety wyszła „Pieśń o Rolandzie” – utwór kreślący na wieki bohaterską misję Francji. Działo się to na około sto lat przed odnotowaniem w „Księdze henrykowskiej” (1270) pierwszego, pełnego zdania w języku polskim. W dodatku do protokołu sądowego wypowiedział je Czech.   200 lat przed powstaniem „Trenów” Jana Kochanowskiego spisany został w językach starofrancuskim i starogermańskim przekazywany ustnie od VII wieku poemat „Tristan i Izolda”. Akademia Krakowska – pierwsza polska uczenia, powstała 350 lat później niż uniwersytet w Bolonii.  W naszej historii nie mieliśmy umysłów pokroju Leonarda da Vinci czy Kartezjusza, pisarzy formatu Dantego, Prousta, Cervantesa, Hugo, poetów na miarę Goethego, Schillera czy Szekspira. Największy polski naukowiec, który „wstrzymał Słońce” był pół Polakiem pół Niemcem, a najwybitniejszy kompozytor – pół Francuzem. Wielu mistrzów języka polskiego, tego podstawowego spoiwa narodu: poetów, pisarzy, wielu naukowców, lekarzy, wynalazców miało – o zgrozo! – pochodzenie żydowskie. Ciekawe, że do XX wieku jedynymi osobami, które złotymi zgłoskami zapisały się na kartach kultury europejskiej był Konrad Korzeniowski i Maria Skłodowska-Curie. Ale swoją sławę zdobyli oni po opuszczeniu Polski.

Historia Polski jest zakłamana od samego początku, od tak zwanego „chrztu Polski”. Potem to już poszło na całego – do dzisiaj. Dodatkowo, jak to trafnie ujął kiedyś Jasienica, polska historia to takie wahadło, które w miarę regularnie porusza się na linii wschód – zachód. W miarę, gdyż ostatni wyraźny zwrot w kierunku wschodnim nastąpił niedawno, bardzo krótko po wychyleniu się na zachód w 1989. To też nie sprzyja budowaniu narodowej tożsamości. Do tego dorzucić trzeba chroniczne problemy z budowaniem państwowości, niewykorzystanie historycznych szans na tworzenie nowoczesnego państwa, nowoczesnej gospodarki, które to szanse w XVI/XVII wieku spłonęły na stosie ofiarnym wolności i przywilejów szlacheckich a dzisiaj płoną na stosie wznieconym przez ultrakatolickie, nacjonalistyczne i homofobiczne ugrupowania polityczne.

Na czym więc można było, prócz języka polskiego i polskiej literatury budować narodową tożsamość? Ano, w znacznej mierze na legendach, podaniach, na literackiej fikcji „ku pokrzepieniu serc”, na zakłamywaniu historii, na kreowaniu Polski jako ofiary, gnębionej przez kogo się dało: Niemców, Rosjan, Ukraińców, Żydów, Szwedów, Tatarów. Polskość wykuwano i wykuwa się nadal z wrogości do najbliższych sąsiadów, z wrogości do innych wyznań i ras. I tutaj pojawia się ten ważny czynnik przez stulecia wykorzystywany do zlepiania narodowej tożsamości o wiele, wiele bardziej intensywnie niż w zachodniej Europie: wiara rzymsko-katolicka. Polak, to osoba mówiąca w języku polskim, chodząca do kościoła i posłuszna kościelnym hierarchom – stereotyp prosty jak konstrukcja cepa, którego kultywowanie przynosi dzisiaj efekt w dzieleniu bez żenady Polaków przez polskie władze na sorty lepszy i gorszy, na tych, którzy usprawiedliwiani są w swoich działaniach poza prawem i tych, którym odmawia się człowieczeństwa. Tą ubogość, w porównaniu z innymi europejskimi narodami, podstaw kulturowych i historycznych do budowy narodowej tożsamości Polaków w pełni wykorzystał Kościół Katolicki. Mówiąc wprost Kościół nieprawnie zawłaszczył część tej tożsamości. Całkowitą rację miał Żeleński-Boy nazywając kler „naszymi okupantami”. Kościół bowiem zawsze miał i ma zupełnie inne priorytety niż naród: Kościół dąży do ekspansji i do stałego poszerzania swojego władztwa, umacniania swojej struktury i powiększania majątku kosztem społeczeństwa w każdym historycznym czasie i w każdej sytuacji. Właściwie to dążył, gdyż w większości krajów europejskich Kościół już się ucywilizował, wyzbył się swoich ekspansjonistycznych celów, uznał, że to wierni nie hierarchowie są w Kościele podmiotem, że nie są stadem owieczek do wypasania i strzyżenia przez proboszczów. Ale nie w Polsce. Polska po 1989 r stała się największą w Europie fortecą Kościoła Katolickiego, a zwłaszcza jego integrystycznego, konserwatywnego odłamu, najmocniejszym ośrodkiem katolickiego konserwatyzmu. Nie zapomnę wielkiego zgromadzenia na Placu Piłsudskiego w Warszawie w rocznicę smoleńskiej katastrofy. Wszyscy pogrążeni w smutku, żałobie. Świetnie przygotowana godna, dostojna uroczystość ponad politycznymi podziałami – do czasu wystąpienia przedstawiciela Watykanu. Ten, zamiast uszanować narodową tragedię, narodową żałobę, stawiał przed zgromadzonymi zadanie bycia „wschodnią redutą Kościoła”. „Jak zgrzyt żelaza po szkle” – ale właśnie w tym najlepiej wyraziła się strategia Kościoła względem polskiego Narodu. Mamy być redutą i „kamieniami przez Boga rzucanymi na szaniec” pomimo ofiar i cierpienia. Tu nie chodzi o dobro narodu, o dobro wiary. Tu chodzi o dobro kościelnej struktury: dobro polityczne i dobro materialne.

Na nieszczęście dla Polski spora grupa polityków swój byt polityczny, potrzebę zaspokojenie żądzy władzy związała z kościelną hierarchią z kościelnymi strukturami, gdyż w znacznej mierze to Kościół decyduje o tym, jak, na kogo, zagłosują Polacy w wyborach do rady gminy czy do Sejmu. Niektórzy odnaleźli w tym swoją życiową misję, jak Kaczyński, który jako wicepremier d.s. bezpieczeństwa ani razu nie wypowiedział się w istotnych kwestiach dotyczących bezpieczeństwa państwa, ale dwukrotnie publicznie wezwał (naród?) do „obrony Kościoła za wszelką cenę”. Inni, jak na przykład Premier Morawiecki, koniunkturalnie wytyczają narodowi cel „rechrystianizacji” Europy. To oni, świadomie lub nie doprowadzili do tego, że już dzisiaj Polska spełnia wiele kryteriów państwa wyznaniowego. Wygraną w tej grze będzie tylko jedna strona: Kościół. Będzie, o ile nie powstanie u nas powszechny, społeczny ruch sprzeciwu powrotowi  Polski do Średniowiecza.

Oczywiście nadzieja jest również w tym, co dzieje się dzisiaj w Watykanie. Kościół w Polsce ostentacyjnie kontestuje działania papieża Franciszka. Czy jednak idee Franciszka będą w Watykanie trwalsze od jego pontyfikatu? To rzecz dla nas w Polsce bardzo ważna. Ale bez wyraźnego, społecznego protestu przeciwko politycznej i materialnej hegemonii Kościoła, bez projektu państwa obywatelskiego szanującego wiarę, każdą wiarę, ale również bezwyznaniowców, ateistów i agnostyków, państwa, w którym kościoły odseparowane są od zarządzania państwem na każdym jego poziomie administracyjnym nic w Polsce się nie zmieni. Nikt za nas tego  trudnego problemu – wyzwalania polskiej tożsamości narodowej z terroru  ultrakonserwatywnej doktryny Kościoła Katolickiego  nie uczyni. Do postulatów Adama Jaśkowa dołożę więc kolejne.

Sprawę postawić trzeba jasno: bez rozwiązania kwestii roli Kościoła katolickiego w państwie polskim nie będzie mowy o cywilizacyjnym rozwoju naszego państwa i społeczeństwa w przyszłości, rozwoju, dla którego otwartość na innych, efektywna współpraca międzynarodowa w bardzo złożonym, skomplikowanym świecie będą nieodzowne. Kościół w Polsce nie może stać ponad państwem, ponad prawem, ponad społeczeństwem.

Polsce potrzeba drugiego Oświecenia, zwrócenia się na powrót ku rzetelnej wiedzy, racjonalizmowi, wiary w umiejętności i zdolności człowieka, wolności twórczej. To wielkie wyzwanie dla progresywnych elit kultury, nauki i polityki.

Przede wszystkim należy zacząć od edukacji. Żądać należy wycofania nauczania religii ze szkół i przeniesienia go, jako dobrowolnego, do obiektów kościelnych. Należy podjąć trud wychowania nowych pokoleń we właściwym, niepodporządkowanym ponadnarodowym celom Kościoła duchu tolerancji, wzajemnego szacunku, uznania różnorodności kulturowych. Konieczny jest program wychowania młodzieży dla współpracy z innymi narodami a nie dla zasiedlenia jakiejś samotnej, polskiej wyspy według imaginacji Kaczyńskiego.

Rozwój kultury i nauki powinien być drugim po zdrowiu obywateli priorytetem państwa.

Dążyć należy do zmiany Konstytucji, aby wyraźnie zapisać w niej, wzorem Konstytucji Republiki Francuskiej, że Polska jest państwem laickim.

Kościoły pozbawić należy wszelkich przywilejów gospodarczych, finansowych i fiskalnych.

