Szczyt zaszczycony

Motto: „Oni (Kaczyńscy) nadają się tylko do niszczenia” – Wałęsa o braciach Kaczyńskich wiele, wiele lat temu.

Ciekawie zapowiada się przebieg „Szczytu trójmorza” zapowiadanego początkowo we Wrocławiu, a przeniesionego do Warszawy, gdyż wystąpić na nim wyraził ochotę przeprowadzający akurat w tym terminie wizytację Polski prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Jak oświadczył prezydencki minister Ścierski:  „ integracja regionu Europy Środkowej przyczyni się do lepszej integracji całej Europy, współpracy gospodarczej”. Wszystko to jeszcze bardziej gmatwa i zaciemnia sprawę owego szczytu.

Po pierwsze niejasny był (do wizyty Trumpa) a jeszcze bardziej niejasny jest teraz program i cele tego szczytu. Oficjalne rządowe media wybijają jako cel zasadniczy „zwiększenie integracji gospodarczej”. Jednakże pierwsza część szczytu dotyczyć ma „problemów integracji politycznej”. Ma ja podobno prowadzić polski prezydent wraz z prezydent Chorwacji. Dopiero druga część, prowadzona przez ministra Szczerskiego dotyczyć ma problemów integracji gospodarczej. O co więc chodzi?

Polski prezydent i rząd uzasadniają wystąpienie Trumpa na spotkaniu poświęconemu ponoć zwiększeniu integracji gospodarczej (sic!) realną obecnością wojsk amerykańskich w Polsce. O co chodzi?

Po trzecie. Polska władza pęka z dumy, że szczyt, mający przyczyniać się do zwiększenia integracji Europy” zaszczyca sam prezydent USA. Nic jednak nie wiadomo o obecności na tym spotkaniu przedstawiciela Parlamentu Europejskiego, Rady czy Komisji Europejskiej. Czy Unia Europejska była zaproszona? Jeżeli tak, przez kogo będzie reprezentowana? Jeżeli nie zapraszano nikogo, to dlaczego z takim zapałem zaprasza się prezydenta nie europejskiego mocarstwa? Są to moim, zdaniem pytania zasadnicze, gdyż odnoszą się do zasadniczej sprawy: jest szczyt „trójmorza” w istocie i w intencjach inicjatorów inicjatywą pro- czy anty-europejską?

Z oglądu sprawy poprzez medialne doniesienia na dzień dzisiejszy, w moim przekonaniu, jest to inicjatywa ukierunkowana na tworzenie europejskiej alternatywy dla Unii Europejskiej. Mało tego, najprawdopodobniej strona polska zaproponowała prezydentowi Stanów Zjednoczonych objęcie politycznego patronatu nad tą imprezą. Stąd decyzja Trumpa o „ zrobieniu krótkiego postoju w Warszawie, w drodze na G-20”. Polityczny patronat USA nad rozbijacką inicjatywą wewnątrz europejską świetnie wpisuje się w antyunijną i antyrosyjską strategią USA. Dlaczego nie skorzystać z okazji? W każdym bądź razie zapowiadane z dużym zapałem „bardzo ważne oświadczenie Prezydenta USA na Szczycie regionalnym” godne będzie uwagi.

Paradoksalnie rzecz ujmując ta ewidentnie rozbijacka w stosunku do idei wspólnej Europy polska inicjatywa  może spotkać się z przychylnością wielu autorytatywnych polityków europejskich. Nie można bowiem zapominać, że droga Polski (a za nią i innych państw regionu” do Unii Europejskiej) nie była łatwa ani  do końca przesądzona. Wśród wielu polityków europejskich dominował pogląd (i rady płynące w naszym kierunku), że „ powinniśmy (kraje Europy Środkowej) przed przystąpieniem do UE, zintegrować się najpierw w organizacji na kształt Beneluxu (czyli takiego RWPG pod auspicjami Banku Światowego), aby dopracować się właściwych standardów państwa demokratycznego i wolnorynkowej gospodarki. Dopiero po jakimś okresie, gdy będziecie moralnie, instytucjonalnie i gospodarczo  gotowi do integracji z Europą, wasze członkostwo będzie uzasadnione”. Mieliśmy więc jako naród duże szczęście, że stało się inaczej i w ostatniej niemal chwili przeważyła opcja o szybkiej integracji.