Na świecie, ale również i w Polsce narasta ekonomiczne rozwarstwienie społeczeństwa. Przywracanie społecznej sprawiedliwości prędzej czy później będzie musiało wiązać się z redystrybucją dóbr materialnych. Kościoły swoim bogactwem daleko przewyższającym potrzeby sprawowania kultu religijnego również będą musiały podzielić się ze społeczeństwem. Dlatego, wzorem Irlandii, dążyć należy do sekularyzacji dóbr kościelnych.

To oczywiście program na długą drogę. Chyba, że jakaś rewolucja przyspieszy bieg wypadków.

Resistance’2021

Zostałem wciągnięty do ruchu oporu. A stało się to tak. Przyszło mi dzisiaj zabijać czas oczekiwania w pewnym, znanym we Wrocławiu centrum handlowym. Oczywiście pustym: ot spożywczy, kiosk z gazetami, apteka i Rossmann. Pozostałe stoiska i lokale gastronomiczne zamknięte na głucho. Ludzi tyle co kot napłakał. Zauważyłem jednak, że w kawiarence zorganizowanej jako „wyspa” na obszernym korytarzu centrum krząta się jakaś kobieta. Stoliki porozstawiane, przy wejściu żadnego zakazu. Wielokrotnie już, w czasach normalności, korzystałem z tej kawiarenki. Pomyślałem więc, że może i tym razem uda mi się zapić dobrą, czarną kawą jakąś gazetę. Podchodzę więc do pani krzątającej się i pytam:

– Przepraszam, czy można tutaj napić się kawy?

– Ależ oczywiście – odpowiada mile pani. – A jaką kawę pan sobie życzy?

– Zwykłą, czarną z ekspresu.

– Może jakieś ciastko do tego? Mamy wspaniały jabłecznik.

– Niezła myśl – odpowiadam. – Proszę o kawałek.

– Czy życzy pan sobie kawę w filiżance? – pyta pani krzątająca się.

– Oczywiście, jakżeby inaczej! – odpowiadam machinalnie, zaskoczony nieco pytaniem, chociaż czujność proletariacka powinna mnie jakoś ostrzec. Nie ostrzegła.

– Proszę bardzo, ale kawę będzie pan mógł wypić tutaj. I wskazuje mi miejsce rogu wyspowej lady, gdzieś za witryną z ciastkami a przed jakimiś urządzeniami barowymi, na samym skraju „wyspy”. W sumie 50×50 cm.

– To przy stoliku nie mogę; – raczej stwierdzam niż pytam, chociaż wszystkie krzesła są porozstawiane i gotowe na przyjęcie gości.

– Oczywiście, że pan nie może! Pandemia!  – informuje mnie miła krzątająca się.

– Ale tutaj na rogu mogę? – dopytuję.

– Tak – odpowiada pani. – Tego narożnika kamera nie łapie. I wykonuje przy tym nieokreślony, obszerny ruch ręką mający wskazać mi jakąś kamerę monitorującą korytarz centrum.

– Acha, witamy w ruchu oporu – stwierdzam.

– No tak – z uśmiechem odpowiada pani. – Wie pan, musimy sobie jakoś radzić w tej sytuacji – dodaje porozumiewawczo.

I dorzuca:

– Ja mam już tutaj stałych klientów, którzy podchodzą i zamawiają wprost: „- poproszę kawę na rogu”.

Wypiłem kawę, przeglądnąłem gazetę.

– Płaci pan kartą czy gotówką? – pyta pani. I dodaje z uśmiechem:

– Ale w ruchu oporu to my płacimy gotówką.

Zapłaciłem oczywiście gotówką. I w ten sposób podstępnie wciągnięty zostałem do ruchu oporu polskich przedsiębiorców AD 2021.

P.S.

Dla czepiających się. Informuję, że pijąc kawę, pogryzając jabłecznik i czytając gazetę cały czas lojalnie przestępowałem z nogi na nogę. Czyli byłem w ciągłym ruchu. Artykuły spożywcze wsuwałem do ust przez uchyloną maseczkę, na wdechu. A że działo się to „na rogu”, fizycznie znajdowałem się poza terenem „wyspy”. Była to więc par excellence sprzedaż „na wynos”.

Manifest

Kilkukrotnie pisałem już o Socjalistycznej Platformie Programowej SLD, formacji, którą wraz z kilkudziesięcioma osobami powołaliśmy do życia wiosną 2019 r. we Wrocławiu. Dlaczego „platforma”? Ano dlatego, że jest to jedyna, statutowo dopuszczalna forma trwałej struktury wewnątrzpartyjnej, koncentrującej się na problemach programowych. Dlaczego „socjalistyczna”? To jest pytanie kluczowe. Otóż w wyniku wewnętrznych dyskusji doszliśmy do wniosku, że jedyną szansą na to, aby lewica mogła wypełnić swoją społeczną misję wobec całego szeregu wyzwań XXI wieku jest zwrócenie się ku socjalizmowi. Nie jest naszym celem dążenia do przywrócenia minionego (słusznie) ustroju. Uważamy jednak, że w szlachetnej, humanistycznej idei socjalizmu jest jedyna nadzieja na zapobieżenie potęgującym się niesprawiedliwościom ekonomicznym, na powstrzymanie katastrofy klimatycznej.

Pięćdziesiąt lat XX wieku, w którym to okresie usiłowano (również dosłownie – na siłę) wprowadzać w życie odwieczne idee socjalistyczne w Europie nie uznajemy za nieudany eksperyment. To niezwykle cenne, chociaż czasem gorzkie, doświadczenie całej światowej lewicy. Doświadczenie, którego nie można zaprzepaścić, z którego wyciągać należy wnioski na przyszłość. Tym bardziej dzisiaj, kiedy jasnym już jest, że kapitalizm okazał się formacją niezdolną do likwidowania skutków kryzysów, które sam generuje i niezdolną do zapobiegania takim kryzysom. A cena społeczna za te kryzysy dramatycznie rośnie, ocierając się już o problem przetrwania rasy ludzkiej na Ziemi. Żarty się skończyły, zaczęły się schody  –  można powiedzieć.

Inicjatywą wrocławską chcieliśmy również ożywić wewnątrzpartyjną (i nie tylko) dyskusję programową, która od wielu lat tkwi w niewytłumaczalnym marazmie. Wyszliśmy z założenia, że w kwestiach programowych lewica powinna poruszać się w dwóch perspektywach czasowych jednocześnie: krótkoterminowej – doraźnej i długoterminowej – strategicznej. Oczywiście ważne są doraźne programy formułowane pod bieżące potrzeby polityczne, na przykład wybory. Ale nawet formułując takie programy wiedzieć należy do czego się dąży, co jest końcowym celem lewicy: konserwowanie i „usprawnianie” obecnego, kapitalistycznego ustroju czy własna, lewicowa wizja społeczeństwa przyszłości. SPP jednoznacznie opowiedziała się za drugą opcją.

SPP SLD powstała, ale nie doczekała się formalnej akceptacji przez Zarząd Krajowy SLD. Chociaż całą dokumentację rejestracyjną przygotowaliśmy pod okiem prawnika ze Złotej, to jednak już 18 miesięcy czekamy na odpowiedź na formalny, zgłoszony zgodnie ze statutowymi wymogami, wniosek rejestracyjny. Nie mamy złudzeń – obecne kierownictwo partii nie życzy sobie tej inicjatywy ale też nie bardzo wie, co z nią zrobić. Na udzielenie formalnej odmowy rejestracji platformy zabrakło kierownictwu cywilnej i politycznej odwagi. Jakimś rozwiązaniem miała być nowa partia, w którą przekształcić się ma SLD. W statucie tej partii z grudnia 2019 r.  wykreślono po prostu takie byty jak „platformy programowe”. Rzecz jednak w tym, że nowa partia nie doczekała się jeszcze sądowej rejestracji, tak więc, od strony prawnej SLD nadal istnieje i nadal obowiązuje jego stary statut. Rozwodzę sią nad tym aby pokazać irracjonalność sytuacji, w jakiej my, założyciele Platformy znaleźliśmy się. Z jednej strony doświadczamy bardzo przychylnego przyjęcia przez środowiska lewicowe, również wewnątrz SLD, a z drugiej poddawani jesteśmy jawnemu ostracyzmowi ze strony Kierownictwa partii – matki. A czas płynie.

Jednym z celów, jakie Komitet Założycielski SPP SLD, któremu mam zaszczyt przewodniczyć, postawił sobie na samym początku był aktywny udział w dyskusjach programowych lewicy, a w tym w przygotowaniach do zapowiadanego ogólnopolskiego kongresu polskiej lewicy, który miał być poświęcony również kwestiom programowym. Kongres zapowiadano na listopad 2020 r. ale sytuacja pandemiczne odsunęła jego organizację na nieokreślony termin.

W ramach przygotowań do kongresu opracowaliśmy dokument „Manifest SPP SLD. Nasza wizja społeczeństwa i państwa przyszłości”. Dokument powstał w wyniku długich dyskusji z udziałem również członków innych partii lewicowych, bezpartyjnych, lewicowych publicystów i politologów.

„Manifest” przesłaliśmy  oczywiście Kierownictwu SLD i Kierownictwu Klubu Parlamentarnego Lewica. Zgodnie z tradycją  –  bez żadnej reakcji ze strony tych gremiów. „Manifest” został również opublikowany w lewicowej prasie („Trybuna”), na stronie Internetowej Grupy SPP SLD na FB i na lewicowych portalach internetowych. Nie może zabraknąć tego tekstu, choćby (ale nie tylko) z kronikarskiego obowiązku, również na moim blogu, który czasami nazywam „subiektywnym kalendarium politycznym” . Oto jego teść.