Dzisiaj jednak, w obliczu narastających, silnych tendencji do europejskiej integracji wokół europejskich wartości społecznych, cywilizacyjnych i wokół wspólnej waluty europejskiej, hasła o przedwczesnym przyłączeniu polski do zachodniej Europu mogą odżyć. A polskie władze, jak nikt inny dostarczały i wciąż dostarczają argumentów uzasadniających takie myślenie.

Bardzo realnie grozi więc nam w najbliższej przyszłości geopolityczna pozycja państwa pomiędzy Unią Europejską a Rosją, państwa wrogo nastawionego do obydwu potężnych sąsiadów, za to pod politycznym i wojskowym parasolem zamorskiego mocarstwa, które do perfekcji opanowało sztukę wyciągania z ognia kasztanów cudzymi rękami.

Swego czasu Mojżesz wyprowadzał naród wybrany z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Najwidoczniej Jarosławowi K. zamarzyła się podobna rola, ale zadanie o wiele trudniejsze: wyprowadzenie narodu wybranego z ziemi obiecanej. Tylko dokąd?

Na koniec wisienka. Oto cytat z materiału poświęconego wizycie Trumpa w Warszawie:

„Onet widział list jednej z osób bliskich polskiemu rządowi w sprawie wizyty Trumpa w Polsce. W notatce dla bliskiego współpracownika Trumpa osoba  ta (jak rozumiem Polak. J.U.) tłumaczy dokładnie to, że bliski ideowo Trumpowi polski rząd okaże mu wszelkie względy, a entuzjastycznie nastawiony do amerykańskiego lidera naród polski zapełni ulice”

Jak oni to zrobią? Przecież szkoły już nie pracują. OTK też jeszcze nie utworzona.  Urzędnicy będą oczywiście musieli entuzjastycznie okazywać entuzjazm, ale czy to wystarczy do „zapełnienia ulic”? Pozostaje lepsza część społeczeństwa: RM.

O tyranii

Ukazała się wspaniała książeczka Timothy Syndera „O tyranii – dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku”  (www.sklep.polityka.pl). Książeczka niewielka, broszura prawie, ale jakże esencjonalna! Jak bardzo potrzebna zwłaszcza obywatelom średniej wielkości państwa nad Wisłą.

Już sam Prolog  fascynuje. Pisze autor o ojcach-założycielach konstytucji amerykańskiej:

Budując swoją demokratyczną republikę na fundamentach prawnych i ustanawiając trójpodział władzy, ojcowie-założyciele starali się zapobiec złu, które – podobnie jak wielu filozofów – zwali tyranią. Rozumieli przez nią uzurpację władzy przez jednostkę lub grupę  bądź obchodzenie prawa przez rządzących dla własnej korzyści” (podkr. JU)

Dalej jest tylko lepiej. Zamiast recenzji przytoczę tylko tytuły pierwszych kilku lekcji wraz ze skrótowymi rozszerzeniami.

  1. Nie bądź z góry posłuszny. Władza autorytarna w większości jest dana dobrowolnie…
  2. Broń instytucji. To instytucje pomagają nam zachować przyzwoitość. One też potrzebują pomocy… Instytucje nie obronią się same. Jeżeli nie będziemy chronić każdej z nich od samego początku, runą jedna po drugiej…
  3. Strzeż się państwa jednopartyjnego.
  4. Weź odpowiedzialność za oblicze świata. Zwracaj uwagę na swastyki i inne oznaki nienawiści. Nie odwracaj wzroku i nie przyzwyczajaj się do nich. Usuwaj je sam i dawaj przykład innym.

Itd. itp.  aż do dwudziestego:

  1. Bądź odważny jak potrafisz. Jeżeli nikt z nas nie będzie gotowy zginąć za wolność, wszyscy umrzemy w tyranii

Polecam – zwłaszcza w przeddzień wizytacji Polski przez spadkobiercę ojców-założycieli.

Jest jednak pewna kwestia. To jest dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku. Ale mamy już wiek dwudziesty pierwszy. Czy on nie niesie z sobą nowych lekcji? Oczywiście, że tak. Ze swojej strony dodałbym następujące:

21. Strzeż się tych, którzy usiłują ci wmówić, że jesteś lepszą lub gorszą częścią społeczeństwa.

Zachęcam do formułowania innych lekcji na XXI wiek.

Trump w Polsce

6 lipca, dwa dni po amerykańskim święcie narodowym, Donald Trump przyjeżdża do Polski. Grupa trzymająca władzę w kraju puchnie z dumy o trąbi o sukcesie. Media zadają pytania typu: „o czym prezydent Trump będzie rozmawiał z prezydentem Dudą?” Pytanie raczej retoryczne, rozmowa zbliżona będzie raczej do dialogu cesarza z wasalnym księciem lub wytrawnego polityka z „pożytecznym idiotą”.

Dlaczego Donald Trump niespodziewanie dosyć nawiedza właśnie Polskę? Przecież jest tyle innych krajów na świecie! Dlaczego nie udaje się ze swoją trzecią bodajże wizytą zagraniczną do Szwecji, Japonii, Litwy czy Węgier, ale akurat nad Wisłę? Na to pytanie odpowiedź wydaje mi się jasna: sprawujące w Polsce władze elity polityczne cechują się niespotykanym gdzie indziej poziomem rusofobii i umiejętnie podsycają antyrosyjskie nastroje w społeczeństwie, a w antyrosyjskiej krucjacie Stany przyznały Polsce rolę niepoślednią.

Strategia mocarstwa to taki cel, o którym się nie mówi, a który konsekwentnie się realizuje. Ronald Reagan okrzyknął ZSRR mianem „imperium zła”. Rosja już nie jest radziecka, jest jak najbardziej prawicowa, ale dla Stanów to dalej „imperium zła” i wszelkiego, światowego nieszczęścia. Nie o ideologię więc tutaj chodzi. Jeżeli nie o ideologię, to o co? Najprawdopodobniej głównym strategicznym celem USA jest zdobycie niekwestionowanej pozycji hegemona na całej północnej półkuli ziemskiej, politycznego i gospodarczego szefa dostatniej północy.  Pozycji tej zagrażają dwa państwowe lub para-państwowe organizmy: Rosja i Unia Europejska.

Odrzucając na bok frazesy i okazjonalne bon moty a skupiając się na faktach nie sposób znaleźć zbyt wiele realnych poczynań prezydenta Obamy na rzecz Europy – matki Stanów Zjednoczonych. Niektóre – jak na przykład pominięcie Brukseli w programie pierwszego europejskiego  tourne  Obamy można wręcz uznać za wrogie. Trump, jeszcze nie został prezydentem a już nie szczędził krytyki Unii Europejskiej i NATO oraz pieniędzy na wsparcie antyeuropejskiego referendum w Wielkiej Brytanii. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej nie uronią ani jednej łzy w przypadku rozpadu Unii Europejskiej – wręcz przeciwnie – dostrzegą nowe możliwości do własnej ekspansji gospodarczej.

Z Rosją sprawa jest inna. Tutaj chodzi o zawładnięcie olbrzymim rynkiem zbytu i olbrzymim i bogactwami naturalnymi. I każda rosyjska polityka ukierunkowana na samodzielność będzie spotykała się z presją i agresją ze strony USA niezależnie od prezentowanej ideologii.