MANIFEST

SOCJALISTYCZNEJ PLATFORMY PROGRAMOWEJ SLD

Wizja socjalistyczna jest bodaj jedyną, która odważa się wykraczać poza horyzont codziennej rutyny. Jest jedyną niemal szansą dotarcia do źródeł społecznie wytwarzanych niedomagań, bolączek i etycznej ułomności ludzkiego współbytowania…

Zygmunt Bauman

Kapitalizm, a w tym jego ostatnia, historyczna odsłona – neoliberalizm przyczynił się do uczynienia z ludzi pracy machiny do zaspokajania potrzeb wąskiej, niebotycznie majętnej grupy społecznej, obojętnej na realne potrzeby grup wytwórczych. Po upadku średniowiecznego systemu rządów, królów i cesarzy zastąpili oligarchowie i zarządy korporacji, cechujący się egoistyczną wizją własnych celów. Konserwowaniu tego systemu podporządkowano zasady funkcjonowania państw i organizacji międzynarodowych. 

Kapitalizm przywiódł ludzkość ku nowym, nieznanym dotąd wyzwaniom. Są nimi trwająca już katastrofa ekologiczna, niekontrolowany rozwój zastosowań Sztucznej Inteligencji (SI) i inżynierii genetycznej oraz gwałtowny wzrost presji migracyjnej na linii Południe – Północ mas uciekających przed głodem lub wojnami. Po raz pierwszy problem przetrwania gatunku ludzkiego spowodowany zmianami środowiska jakie człowiek spowodował jawi się dla niego jako najważniejsze wyzwanie. 

Skutkiem kapitalistycznej polityki gospodarczej i społecznej szybko pogłębia się rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństw, również krajów uznawanych za rozwinięte. Jesteśmy świadkami postępującej niesprawiedliwości w podziale dóbr wytworzonych przez człowieka, pauperyzacji klasy średniej i dynamicznego bogacenia się wąskiej grupy ludzi. Niewyobrażalnie bogata a nieliczna grupa inwestuje dzisiaj swoje kapitały głównie w rozwój sztucznej inteligencji (SI) oraz badań genetycznych. To ona decydować więc będzie o tym, jak w niedalekiej już przyszłości życie człowieka zależeć będzie od praktycznych zastosowań wyników tych badań.

Jednocześnie kapitalizm wykazał się absolutną niezdolnością do wyprowadzania społeczeństw z kryzysów, które sam generuje. Więcej: kolejne kryzysy, jakich doświadczamy w minionych dziesięcioleciach za sprawa neoliberalizmu prowadzą do jeszcze większego bogacenia się bogatych i zubażania biednych. Kapitalizm osiągnął stadium, w którym nie tylko coraz szybciej generuje koszty środowiskowe i nierówności w podziale dochodu, ale jednocześnie stwarza coraz większe bariery dla wzrostu sił wytwórczych.

Niepowstrzymanie katastrofy klimatycznej przyniesie zagładę znacznej części ludzkości. Niekontrolowany rozwój zastosowań SI (widzimy to na przykładzie prób zastosowania SI do manipulacji postawami wyborczymi obywateli USA czy Wielkiej Brytanii) niesie z kolei ze sobą niebezpieczeństwo dehumanizacji istoty ludzkiej, unicestwienie demokracji i nowe, jeszcze bardziej niesprawiedliwe formy ucisku klasowego.

W tej przełomowej dla ludzkości chwili strategiczny program lewicy powinien być skoncentrowany na człowieku, na istocie ludzkiej, na jej problemach, na tworzeniu warunków jej dobrostanu. W świetle historycznej kompromitacji kapitalizmu lewica XXI wieku powinna bezwzględnie kultywować fundamentalne przymioty lewicowości takie jak dobrostan mas, podmiotowość jednostki ludzkiej, sprawiedliwość ekonomiczna, bezpieczeństwo socjalne, bezpieczeństwo zdrowotne, wszechstronny rozwój człowieka.

Jednym z głównych zadań lewicy będzie niedopuszczenie do zawłaszczenia zdobyczy nauki i dobrodziejstw rewolucji technologicznej przez wąską, najbogatszą warstwę społeczną i zadbanie o sprawiedliwy podział jej owoców.

W tym krytycznym dla ludzkości momencie lewica zaprezentować powinna swoją wizję świata, społeczeństwa i państwa. Uważamy, że jedyną racjonalną drogą, która da szansę na stawienie czoła wyzwaniom jest zwrócenie się ku socjalizmowi – idei towarzyszącej człowiekowi od stuleci.

Socjalizm jest systemem społecznym, formą funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki, do którego lewica winna wszystkimi siłami dążyć. Mówimy to otwarcie i zdecydowanie.

Będąc zdecydowanymi zwolennikami integracji europejskiej jesteśmy przeciwni próbom narzucania w imieniu Unii Europejskiej neoliberalnej polityki krajom wspólnoty oraz krajom spoza jej terytorium. Będziemy walczyć o zjednoczoną, socjalistyczną Europę. Lewica socjalistyczna, jaką chcemy być, musi wrócić do swoich źródeł: internacjonalizmu i antymilitaryzmu.

W przeszłości idee socjalistyczne wprowadzane były w życie w następstwie okrutnych kataklizmów wojennych lub ekonomicznych. Pragniemy, aby energią dla socjalizmu XXI wieku była świadomość obywatelska i decyzje podejmowane przez społeczeństwa według wolnych, demokratycznych reguł.

W nowym socjalizmie jest jedyna nadzieja na zrównoważony rozwój społeczny, na społeczną sprawiedliwość, na sprawiedliwą przyszłość.

Za Komitet Założycielski

Socjalistycznej Platformy Programowej SLD:

 Jan Janiszewski                                                                                        Jacek Uczkiewicz

Wiceprzewodniczący                                                                              Przewodniczący

 Wrocław, 05. Stycznia 2021 r.

**************************************************

 NASZA WIZJA

SPOŁECZEŃSTWA I PAŃSTWA PRZYSZŁOŚCI

I SOCJALIZM

  1. Opowiadamy się jasno i wyraźnie za socjalizmem demokratycznym, gdzie ceni i szanuje się tak godność jednostki jak i wszystkich zbiorowości stanowiących polskie społeczeństwo.
  2. Socjalizm musi oznaczać zniesienie władzy kapitału nad gospodarką, inaczej mamy tylko poprawki kapitalizmu.
  3. Lewica socjalistyczna powinna bezwzględnie określić siebie – i my to czynimy – jako siłę stojącą u boku człowieka, z jego problemami i troskami, solidaryzującą się z nim, wspierającą go, ukazującą zagrożenia i szanse stojące przed nim. Człowiek zawsze winien być przed zyskiem, praca przed kapitałem, postęp przed konserwatyzmem, otwartość przed dogmatyzmem, pluralizm przed zdradliwą ksenofobią.
  4. Lewica socjalistyczna powinna być kreatywnym ruchem społecznym, z ambicjami zmieniania kraju i świata.
  5.  Lewica powinna odważnie zrzucić z siebie rolę, którą nieopatrznie przyjęła w XX wieku, samoograniczania się do roli partii politycznej adaptującej się do sytuacji gospodarczej i społecznej, kreowanej przez prawicę, polewania różowym lukrem strategii do niedawna neoliberalizmu a obecnie nacjonalistycznej prawicy, w swojej istocie skierowanych przeciwko ludziom pracy, przeciwko społecznej sprawiedliwości, przeciwko podstawowym zasadom humanizmu.

II CZŁOWIEK A GOSPODARKA

  1. Kontynuowanie działalności gospodarczej opierającej się na mnożeniu potrzeb i utrzymywaniu nadwyżki podaży nad popytem efektywnym nieuchronnie prowadzi do nieodwracalnej, szkodliwej dla człowieka planetarnej katastrofy środowiskowej. Świat potrzebuje gospodarki biologicznie zrównoważonej (konserwującej), która służąc zaspokajaniu potrzeb człowieka oszczędza energię i surowce, chroni i odtwarza środowisko naturalne. Ograniczenia hiperkonsumpcji, które dla jej wprowadzenia będą konieczne, wcale nie muszą oznaczać ograniczeń dla rozwoju człowieka czy obniżenia poziomu życia. Oznaczają natomiast ograniczenie powszechnego marnotrawstwa pracy ludzkiej, energii i surowców.
  2. Docelowy system gospodarczy powinien opierać się na zasadach społecznej gospodarki rynkowej. Społecznej, to znaczy takiej, w której:

– celem działalności gospodarczej jest zaspokajanie potrzeb człowieka oraz ochrona i odbudowa środowiska naturalnego, a nie zysk właściciela środków produkcji i surowców;

– środowisko naturalne nie podlega prywatyzacji; w szczególności zasoby wody, powietrza i energii powinny stanowić własność ogólną;

– przy zachowaniu różnorodności form własności środków produkcji dominować powinna własność społeczna, zarówno państwowa jak i samorządowa, spółdzielcza i pracownicza.