W tej sytuacji sojusznik taki jak Polska jest na wagę złota. Niby członek Unii Europejskiej, ale w praktyce realizujący strategiczne cele USA poprzez nieustanne kreowanie na międzynarodowych forach atmosfery zagrożenia ze strony Rosji. Polska już nie raz wbijała rosyjskiej polityce Uniii Europejskiej nóż w plecy, zarówno za prezydentury Lecha Kaczyńskiego jak i Bronisława Komorowskiego, wiernie stając u boku polityki amerykańskiej. Prezydent Trump wygłosi więc zapewne publicznie  kilka „okrąglasów” łechcąc polską próżność hasłami „za wolność waszą i naszą”, nazwiskami Kościuszki czy Pułaskiego, pochwali politykę zagraniczną Polski i utwierdzać będzie polskie władze w ich antyrosyjskości, być może zachęcając do dalszych zakupów uzbrojenia – najlepiej amerykańskiego. Jest mu to potrzebne zarówno z racji strategicznych celów USA jak i z własnych, aby choćby nieco osłabić oskarżenia o nadmierną sympatię do Putina. A polski rząd i polski prezydent będą się cieszyć. Tylko z czego? Z tego, że idąc z USA przeciwko Unii Europejskiej działa na szkodę Polski i Polaków?

Mord na idei samorządu

„Co by tu jeszcze, panowie! – co by tu jeszcze spieprzyć?!” Jak bardzo aktualne jest dzisiaj to epickie pytanie Wojciecha Młynarskiego.

Prawo i Sprawiedliwość żeruje na obiektywnej potrzebie zmian. Potrzeba taka występuje zawsze – nic nie jest doskonałe, istota ludzka to często istota myśląca, lepsze jest wrogiem dobrego itp.

Cynizm i szkodnictwo PiS w tym się zasadza, że tą naturalną potrzebę zmian na lepsze wykorzystuje cynicznie do zbudowania i utrwalenia swojej politycznej dominacji. Piszę: „zbudowania”, gdyż póki co, o czym często się zapomina, PiS poparło ledwie niecałe 20% polskich obywateli.

Głównym, pierwszorzędnym celem licznie proponowanych „dobrych zmian” nie jest obiektywne polepszenie stanu rzeczy w określonej sferze, ale maksymalizacja politycznych uzysków rządzącej partii. Program 500+ jest przykładem sztandarowym, ale bynajmniej nie odosobnionym.

Najnowszą propozycją z katalogu „dobrych zmian” jest projekt obligatoryjnej przynależności podmiotów gospodarczych do właściwych gospodarczych organizacji samorządowych. Powiem od razu: jestem ZA. Podobne rozwiązania proponowałem w moich publikacjach wcześniej. Proponowałem je również w trakcie pewnej programowej dyskusji w gronie byłych SLD-owskich ministrów na Wiejskiej w 2010r. wskazując na dobre praktyki niemieckie w tym zakresie.  Zostałem zaatakowany „z buta” z pozycji neoliberalnych i sprawa padła, choć przyznać trzeba, że niektórzy mnie poparli.

To nie jest kwestia samorządów gospodarczych tylko. Dla współczesnej lewicy kwestia samorządności powinna być jedną z podstawowych, determinujących lewicową wizję przyszłej, popisowskiej Polski.

Od lat media codziennie dostarczają dowodów na to, że nader wielu polskich parlamentarzystów, niezależnie od reprezentowanych barw, zdają się kierować ludową maksymą: „Komu Bóg dał władzę, temu dał i rozum”, tymczasem codzienność skłania do refleksji przeciwnej: „Władza to olbrzymie zagrożenie dla rozumu”. Jedną z najistotniejszych zmian, którą koniecznie trzeba więc wprowadzić, to pozbawienie polskiego Parlamentu omnipotencji, przeświadczenia, że polscy parlamentarzyści są najlepszymi fachowcami od wszystkiego, że są wybitnymi ekspertami w dziedzinie rybołówstwa, medycyny, kultury, finansów religii, etyki, moralności itp. itd. Oczywiście nie są. Rolą parlamentu jest stanowienie prawa, mądrego, zrozumiałego dla obywateli prawa. Posłowie podejmują decyzję nie będąc na ogół fachowcami w kwestiach, nad którymi głosują. Dlatego tak ważny, wręcz decydujący jest udział w stanowieniu prawa środowisk, którego ono ma dotyczyć. Podstawowy rolą Sejmu powinno więc być wysłuchiwanie tych środowisk i harmonizowanie proponowanych rozwiązań z potrzebami i interesami innych grup społeczno-zawodowych, minimalizowanie napięć i zapobieganie powstawaniu istotnych konfliktów.  Gospodarka jest tutaj świetnym przykładem. Powszechne samorządy gospodarcze mogą być bardzo potrzebnym partnerem władzy ustawodawczej i jej pomocnikiem w należytym wykonywaniu społecznego mandatu stanowienia prawa w tej jakże ważnej dziedzinie.

Nie tylko jednak o samorządy gospodarcze chodzi, lecz w ogóle o rolę samorządności w naszym państwie i społeczeństwie. Mówiąc wprost: pisowskiej koncepcji państwa partyjnego, omnipotentnego przeciwstawić należy model państwa obywatelskiego, samorządowego, w którym samorządy różnego rodzaju maja nie tylko zagwarantowane prawa, ale też kompetencje i obowiązki. Mam na myśli wszelkie rodzaje samorządów: terytorialnych, zawodowych, artystycznych, sędziowskich czy gospodarczych.  Należy przeprowadzić mądry podział odpowiedzialności za państwo pomiędzy władzą centralną a samorządami zmierzający do zwiększenia realnego udziału samorządów w podejmowaniu decyzji ich dotyczących a w tym kontekście rozszerzyć artykuł 118 Konstytucji przez przyznanie  samorządom lub ich stowarzyszeniom prawa inicjatywy ustawodawczej.

Zwieńczeniem tej reformy państwa powinien być powrót do niegdyś zgłaszanych propozycji przekształcenia drugiej izby polskiego parlamentu w izbę samorządową.

Dlatego jestem ZA obligatoryjnym samorządem gospodarczym. Jestem natomiast zdecydowanie PRZECIW pisowskiej koncepcji takiego samorządu, który, jak donoszą media, przewiduje jego ustawowe podporządkowanie rządowej administracji a więc rządzącej partii politycznej. Taka „reforma” to mord na idei samorządu w ogóle, to zaprzeczenie podstawowych wartości tej idei, to klasyczne upartyjnienie kolejnej, ważnej przestrzeni społecznej przez PiS.

Dzisiaj jest jeszcze czas, aby temu szaleństwu przeciwstawić alternatywę, aby odwołać się do potężnej rzeszy samorządowców w Polsce przedstawiając inną, demokratyczną wizję państwa i społeczeństwa. Ale niewiele tego czasu zostało.

 

 

Flesz

Nazbierało się, oj, nazbierało…

Włodzimierz Czarzasty publicznie oskarżył Schetynę o „układanie się” z Kaczyńskim w sprawie podwyższenia progów wyborczych i przekształcenia polskiej sceny politycznej w układ dwupartyjny. Oskarżył i wezwał do zdemontowania. Żadnego takiego nie odnotowałem. Jeżeli więc to prawda, to Polsce grozi całkowite jej zawłaszczenie przez polityczne popłuczyny „Solidarności”, które ręka w rękę doprowadziły do największego po II wojnie światowej kryzysu polskiej państwowości i do dramatycznych podziałów w polskim społeczeństwie. Bóg, jak kogoś chce ukarać, to mu rozum odbiera. Tylko za co?