  1. Wdrażanie zasad gospodarki zrównoważonej biologicznie wiązać się będzie ze zdecydowanym zwiększeniem roli państwa w gospodarce, zarówno jako właściciela podstawowych dla gospodarki zakładów przemysłowych, banków i surowców o strategicznym znaczeniu, ale również jako regulatora rynku.
  2. Powstrzymanie postępującego rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństwa nastąpić powinno również przez wprowadzenie silnej progresji podatkowej.
  3. Odejść należy od uznawania PKB za podstawowy miernik rozwoju gospodarczego. Powinien zostać wypracowany nowy, międzynarodowy (umożliwiający porównywanie sytuacji w różnych państwach) pakiet wskaźników określających dobrostan społeczeństwa w danym kraju, uwzględniający szereg czynników składających się na ogólne pojęcie dobrobytu.
  4. Siłą napędową rozwoju gospodarki państwa powinna być wiedza, nauka i innowacyjność a nie tania siła robocza. Gospodarka powinna działać według wieloletnich (5/6lat) Strategicznych Planach Rozwoju zatwierdzanych i aktualizowanych przez Sejm.
  5. Szczególne znaczenie przypisujemy rozwojowi spółdzielczości. Spółdzielczość jest naszym zdaniem kierunkiem dla odbudowy nie tylko wspólnotowości, ale i więzów społecznych na zasadach partnerstwa, szacunku i autentycznej, nie mitycznej i retorycznej, solidarności.
  6. Ważnym składnikiem społecznej gospodarki rynkowej w zakresie własności powinna być własność pracownicza. Jest ona – podobnie, jak w wypadku własności spółdzielczej – realizacją zasady łączenia pracy z własnością, jest najbardziej efektywną ekonomicznie i społecznie, i sprawiedliwą metodą działania. To także demokratyzacja gospodarki i zmniejszanie rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństwa. Rozwijanie tej formy własności widzimy przez tworzenie ram prawnych dla rozwoju i stabilności akcjonariatu pracowniczego.
  7. Wykonując swoje zadania w obszarze gospodarki administracja publiczna ściśle współpracować powinna z samorządami gospodarczymi, które przejmą od państwa jak najwięcej kompetencji regulacyjnych w swoich obszarach
  8. Doświadczamy początków rewolucji technologicznej, masowego wprowadzania automatyzacji opartej o algorytmy SI. Nauka, wiedza, postęp technologiczny powinny być głównymi dźwigniami rozwoju gospodarczego. Sztuczna Inteligencja może odegrać doniosłą rolę w polepszaniu warunków życia człowieka, sprzyjać jego wszechstronnemu rozwojowi, usprawniać funkcjonowanie systemu demokratycznego i funkcjonowanie instytucji publicznych. Dostrzegamy jednocześnie niebezpieczeństwa wynikające z niekontrolowanych społecznie zastosowań SI.
  9. Powszechne zastosowanie automatyzacji produkcji i usług oraz SI spowodują zmniejszenie się podaży pracy w produkcji a przede wszystkim we wszelkiego rodzaju usługach. Dlatego, w celu ochrony miejsc pracy konieczne będzie skracanie czasu pracy przy jednoczesnym wzroście wynagrodzeń, a w skrajnych przypadkach nieodzowne będzie wprowadzenie minimalnego dochodu gwarantowanego
  10. Algorytmy SI stosowane do wszelkich zadań związanych z człowiekiem powinny uzyskiwać uprzednio atest wyspecjalizowanej agencji krajowej i/lub międzynarodowej, pod kątem niemożności wykorzystania ich przeciwko istocie ludzkiej.

III CZŁOWIEK A CZŁOWIEK

  1. Przyszłością świata są społeczeństwa wielokulturowe, tolerancyjne, kierujące się zasadą pokojowego współistnienia, zapewniającą wolność swobodnego przemieszczania się.. Wielokulturowość w żaden sposób nie ogranicza poszczególnych kultur, a wręcz przeciwnie: wzmacnia tylko autentyczne przywiązanie do oryginalnych, tradycyjnych wartości kulturowych danej społeczności. Różnorodność kulturowa powinna być siłą a nie słabością społeczeństwa.
  2. Opowiadamy się za swobodą wszelkich kultów religijnych, które w swojej warstwie ideologicznej nie są agresywne w stosunku do wyznawców innych religii. Kościoły i związki wyznaniowe, będące organizacyjnymi formami ruchów religijnych powinny utrzymywać się z datków swoich wyznawców i nie powinny prowadzić działalności politycznej.
  3. Państwo powinno być instytucją świecką, niepodporządkowaną formalnie lub ideologicznie żadnej religii czy organizacji wyznaniowej. Powinno kierować się zasadami równego dystansu i równego traktowania w stosunku do wszystkich ruchów religijnych.
  4. Państwo powinno stwarzać równe szanse edukacyjne młodzieży, niezależnie od statusu materialnego ich rodzin i gwarantować wysoki poziom edukacji publicznej.
  5. Nowe technologie informatyczne sprzyjać powinny zacieśnianiu więzi społecznych. Państwo powinno gwarantować zarówno ochronę prywatności człowieka jak i przeciwdziałać niebezpieczeństwom, jakie dla człowieka i jego relacji społecznych może nieść ze sobą niekontrolowane zastosowania SI. Należą do nich:

– dehumanizacja istoty ludzkiej poprzez manipulowanie poglądami, postawami i zachowaniami ludzi za pomocą SI;

– społeczna alienacja człowieka przez powszechne angażowanie go do „aktywności” w światach rzeczywistości wirtualnych jako alternatywy dla realnych więzi społecznych.

  1. Państwo zapewnić powinno pełne wykorzystanie nowych technologii do dostępu obywatela do informacji z wyjątkiem informacji ustawowo chronionych. Przeciwdziałać jednocześnie powinno wykorzystywaniu tych technologii do manipulowania postawami ludzi, wprowadzania ich w błąd czy wręcz oszukiwania.
  2. Efektem pomniejszania się podaży pracy będzie rosnący wolumen czasu wolnego człowieka. Lewica socjalistyczna stworzyć musi o warunki prawno-organizacyjne i finansowe dla wykorzystania tego czasu dla wszechstronnego rozwoju człowieka, doskonaleniu jego indywidualnych talentów i umiejętności, przede wszystkim w obszarach szeroko rozumianej kultury, nauki i sportu amatorskiego, dla indywidualnej i zorganizowanej działalności pro publico bono.
  3. Media publiczne nie powinny podlegać prawom rynku ani wpływom żadnej partii politycznej. Misją mediów publicznych powinno być przekazywanie obiektywnych, sprawdzonych informacji, konfrontowanie różnych poglądów. Ważną rolę w kształtowaniu zasad etyki dziennikarskiej i w egzekucji ich przestrzegania powinien odgrywać samorząd dziennikarski. Media publiczne służyć powinny wyborcom i nie powinny być zawłaszczane przez rządzące partie na użytek ich kampanii wyborczych.

IV CZŁOWIEK A POLITYKA

  1. Człowiek ze swoimi potrzebami i problemami powinien być punktem centralnym wszelkich działań instytucji publicznych.
  2. Jednym z filarów społeczeństwa i państwa powinna być samorządność. Zasada samorządności powinna być stosowana tam, gdzie tylko to jest możliwe. Oprócz samorządów terytorialnych rozwijać i umacniać należy samorządy gospodarcze, zawodowe i inne. Samorządy powinny przejmować maksymalną liczbę zadań administracji rządowej i jej kompetencji. Nad rozwojem i przestrzeganiem zasady samorządności czuwać powinna druga izba parlamentu: Izba Samorządowa, która zastąpić winna Senat.
  3. System partyjny najlepiej odzwierciedla zróżnicowanie poglądów politycznych społeczeństwa. Dlatego podstawą systemu politycznego powinny być partie polityczne posiadające struktury ogólnokrajowe. Niezbędna będzie nowelizacja ustawy o partiach politycznych, która wyeliminuje z życia politycznego partie niedemokratyczne, funkcjonujące jako koterie typu wodzowskiego.
  4. Zmianie ulec musi charakter wyborów powszechnych. Odejść należy od wyborów jako jednorazowej decyzji o powierzeniu władzy (nad wyborcami) na rzecz zbiorowej decyzji o powierzeniu odpowiedzialności za kierowanie wspólnymi sprawami. Kampanie wyborcze władz publicznych uwolnić należy od podporządkowania ich wymogom i regułom komercyjnych mediów.
  5. Rozwój technologii informatycznych sprzyjać musi umacnianiu i rozwojowi demokracji obywatelskiej, w tym różnorodnych form demokracji bezpośredniej. Umożliwić powinien szerokie korzystanie z formuły referendów w sprawach ogólnokrajowych i lokalnych.
  6. W systemie wyborów do izby ustawodawczej parlamentu przywrócić należy instytucję list krajowych w celu zapewnienia w Sejmie minimalnej dla jego prawidłowego funkcjonowania reprezentacji specjalistów, autorytetów i środowisk.
  7. System sądowniczy powinien być w pełni niezależny. Przywrócić i umocnić należy samorządność sędziów, adwokatów i prokuratorów.
  8. Ochronę zdrowia, o której mowa w Konstytucji rozumiemy nie jako zapewnienie dostępu do lekarza, ale jako stwarzanie warunków do zachowania zdrowia, do wyleczenia w przypadku choroby. System ochrony zdrowia powinien zostać całkowicie przemodelowany. Skompromitowana w praktyce zasada „pieniądz idzie za pacjentem” powinna zostać odrzucona. Celowi głównemu jakim być powinien jak najwyższy poziom zdrowotności społeczeństwa podporządkowane powinny zostać: planowanie budżetowe, system kształcenia służb medycznych, badania naukowe, inwestycje. Odejść należy od systemu kontraktowego usług medycznych na rzecz w pełni państwowego systemu ochrony zdrowia i planowania tych usług nie według administracyjnych limitów, ale według potrzeb.
  9. Nauka wspólnie z kulturą powinny być głównymi dźwigniami cywilizacyjnego rozwoju społeczeństwa. Państwo stworzyć musi warunki finansowe dla działalności naukowo-badawczej w kluczowych dziedzinach oraz zagwarantować autonomię uczelni wyższych.
  10. Powszechna edukacja publiczna na najwyższym poziomie powinna być, obok ochrony zdrowia, głównym zadaniem państwa. Podstawą systemu edukacji powinny być nowoczesne programowo, metodologicznie i materialnie szkoły publiczne. Edukacja na wszystkich szczeblach powinna być silnie związana z lokalną społecznością, sprzyjać jej integracji, rozwojowi i upowszechniania kultury. Przywrócony powinien zostać prestiż społeczny i materialny nauczyciela szkoły publicznej i nauczyciela akademickiego.