Schetyna posłusznie zastosował się do „wezwania PO do tablicy” przez partię rządzącą. Sytuacja jest kuriozalna – jak wszystko ostatnio w Polsce. W normalnym świecie to rolą opozycji jest wzywanie „na dywanik” partii rządzącej, aby ta wyspowiadała się z realizacji obietnic stawianych społeczeństwu w kampanii wyborczej. Ale najwidoczniej Polska nie jest krajem normalnym. U nas to rządzący spowiadają opozycją z jej programu, a ta potulnie się słucha! Przy okazji Schetyna walnął parę ważkich stwierdzeń, jak to o uchodźcach (antyeuropejska)  czy to o niezwiększaniu płacy minimalnej (nieludzka), czym wprawił w osłupienie sporą część platformersów. Jeżeli była to odpowiedź nieprzemyślana – to do kitu z taką opozycją, jeżeli przemyślana – to tym bardziej.

Premier Szydło śladem paraprezydenta odbyła pielgrzymkę do Chin – światowej ostoi państwowego komunizmu, ściskając się ze skośnookimi komuchami i robiąc do nich maślane oczy. Pecunia non olet, ale czy  nie powinien się tym zająć IPN? Wszak robienie interesów z komuchami to nie tylko propagowanie komunizmu, ale i jego ekonomiczne, a więc i polityczne wspieranie!

Gospodarcza wojna polsko francuska w pełni. Okazuje się, że nie tylko caracale zostały „wysadzone”. Również przetarg na informatyczną obsługę unijnych dopłat dla rolników został unieważniony decyzją pisowskiego ministra od rolnictwa. Francuska firma, która wygrała przetarg i która od lat jest na rynku polskim zastąpiona została przez HP, firmę będącą nowicjuszem w kwestiach systemów obsługujących europejską politykę rolną. System więc nie powstał i Unia oraz rolnicy obsługiwani będą tradycyjnym systemem ołówka i gumki. Sutkiem będą miliardowe kary dla Polski, ale warte to zagrania Francuzom i Komisji Europejskiej na nosie.

Tymczasem prezydent elekt Macron został zaproszony przez polską premier do złożenia wizyty w Polsce, aby, jak zapowiedział jej minister od spraw zagranicznych, mógł się zaprezentować i pokajać za wypowiedzi o naszym kraju. Niektórzy uważają to zaproszenie za dyplomatyczne faux pas: prezydenta zaprosić może tylko inny prezydent, ale ja myślę, że był to ruch przemyślany. Jego adresatem nie był Macron – ten ma przechlapane u naszego rządu, ale elektorat PiS, któremu należało pokazać, że Polska (czytaj PiS) rządzi Europą. Miał też dodatkowo przypomnieć prezydentowi Dudzie, że jest tylko „para-” i wyblokować jego ewentualne inicjatywy.

Łamiąc wszelkie kanony polskiej konstytucji powołano nadzwyczajną komisję d.s. reprywatyzacji gruntów w Warszawie. Jak w większości przypadków sama decyzja PiS  wyjaśnienia tej bulwersującej sprawy jest jak najbardziej słuszna. Jednocześnie – jak w większości decyzji podejmowanych przez PiS – głównym jej celem jest efekt polityczno-propagandowy. Wszak skandaliczne działania reprywatyzacyjne miały miejsce i z rządów pisowskiego Prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego i za czasów kierowania polskim wymiarem sprawiedliwości przez pisowskich ministrów. Czy komisja, na czele której postawiono wiceministra sprawiedliwości wyjaśni i te kwestie? Nie mam złudzeń.

W ramach budowy narodowej potęgi motoryzacyjnej uruchomiono program budowy polskiego osobowego samochodu elektrycznego. Uruchomiono, to znaczy powołano spółkę, która organizować będzie przetargi na realizację poszczególnych zadań. Ktoś zdrowo myślący mógłby się spodziewać, że pierwszym przetargiem będzie przetarg na koncepcję użytkową i technologicz-techniczną takiego samochodu. Nic z tych rzeczy.  Pierwszy ogłoszonym przetargiem jest przetarg na karoserię. Trzeba przecież jak najszybciej pokazać ciemnemu ludowi: Patrzcie i podziwiajcie! Oto nasz, narodowy, polski samochód elektryczny! Dosłownie jak w  starym powiedzeniu: „Klata jak u pirata: z wierchu karton, a w środku wata”.