V DROGA DLA CAŁEJ LUDZKOŚCI

  1. Problemy takie jak zmiany klimatyczne, rosnące nierówności ekonomiczne czy wojna są problemami ogólnoświatowymi wywołanymi przez sprzeczności globalnego systemu społecznego jakim jest kapitalizm XXI wieku. Ich rozwiązanie możliwe jest tylko w ramach pokojowej współpracy między narodami, na zasadach równości, wzajemnego poszanowania i solidarności.
  2. Socjalistyczne zasady troski o dobro wspólne i sprawiedliwość społeczną nie mogą odnosić się tylko do polityki wewnętrznej naszego kraju, ale powinny także stanowić podstawę dla formułowania naszej polityki zagranicznej.
  3. Popieramy wszystkie działania celem których jest zmniejszenie napięcia międzynarodowego w tym przede wszystkim pokojowego rozbrojenia i likwidacji broni masowej zagłady. Dlatego nasza polityka powinna stawiać sobie za cel usunięcie wszelkich obcych wojsk z terytoriów suwerennych państw. Dotyczy to również całkowitej redukcji obcych baz wojskowych, krajów spoza Europy, na terytorium Starego Kontynentu.
  4. Lewica musi otwarcie sprzeciwiać się eksploatacji krajów uboższych przez kapitał z krajów bogatszych i agresywnej polityce najbogatszych państw prowadzonej w celu narzucania reszcie świata neoliberalnego ładu gospodarczego. Stoimy na stanowisku, że ustanowienie priorytetu walki z globalnymi nierównościami ekonomicznymi stanowi główny wyznacznik lewicowej polityki zagranicznej. Lewica walczyć musi o wyrównywanie płac w Europie i na świecie i o szerokie pakiety socjalne
  5. Polska swoja przyszłość powinna wiązać z silną, zintegrowaną sfederalizowaną i socjalistyczną Unią Europejską. Nasz kraj powinien odzyskać swoją pozycję w Europie przez zacieśnianie współpracy w ramach Unii, przez inicjatywy polityczne, gospodarcze, kulturalne i społeczne wzmacniające europejską wspólnotę.

 

Wrocław, 05 stycznia 2021 r.

 

Lepszy sort w Unii

Od sierpnia 2019 r. nieobsadzone jest przysługujące Polsce miejsce w składzie Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, opuszczone w związku z powołaniem ówczesnego członka Trybunału Janusza Wojciechowskiego na stanowisko Komisarza Komisji Europejskiej. I oto wczoraj na forum Komisji Kontroli Budżetowej Parlamentu Europejskiego odbyło się publiczne przesłuchanie kandydata polskiego rządu na ten wakat.  Wynik głosowania 23 głosy przeciwko kandydaturze, 7 za. Nie po raz pierwszy Komisja Kontroli Budżetowej negatywnie opiniuje kandydatów, ale taki negatywny wynik głosowania zdarzył się po raz pierwszy. Wcale mnie to nie zdziwiło. Przysłuchiwałem się temu przesłuchaniu, gdyż, z racji ostrego antyunijnego kursu polskiego rządu spotkanie kandydata tego rządu z Komisją musiało być ciekawe. I było.

Próbując ująć relację z tego przesłuchania w jednym zdaniu powiedzieć należy, że odpowiadając na pytania członków Komisji polski kandydat zdyskredytował się na trzech polach: kompetencji, niezależności i rozumieniu praworządności. Zachwalając co raz to swoje kompetencje wypowiadał się na bardzo wysokim poziomie uogólnień na szereg pytań szczegółowych, na przykład o kwalifikacje językowe, nie udzielając odpowiedzi w ogóle.

Oto próbki. Pytanie członkini Komisji:

-Jakie są Pańskie najważniejsze zalecenia (jako wiceprezesa NIK – JU), które Pan wydał pod adresem kontrolowanych organów i jakie są Pańskie doświadczenia, jeżeli chodzi kontrole wydatkowania pieniędzy europejskich w Polsce? Chodzi o poświadczenie wiarygodności.

Odpowiedź kandydata:

–  Przez 14 lat pracując w polskim parlamencie miałem okazję przyglądać się corocznie zarówno projektom budżetów najważniejszych instytucji, dotyczących bezpieczeństwa zarówno jawnych i niejawnych, czyli miałem tą możliwość sprawdzania i kontrolowania budżetów służb specjalnych jawnych i niejawnych. To jest ogromna skarbnica wiedzy i doświadczenia. Teraz pracując w NIK przeszło 80 kontroli, które nadzoruję w tych latach, które się odbywają i zarówno przechodząc cały cykl budżetowy i też kontroli wykorzystania środków europejskich – daje mi to ogrom wiedzy do tego, żeby składać różnego rodzaju rekomendacje i wnioski, które się pojawiają w tych kontrolach i je przedstawiać przed wysokimi gremiami, przed komisjami, które są najważniejsze w parlamencie, czy też przed komisjami branżowymi. W związku z tym to doświadczenie obecne 15 lat pokazuje mi, że jestem przygotowany i jestem gotowy wykorzystać swoje doświadczenie pracując w ETO. Dziękuję.

Na pytanie, czy jego kandydatura jest kandydaturą jednej partii, czy nie jest polityczna, odpowiedział:

– … to nie jest kandydatura polityczna, dlatego, że konkurs na funkcję członka Trybunału Europejskiego Obrachunkowego został rozpisany przez rząd i każdy z kandydatów złożył odpowiednie aplikacje. Zgodnie z procedurami, też jak i w innych krajach był to konkurs otwarty. Ja złożyłem swoje dokumenty spełniając wymogi Traktatu Lizbońskiego, artykuł u 286-go, który mówi o doświadczeniu w kontroli zewnętrznej i zostałem wybrany przez Radę Ministrów do dalszej procedury.

Kilku członków komisji dociekało stosunku M. Opioły do kwestii praworządności. Pytanie członka komisji:

– Praworządność to bardzo ważny element Europejskiego trybunału Obrachunkowego. Tymczasem Pański rząd i pańska partia podejmują decyzje, które zgodnie z art. 7 przeciwdziałają praworządności. Jaka jest Pańska opinia w tym temacie?

Odpowiedź M. Opioły bardzo charakterystyczna:

– w kontekście drugiego pytania, które Pan zadał, no to jest Pana zdanie. Jest proces, który wiąże się w Parlamencie Europejskim, ale dzisiaj rozmawiamy o mojej kandydaturze w kontekście dzisiejszego wysłuchania i mojej kandydatury.

Wyraźnie zaniepokoiła ta wypowiedź członków komisji, gdyż Przewodnicząca postanowiła dopytać:

– Jeśli chodzi o praworządność, to Pan powiedział, że „to nasze zdanie”. Może coś źle zrozumiałam, dlatego chciałabym jeszcze raz dopytać: jak istotna dla Pana jest kwestia niezależności sądownictwa, jak ważne są dla Pana podstawowe wartości naszej praworządności, które stanowią o Unii Europejskiej?

Kandydat:

– Odpowiadając na pytania Pani Przewodniczącej: tak, uważam, że wszystkie aspekty funkcjonujące w Unii europejskiej są bardzo ważne i dzisiaj te wszystkie kwestie, które są dzisiaj prowadzone wydatkowania środków unijnych są bardzo ważne i Trybunał się nimi dobrze zajmuje i funkcjonuje.

Przewodnicząca komisji nie daje za wygraną:

– Co dla Pana oznacza praworządność? Tu Pan nie udzielił żadnej odpowiedzi i nie dowiedziałam się czy może przedtem źle Pana zrozumiałam, czy nie.

Odpowiedź M. Opioły:

– Pani Przewodnicząca. Wydaje mi się, że udzieliłem wyczerpującej odpowiedzi. Wszystkie idee, które funkcjonują w Unii Europejskiej są bardzo ważne i tak kwestia, o którą Pani się Pyta, czyli praworządność też jest bardzo ważna i w ramach funkcjonowania ETO ta sprawa będzie się też pojawiać w ramach wydatkowania pieniędzy podatników Unii Europejskiej. I Uważam, że jest to sprawa, która jest bardzo ważna i kluczowa, tylko, że w kontekście, jak rozumiem naszego wysłuchania i Komisji jest sprawą wielkokontekstową i te kwestie, które Pani Przewodnicząca chciałaby usłyszeć, czyli proces negocjacyjny, jak rozumiem trwa w Unii Europejskiej i dzisiaj jakby skupiłem się na tym czym jest dzisiejsze posiedzenie Komisji, czyli wysłuchaniem przed Państwem i staniem przed Państwem mojej kandydatury do Trybunału Obrachunkowego. Dziękuję.

To oczywiście tylko wyimki z przesłuchania kandydata. Były też laurki w wykonaniu eurodeputowanych PiS. Ale wynik głosowania był dla kandydata druzgocący.

Pod adresem Komisji mam jednak poważny zarzut. Kandydat Marek Opioła zdyskredytował się bowiem jako kandydat do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego przede wszystkim tym, że w pewnym momencie swojego wystąpienia stwierdził, że w Europejskim Trybunale Obrachunkowym „każdy kraj ma swojego ambasadora”. I tu jest tak naprawdę pies pogrzebany.  Członek Europejskiego Trybunału Obrachunkowego nie jest ambasadorem, a więc przedstawicielem, rzecznikiem partykularnych interesów swojego kraju. Wręcz przeciwnie. Jest niejako osobowym wkładem państwa członkowskiego w funkcjonowanie Unii Europejskiej. Członek ETO przed podjęciem obowiązków składa przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości uroczyste, publiczne ślubowanie, w którym zobowiązuje się między innymi do kierowania się wyłącznie interesami Unii Europejskiej do nieprzyjmowania zewnętrznych instrukcji oraz do nieubiegania się o takie instrukcje. Szkoda, że Komisja Kontroli Budżetowej Parlamentu Europejskiego nie zwraca uwagi na tą fundamentalną kwestię – nie tylko w przypadku kandydatury Marka Opioły.

Opini Komisji jest negatywna. Chociaż nie jest ona wiążąca dla Parlamentu, można się spodziewać, że opinia Parlamentu będzie w tym przypadku podobna. Ostateczną decyzję w sprawie krajowego członka ETO podejmuje jednak Rada Europejska. I zdarzało się, że w podobnych przypadkach Rada nie respektowała opinii ani Komisji, ani Parlamentu. Jak donoszą wiewiórki z Brukseli zapewne będzie to jedna z kart przetargowych przy negocjacjach budżetowych. Jeżeli tak się stanie będzie to oznaczało, że Unia Europejska rzeczywiście wymaga kapitalnego remontu.

Kłodzko – Warszawa, dwa światy

Szpital powiatowy w Kłodzku wystosował właśnie apel do mieszkańców powiatu o wsparcie go finansowo i materialnie w związku z dodatkowymi zadaniami nałożonymi na niego z tytułu walki z pandemią sars-cov-2. Brakuje mu właściwie wszystkiego: materacy, kołder, koców, środków czystości itp. Przypadek kłodzki najkrócej skomentować można w jeden tylko sposób: KLINICZNY PRZYKŁAD BANKRUCTWA PAŃSTWA. Ile jeszcze takich szpitali jest w Polsce?

Ale Polska nie kończy się w Kłodzku. Mamy wszak stolicę, a tam pomnik – co tam pomnik: monument skuteczności rządu: tymczasowy szpital COVID-wy na Stadionie Narodowym. Otwierano go z wielkim propagandowym hukiem. „Rząd dba o Polaków!” – taki przekaz płynął z dziesiątków konferencji prasowych, jakie Premier polskiego rządu niemal codziennie urządzał na terenie nowej placówki. Telewizja Partyjna miała materiału do nadawania pod dach.

Dzisiaj widzimy drugą, smutna stronę tej kolejnej propagandowej hucpy PiS. Szpital Narodowy – propagandowe oczko w głowie premiera – musiał mieć rzecz jasna najlepszy sprzęt, najlepsze i najliczniejsze kadry. Kadry szybko zostały skompletowane za szczególnie wysokie stawki (lekarz: 150 – 200 zł za godzinę, 12,5 tys. zł za tydzień). Personel zakwaterowano w apartamentach najbardziej luksusowych hoteli stolicy.

Jest szpital, jest personel, jest sprzęt, tylko pacjentów jak na lekarstwo. Dlatego, że w zgodnej opinii lekarzy to nie szpital, ale co najwyżej izolatorium, w którym bezużytecznie stoi bardzo drogi sprzęt. Relacje lekarzy, którzy zaangażowali się tam do pracy, którzy nudzą się w luksusie wyposażenia i zakwaterowania są przerażające. Najbardziej wymowna jest opinia jednego z nich: „Jest mi wstyd, że w czasie pandemii tutaj pracuję”.

Jak podaje „Rzeczpospolita” koszty funkcjonowania Szpitala Narodowego ponoszone są nie przez NFZ, ale wprost z budżetu państwa. Stawki zostały przy tym ustalone przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji i wynoszą 21,5 mln zł miesięcznie. Ponieważ przebywa w tym szpitalu około 25 pacjentów wychodzi, że każdy z nich (a są to najlżejsze przypadki COVID-19) kosztuje około 1 mln zł miesięcznie. Jak tam w Kłodzku? Dobrze się czujecie?

Kosztom budowy, funkcjonowania, a kiedyś i likwidacji Szpitala Narodowego należy przyglądać się bardzo uważnie. W końcu są to nasze, podatników pieniądze. Ciekawym pytaniem jest to, czy w tych kosztach uwzględniono czynsz dzierżawny pomieszczeń Stadionu Narodowego od spółki Skarbu Państwa Polska.2012+, która stadionem administruje. Spółka podlega przepisom o działalności gospodarczej, lecz raczej nie chwali się swoimi sukcesami finansowymi (w Monitorze Polskim B brak jest danych o jej wynikach finansowych). Czyżby więc lokalizacja szpitala na SN miała jednocześnie służyć ratowaniu finansów tej spółki z pieniędzy na walkę z epidemią sars-cov-2?

Wszystko na to wskazuje, gdyż jakże inaczej wytłumaczyć to, że rząd nie przyjął propozycji Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, aby szpital tymczasowy ulokować w budynku nowo wybudowanego szpitala miejskiego, który, wprawdzie nie oddany jeszcze do użytku, ale już wyposażony stoi wpusty?

Zlokalizowanie tam tymczasowego szpitala COVID-owego byłoby całkowicie uzasadnione: niskie, prawie żadne koszty adaptacyjne, właściwe warunki dla chorych i personelu. Opcja ta, z punktu widzenia PiS-owskich władz miała jednak poważne mankamenty. Po pierwsze nie mógłby to być szpital „narodowy”, po drugie do kampanii informacyjno-propagandowych należałoby zaangażować właściciela, czyli Prezydenta Trzaskowskiego – a to przecież dla PiS jest nie do przyjęcia. I w ten sposób racjonalność, oszczędność, zdrowy rozsądek przegrały z potrzebą propagandy rządzących. Ale przegrali przede wszystkim pacjenci „covidowi” z innych szpitali, którym to placówkom, chociaż maksymalnie przeciążonym, szpital na Stadionie Narodowym ulgi nie niesie.

Szpital na Stadionie Narodowym w Warszawie wpisuje się na długą listę propagandowych kampanii rządzącej partii opłacanych z pieniędzy wszystkich obywateli. Sztandarowym przykładem jest Polski Fundusz Narodowy, który nie wiadomo co robi, ale który dosłownie doi spółki skarbu państwa na grube miliony. Podobnych afer jest wiele: Orlen z 50 milionami rocznie na promocję marnej klasy sportowca, KGHM z maseczkami przywiezionymi Antonowem itp. itd.

Ale jak widać dla rządzących „narodowość” nie ma ceny i gotowi są za nią zapłacić każde pieniądze. Szkoda tylko, że nie ze swojej kieszeni.

Lewicowa reforma systemu ochrony zdrowia – subito!

Wicher epidemii koronawirusa, który uderzył w Polskę kiedyś ucichnie – jak każdy wicher. Zostaniemy zaszczepieni i robić będziemy wszystko, aby „życie wróciło do normy”. Nie wróci. Epidemia, a zwłaszcza jej skutki uboczne: społeczne i gospodarcze długo jeszcze będą dawały znać o sobie. W niektórych obszarach skutki epidemii będą trwałe.

Wicher epidemii sars-cov-2, który przetacza się przez Polskę pozostawia za sobą ruiny i zgliszcza tego, co zwykło się nazywać systemem ochrony zdrowia. Czy chcemy „powrotu do normalności” w tym systemie?

Wicher sars-cov-2, nie najgroźniejszy  przecież z wirusów, zerwał zasłony, którymi przez dziesięciolecia władze usiłowały przesłonić rzeczywisty stan wszystkich podmiotów tworzących system opieki zdrowotnej w Polsce. Wszystkich: poczynając od lekarzy, przez przychodnie, szpitale, administracje wszystkich szczebli z premierem i ministrami na czele, na prezydencie i parlamencie kończąc. Okazało się, że król jest nagi, że żadnego systemu nie ma. Można było udawać w okresie prosperity, że wszystko jest w porządku, można było doraźnie „znajdować” pieniądze w budżecie na gaszenie coraz to nowych ognisk zapalnych – do czasu. Już kilka lat temu pojawiły się bardzo poważne symptomy załamywania się systemu ochrony zdrowia  w postaci niewyobrażalnie, żenująco długich okresów oczekiwania na konsultacje specjalistyczne w ramach NFZ. Na władzy, której w demokratycznych wyborach powierzono odpowiedzialność za obywateli nie zrobiło to większego wrażenia.

Dzisiaj lekarz kardiolog z jednego ze szpitali alarmuje: liczba zgonów w Polsce w ostatnich dwóch miesiącach znacznie przekracza dane statystyczne dla podobnego okresu lat ubiegłych. Różnicy wielokrotnie przewyższa liczbę zgonów na COVID-19. Dzieje się tak dlatego, że na przykład oddziały kardiologiczne szpitali odnotowują gwałtowny spadek przyjęć pacjentów z podejrzeniem zawału, w stanie przedzawałowym lub początkowym. Jeżeli nawet ktoś przechoruje zawał w domu, to, według tego lekarza, trafi do szpitala za kilka miesięcy w stanie krytycznym. Trafi, albo i nie. Ludzie chorują i umierają w domach – bez należnej im pomocy medycznej. Podobne zjawisko występuje w przypadku udaru mózgu i innych nagłych stanów chorobowych.