Popisu pisowskiego członka Trybunału Konstytucyjnego (dublera) na forum konferencji na uniwersytecie oxfordzkim komentować nie będę. Szkoda słów. Ale zapamiętać trzeba.

Nie rozumiem dlaczego wszyscy, przy każdej okazji mówią o 500+. Otrzymałem powiadomienie o kolejnej podwyżce ceny gazu przewodowego w tym roku. To już razem ponad prawie 9%. Wzrost cen w sklepach jest również bardzo widoczny.  Na dzień dzisiejszy należy więc mówić raczej 0 400+. Na dzień dzisiejszy.

Vive la France!

Macron zwyciężył. Zwyciężyła Francja obywatelska, proeuropejska, demokratyczna. Zwyciężyła Europa.

Zwycięstwo Macron’a mieć będzie istotne znaczenia dla wyborów w Niemczech i praktycznie przesądza kwestię Europy dwóch prędkości.

To – wbrew często goszczącym w naszych mediach poglądom – wiadomość dla Polski bardzo dobra. Drzwi do „gorszego sortu” państw europejskich uchyliła Polsce Platforma Obywatelska, zaniedbując kwestię partnerskiej, konstruktywnej współpracy z Europą dla Europy. Dla PiS opozycja względem Unii na wszystkich – poza oczywiście finansowych – frontach stała się jednym z głównych haseł programowych. Kaczyński już ogłaszał pisanie nowego traktatu unijnego i parł do rozluźnienia wewnątrzeuropejskich więzi. I doczekał się, ale tylko w odniesieniu do Polski i innych państw członkowskich, którym nie po drodze było z dalszą europejską integracją.

Decyzja Francuzów jest dla Polski bardzo dobra, gdyż zmusić nas powinna do takiego kształtowania naszej polityki, abyśmy mogli dla nowej, integrującej się  Europy znowu być odpowiedzialnym partnerem. PiS, z całą swoją antyeuropejską zajadłością nigdy takim poważnym partnerem nie będzie.

Czas na dobrą, proeuropejską zmianę w Polsce.

07.05.2017, godz. 20:17.

Maliniak

Przychodzi do Ciebie facet, elegancko ubrany, promiennie uśmiechnięty niczym Maliniak w 40-latku i oznajmia, że będzie przeprowadzał gruntowny remont Twojego domu, gdyż – jak twierdzi – na oko widać, że wymaga on wielu dobrych zmian. Ale ty znasz tego „fachowca” – wszyscy w okolicy go znają i doskonale wiedzą, że nie tylko niczego w życiu nie zbudował, ale wszystko, czego się dotknął to spieprzył. Wszyscy wiedzą, że nie zna się na technice murarskiej, nawet pionu nie potrafi wyznaczyć o utrzymaniu poziomu nie wspominając, nie zna się na farbach, zaprawach itp. itd.

Co mu odpowiadasz stojąc w drzwiach swojego domu?

„Razem” czyli co?

Zachowanie się przedstawicieli partii „Razem” oraz ich krzykaczy podczas obchodów Święta Pracy w Warszawie, jakkolwiek wyglądać może na bulwersujące, skandaliczne –  mnie nie zaskakuje.

Partia „Razem” pojawiła się na polskiej scenie politycznej nagle, wyciągnięta z niebytu przez media i wykreowana na alternatywę dla SLD w ostatnich 3 tygodniach kampanii wyborczej do Parlamentu w 2015r. Od tego czasu w polskiej polityce działo się wiele, ale reakcje „Razem”, finansowanej z budżetu państwa były słabo widoczne. Do dzisiaj. Dzisiaj partia ‘Razem” znowu jest na topie. Znowu „przyłożyła” SLD.