Pora powiedzieć wprost: stan systemu ochrony zdrowia, jaki został ukształtowany w 1999 r. na podstawie neoliberalnej tezy, że „pieniądz będzie szedł za pacjentem” załamał się całkowicie. Okazał się niewydolny już dawno, ale dopiero dzisiaj odsłonił całą swoją iluzoryczność. Jego stan w chwili obecnej nie jest tylko skutkiem nieudolności lub złej woli rządzących. Tak – złej woli, gdyż upolitycznienie epidemii, przedkładanie celów propagandowych rządzącego ugrupowania nad podstawowe problemy Polaków świadczy albo o głupocie, albo o złej woli. Przyjąć jednak należy, że suweren nie powierzył swojego losu głupcom. Przykładem tego jest słynny Tymczasowy Szpital na Stadionie Narodowym. Dlaczego nie zdecydowano się wykorzystać prawie gotowego, nowego warszawskiego szpitala miejskiego? Z paru powodów. Po pierwsze nie byłby on „Narodowy”, a to poważny minus. Po drugie do jego uruchomienia, które z założenia miało być wielkim, medialnym wydarzeniem, wielkim sukcesem rządu trzeba by było zaangażować znienawidzonego przez PiS Prezydenta Warszawy. Po trzecie wreszcie znaleziono sprytny sposób, aby przy okazji koronawirusa, z pieniędzy przeznaczonych na walkę z nim, poratować finanse spółki skarbu państwa zarządzającą stadionem. Grzechy obecnej  władzy są przeogromne i niewybaczalne, ale nie mogą one przesłonić kwestii zasadniczej: neoliberalny system ochrony zdrowia zawiódł na całej linii w najbardziej krytycznym momencie. Zapaść systemu ochrony zdrowia w Polsce jest komplementarna. Dotyczy zarówno infrastruktury, wyposażenia, kadr medycznych, gospodarki zapasami jak i zarządzania na wszystkich szczeblach. Będziemy go reperować, czy będziemy wyciągać wnioski radykalne?

Pieniądz miał iść za pacjentem – szedł, ale w ilościach daleko niewystarczających i z wątplwą efektywnością. Z całą pewnością natomiast za pieniądzem poszła spora część lekarzy – i nie ma co im się dziwić. Skoro taka była polityka władz? Skoro powszechnie panowała doktryna, że im mniej państwa w życiu publicznym tym lepiej, że wszystko co państwowe to złe, a wszystko co prywatne to dobre? Kto więc tylko mógł to zakładał, często z wykorzystywaniem państwowego sprzętu i budynków prywatne spółki, zakłady lecznicze, przejmował całe szpitale. Kto mógł, lekarze, pielęgniarki, wyjeżdżał za lepszymi zarobkami za granicę, a władza dawała mu „krzyż na drogę”. I dzisiaj mamy taką sytuację, że państwowe przychodnie pracują „zdalnie”, na telefon, ale prywatne przychodnie ogólne i specjalistyczne są dostępne. Oczywiście za słoną cenę. Mamy jakąś opiekę zdrowotną, ale tylko dla najbogatszych. Cena wizyty u specjalisty (około 20 minut) to 150 do 200 zł. A to dopiero początek. Często potrzebne są dodatkowe badania laboratoryjne, diagnostyka, a potem samo leczenie, operacyjne również. Ale ludzie nie mają wyjścia. Kogo na to stać, kto może się zadłużyć, wziąć pożyczkę u jakiegoś żurawia czy u rodziny – to się zadłuża. A do tego te prywatne usługi medyczne nie tworzą żadnego systemu – ot po prostu: przyjdź, zapłać i do widzenia.

Oczywiście można sobie wykupić dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne w firmach ubezpieczeniowych. Cena miesięcznej składki takich firm mieści się w przedziale 35 do 235 zł. Z powodów, których można się tylko domyślać, oferty ograniczone są wiekowo, maksymalnie do 70-go roku życia. Osoby starsze mogą sobie wykupić „Pakiety dla seniora” w prywatnych, sieciowych spółkach medycznych. Cena od 1200zł do 8000 zł rocznie. Jest pieniądz – jest pacjent! Żyć nie umierać!

Jak w tej sytuacji zachowa się polska lewica? Czy będzie przekonywać, że będzie robić to samo co poprzednicy, tylko lepiej, czy też ogłosi, że w imię obrony podstawowych praw obywateli gwarantowanych Konstytucją gruntownie zreformuje system opieki zdrowotnej, odrzuci system neoliberalny, przywróci pełną odpowiedzialność państwa za powszechny dostęp obywateli do usług medycznych na najwyższym poziomie? Lewicowy program reformy służby zdrowia musi być całkowity, kompletny. Obejmować powinien nie tylko organizację szpitali i przychodni, ale również kształcenie i wykorzystanie kadr medycznych, rozwój i wdrażanie nowych technologii  medycznych, relacje z sektorem prywatnym. Prywatne usługi medyczne powinny stanowić w tym systemie element pomocniczy, uzupełniający,  podporządkowany generalnym celom państwa, wśród których zdrowie obywateli jest celem najważniejszym. Sektor prywatnych usług medycznych w żaden sposób nie powinien żerować na niedostatkach systemu powszechnego. Pandemia sars-cov-2 uzmysłowiła chyba dostatecznie, jak ważne jest zdrowie obywateli i jak wielka jest odpowiedzialność za nie polityków .

Zbiorowe samobójstwo narodowe

Wszystko dzisiaj jest narodowe: stadiony, lockdowny, fundusze, szpitale marsze itp, itd. Wygląda na to, że bliscy jesteśmy też narodowemu, zbiorowemu samobójstwu. Nie będzie to pierwsze takie samobójstwo w dziejach Europy. Za każdym jednak razem kończyło się wielką  tragedią nieszczęsnego narodu i często jego sąsiadów.

United Survey ogłosił wyniki badań opinii Polaków na temat powiązania systemu budżetowego Unii Europejskiej z przestrzeganiem w kraju-beneficjencie unijnej pomocy budżetowej zasad prawnych obowiązujących w Unii. Wyniki są znamienne. 46% Polaków uważa otóż, że Polska powinna odrzucić taki mechanizm (37% jest przeciwnego zdania). W przypadku zaś wprowadzenia takiego mechanizmu w UE za polskim veto budżetowym opowiada się aż 57%, a przeciwnego zdania jest tylko 19%. Jeśli wyniki te potwierdzą inne sondaże, to znak, że naród polski mentalnie wkroczył już na ścieżkę wyjścia z Unii Europejskiej, czyli, w obecnej sytuacji geopolitycznej na ścieżkę samozagłady. Oczywiście nie jutro, czy pojutrze, ale kierunek jest oczywisty i jednoznaczny.

Taki wynik sondażu zdaje się świadczyć o tym, że większość Polaków nie rozumie Unii Europejskiej i – co gorsza – nie stara się jej zrozumieć. Wbrew temu, co pisze wielu komentatorów  wprowadzenie mechanizmu powiązania wydatków budżetowych UE z przestrzeganiem praworządności w poszczególnych krajach nie jest wcale grą: praworządność za pieniądze. Sprawa jest dużo głębsza. Z jednej strony społeczeństwa państw – płatników netto do budżetu unijnego, opartych na wspólnotowych zasadach prawnych sprzeciwiają się wydawania pieniędzy swoich podatników na kraje, które w świetle tych zasad, oparte są nie na prawie a na bezprawiu – tak jak to ma miejsce w Polsce. Te państwa widzą w Polsce zagrożenie dla swoich systemów prawnych i społecznych, nigdy nie zaakceptują polskich metod powoływania sędziów, działalności prokuratury czy obchodzenia się z literą ustaw z litera Konstytucji na czele.

Jest i druga, ideowa warstwa problemu. Funkcjonowanie systemu prawnego państwa członkowskiego Unii Europejskiej nie jest wyłączną sprawą tego państwa. Cała, rozbudowana sieć powiązań gospodarczych i instytucjonalnych pomiędzy państwami unijnymi zasadza się na domniemaniu, że systemy prawne tych państw są ze sobą kompatybilne, że można bez zastrzeżeń akceptować wyroki sądów w tych państwach w sprawach dotyczących tych relacji.  Jaskrawe odstępstwo od wspólnych zasad, a zwłaszcza dające uzasadnione powody do kwestionowania niezawisłości systemu sądownictwa kraju członkowskiego działać będzie odstraszająco na wszelkie inicjatywy kontynuowania lub inicjowania takich relacji. A to godzi w najważniejszą, historycznie przełomową ideę Unii Europejskiej: współpraca zamiast rywalizacji.

Te wszystkie argumenty albo nie są dostrzegane, albo nie są zrozumiałe dla większości Polaków. Niestety, nie jest dla nich zrozumiałe i to, że ochrona niezawisłości polskiego wymiaru sprawiedliwości jest ich, Polaków, najbardziej żywotnym interesem. Wyniki sondażu United Survey zdają się sugerować akceptację większości polskiego społeczeństwa dla rażącego odstępstwa od zasad państwa prawnego. Pora postawić pytanie: odstępstwa na rzecz czego? W imię czego?

Wynik sondażu tłumaczyć można tylko w jeden sposób: debata publiczna, relacje społeczne w naszym kraju zdominowane zostały przez emocje, przez kreowanie i sterowanie emocjami. Racjonale rozumowanie, oparte na wiedzy zostało zepchnięte w kąt, merytoryczne autorytety we wszystkich dziedzinach zostały zdeprecjonowane, czasami wręcz ośmieszone.

Przez 16 lat członkostwa w Unii Europejskiej nie tylko nie unowocześniono pojęcia polskiego patriotyzmu przez wzbogacenie go o cnotę działalności na rzecz umacniania i wzbogacania Wspólnoty, a wręcz przeciwnie. Symbolem postawy patriotycznej stało się sprzeciwianie się CAŁEJ (za wyjątkiem Węgier) Unii. Większość Polaków popiera veto, gdyż, prawdopodobnie, znajduje w tym dowód, manifestację swojego patriotyzmu. Bez zrozumienia znaczenia takiego gestu nie tylko dla pozostałych członków Unii, ale i dla własnego państwa i społeczeństwa.

Przez 16 lat swojego członkostwa w Unii europejskiej Polska nie zrobiła dosłownie nic dla umocnienia Wspólnoty. Szczególnie czarną rolę odgrywa tu PiS, któremu wyraźnie przypadła do gustu rola kamyka w unijnym bucie lub wrzodu na pośladku. Polska nie wyszła z żadną pozytywną, konstruktywną  inicjatywą ogólno-europejską. Wręcz przeciwnie: to z Warszawy płynęły inicjatywy rozmiękczające Unię, rozsadzające ją od środka. Polska zyskała sobie przydomek pożytecznego idioty, który ochoczo, z pełnym zaangażowaniem realizuje antyeuropejską politykę bądź to Stanów Zjednoczonych bądź Rosji. Byle tylko być na fali, byle dużą czcionką na pierwszych stronach gazet: – Ptarzcie! tak uwieramy ich w bucie, że muszą z nami się liczyć! Jesteśmy wielcy!

Demontaż Unii Europejskiej, w który dużymi literami wpisuje się Polska musi doprowadzić do ogólnonarodowej tragedii. Oczywiście, prawicowi politycy podniosą wrzask, że oni wcale nie chcą demontażu Unii, a tylko chcą jej głębokich reform. Metoda podkładania bomby pod wieloletnią perspektywę finansową Unii Europejskiej jest aktem politycznego i gospodarczego terroryzmu wobec pozostałych członków. Jest aktem terrorystycznym dokonywanym przez Jarosława Kaczyńskiego, jak się wydaje, za aprobata większości społeczeństwa

Europa bez Polski da sobie doskonale radę – pewnie nawet lepiej niż z Polską. Czy Polska bez Unii Europejskiej sobie poradzi? Rzecz wielce wątpliwa. Zostaniemy osamotnieni na wezbranym, burzliwym morzu, otoczeni jeśli nie wrogami, to z pewnością państwami, których szacunek do nas i zaufanie będą bardzo wątpliwe. W takiej sytuacji państwo, które epidemia nie najgroźniejszego wszak wirusa rozłożyła na łopatki nie ma szans na żaden rozwój. I ziści się zapowiedź Kaczyńskiego: „choćbyśmy mieli pozostać samotną wyspą..!”  Będziemy wsypą samotną, odizolowaną od świata, którą z daleka omijać będą wszyscy. A wówczas będziemy mogli wreszcie, nie nękani przez nikogo żadnymi trybunałami, zasadami, prawami itp. zająć się sami sobą. Z Bożą pomocą.

Istny dom wariatów

Czy leci z nami pilot? To coraz częściej zadawane pytanie w kontekście rozwoju epidemii sars-cov2 w naszym kraju. I nie ma się co dziwić. Rządzący chcąc za wszelką cenę uniknąć przyznania się do tego, że nie opanowali epidemii, brną więc w coraz to nowe, zupełnie niezrozumiałe decyzje. Otóż niedawno jeden z wicepremierów triumfalnie ogłosił, że rozpoczął działania, aby jednak sklepów meblarskich nie zamykać. Mają być dla nich opracowane specjalne procedury sanitarne. Brawo! Jest jeszcze parę branż czekających na swojego wicepremiera, na przykład obuwnicza, ubraniowa, sklepy z zasłonami czy artykułami gospodarstwa domowego. Jaka olbrzymia przestrzeń do codziennego wykazywania, że rząd pochyla się niemal nad każdym obywatelem! Zamykane są teatry i kina, ale kościoły już nie. W oficjalne statystyki niewielu wierzy, zwłaszcza po tym, jak okazało się, że źródłem wiedzy rządu jest baza danych amatorsko utworzona przez jakiegoś dziewiętnastolatka (chwała mu za to). Rząd nie ma oporów przed publicznym podpieraniem miłych swoim uszom tez autorytetem naukowców, którzy również publicznie dementują to jakoby wypowiadali się w temacie. Jednym z głównych źródeł zakażeń okazują się być placówki ochrony zdrowia i stacje SANEPID-u. Chaos coraz większy – istny dom wariatów.

Czy znacie kraj, w którym spółki skarbu państwa obarczane są obowiązkiem budowy szpitali doraźnych? Wszędzie szpitale takie rozwija wojsko. Również polskie wojsko miało takie możliwości – nasze polowe szpitale wojskowe rozwijaliśmy przecież daleko za granicami. Ale dzisiaj w kraju – nie. Dlaczego? Przecież ich rozwinięcia byłyby nie tylko świetnym ćwiczeniem, ale również okazją do przewietrzenia magazynów. Mamy nie tylko wojsko zawodowe, ale również nowo utworzone wojska obrony terytorialnej – wydawało by się, jak znalazł na takie krytyczne okazje. I rzeczywiście – rząd z hucznie ogłosił, że żołnierze WOT pomogą szpitalom. I rzeczywiście „pomagają” – patrząc na ręce dyrektorom szpitali czy aby prawidłowo liczą łóżka i czy podają poprawne dane. Dyrektorzy protestują i dziękują za taką pomoc.

Spółka skarbu państwa dobra na wszystko: na sprowadzenie bezużytecznych maseczek, na wybudowanie szpitala polowego, na budowanie ducha narodowego przez przymusowe datki na nikomu niepotrzebne fundacje jak Polska Fundacja Narodowa, na inwestycje w idącej w dziesiątki milionów złotych rocznie  wartości promocje sportowca-nieudacznika i na wiele, wiele innych pomysłów rządowych. W sumie oczywiście płacimy my wszyscy, płacą też spółki pozbawiane w ten sposób środków na rozwój.

Propaganda jest najważniejsza. Według premiera jesteśmy mistrzami świata w przeciwdziałaniu pandemii. Są kraje w Europie gdzie rzeczywiście jest gorzej, na przykład w Czechach. Ale w Czechach – o dziwo -służba zdrowia działa prawie normalnie. Czynne są przychodnie i szpitale, pacjenci „niecovidowi” przyjmowani są normalnie przez szpitalne SOR-y, nie ma żadnych wielogodzinnych oczekiwań karetek z pacjentem na pokładzie na przyjęcie przez SOR ani rozpaczliwych prób ratowników medycznych znalezienia jakiegoś szpitala, który mógłby przyjąć ich pacjenta. I oczywiście szpitale doraźne w Pradze budować będzie wojsko, a nie spółki działające na podstawie prawa gospodarczego. Dlaczego tam to jest możliwe, a u nas nie? Czyżby COVID ujawnił systemową, ale ukrywaną dotąd pod propagandowym dywanem zapaść całej służby zdrowia?

Wymyślanie coraz to nowych obostrzeń, ich zwiększanie lub luzowanie – oto czym zajmuje się rząd. No i oczywiście uroczystymi wezwaniami premiera o zerowej już wiarygodności do powszechnego braterstwa i solidarności – po pięciu latach systematycznego, codziennego dzielenia społeczeństwa na lepsze i gorsze sorty.

Ale i rządu ubywa. Jak szczurki z tonącego okręciku zaczynają uciekać z niego wiceministrowie, którzy wyraźnie nie chcą dłużej firmować tego cyrku.

Pora powiedzieć wprost: rząd utracił realną zdolność rządzenia krajem. Nie tylko rozbił się o rafę własnego zadufania, wiary w swoją nieomylność, w to, że przez Boga i historię skazany jest na sukces. Wystarczyła pandemia nie najgroźniejszego w końcu wirusa, aby pokazać, że nie jest to rząd na trudne czasy. Ani rząd, ani prezydent, ani rządzący nimi wszystkimi wicepremier. Dodatkowo co raz to nowych, poważnych uszczerbków doznaje morale rządzących. Do tradycyjnych już afer gospodarczych (Banaś, Szumowski i inni) dokładają się  gwałtowny spadek poparcie dla Kościoła Katolickiego w Polsce, masowe, na niespotykana nie tylko w Polsce ale i w Europie protesty i strajki kobiet, które wprost wypowiedziały rządzącym wojnę czy wreszcie  spektakularny upadek duchowego przywódcy i politycznego patrona naszych obecnych elit– Donalda Trumpa.

Zwłaszcza ta ostatnia okoliczność może nieść ze sobą światełko nadziei dla Polski. Czy zwycięstwo racjonalizmu i odpowiedzialności w USA mieć będzie swoją polską kontynuację? Warunki do tego są. Jeśli trwający wciąż  ogólnopolski protest kobiet pod hasłem „Wy……ać!” przerodzi się w społeczny ruch domagający się przedterminowych wyborów i jeśli na fali amerykańskiej rewolucji odsunięta zostanie od władzy w Polsce rządząca kamaryla może uda się przywrócić do życia naszą konstytucję i demokrację.

A jeżeli to się nie stanie, to w takiej sytuacji, wobec upadku zdolności klasy politycznej do rządzenia, wobec całkowitego załamania się systemu demokratycznego, wobec braku możliwości konstytucyjnego wyjścia z głębokiego i wielopostaciowego kryzysu, w który wpędziła Polskę populistyczna prawica  jedyną wewnętrzną siłą mogącą przywrócić elementarny ład pozostaje wojsko i przejściowe, do czasu potrzebnego dla restytucji państwa demokratycznego przejęcie władzy przez wojskowych. Oczywiście o ile i wojsko nie zostało, jak cały szereg instytucji państwowych zdemoralizowane.