„Partia „Razem” ostentacyjnie odwróciła się d..ą do SLD w szczególnym momencie. Z jednej strony nigdy dotąd nie było w Polsce tak wysokiego poziomu zagrożenia dla podstawowych zasad i wartości demokracji. Nigdy dotąd Polska nie była tak blisko narodowo-socjalistycznej dyktatury. Wczorajsze haniebne wystąpienie Prezydenta Polski wzywające „prawdziwych Polaków” do stygmatyzowania „nieprawdziwych Polaków” za sprawą poglądów ich ojców i dziadów nie ma precedensu w całej polskiej historii. Jest tak naprawdę wstępem do polskiej „nocy kryształowej”. Wydawać by się więc mogło, że każda partia deklarująca swoją lewicowość  rozpaczliwie wręcz szukać powinna antyprawicowych porozumień, sojuszy, zbierać skrupulatnie siły, pokazywać Polsce, że jest realna dla szaleństw PiS alternatywa. Hierarchia celów wydaje się oczywista. Okazuje się, że nie dla partii „Razem”.

W sytuacji, gdy różne sondaże wskazują, że w przyszłym parlamencie znajdzie się SLD, a dla „Razem” miejsca nie będzie, zamiast budować wspólny front „Razem” krzyczy: „Znajdzie się cela dla Leszka Millera” i obrzuca Sojusz tyleż niewybrednymi co głupimi epitetami. Alternatywa jest tu według mnie następująca. Albo „Razem” zastopowanie SLD w wyborach parlamentarnych, pozyskanie kilku wyborców z PiS i zdobycie upragnionych mandatów poselskich uznała za ważniejsze od nadrzędnych interesów kraju i lewicy, albo – co nie wydaje mi się nieprawdopodobne – „Razem” potwierdza swój par excellence agenturalny charakter. Pojawia się na scenie wówczas, gdy trzeba lewicę osłabić. W tym przypadku trzeciej możliwości nie ma. Tak, czy inaczej dyskredytuje to „Razem” jako partię rzeczywiście lewicową.

„Razem” pozyskała wielu wartościowych, ideowych ludzi. Pewnie teraz mają oni problem: czy popierać spektakularne,  rozłamowe akcje Pani M.Z. czy odciąć się od nich na rzecz wspólnego, antypisowskiego frontu wyborczego.

Co robić powinien w tej sytuacji SLD? Powinien wiernie stać myślą i czynem przy haśle: „Dzisiaj nie ma wroga na lewicy!” wznosząc się ponad miałkie grono kierownicze „Razem”.

Wola wspólnego działania na rzecz powstrzymania procesu utrwalania się w Polsce narodowo-socjalistycznej dyktatury powinna być dzisiaj, oprócz wspólnych, uniwersalnych lewicowych idei, głównym kryterium polskiej lewicowości anno domini 2017.

Faszyzm przekroczył próg.

Jaki polityk może mówić niemal jednym tchem: „My – lepsza część społeczeństwa…” i „My nie możemy nienawidzić, my musimy nienawiści się ustrzec, bo nienawiść zabija…”?  Tylko polityk, który w głębokiej pogardzie ma polskie społeczeństwo, który w istocie jest wrogiem państwa i narodu polskiego bądź polityk, który jest psychicznie chory. To nie pierwszy przypadek, kiedy PiS swoje podłości przerzuca na politycznych przeciwników. To metoda z żelazną konsekwencją stosowana przez Kaczyńskiego i jego otoczenie od lat. To nie jest już przysłowiowe odwracanie kota ogonem. To cyniczna agresja, która z własnych podłości usiłuje ulepić oręż polityczny. To ekstrakt politycznego  cynizmu.

Jeśli kraj zawiadywany jest przez chorego psychicznie człowieka to biada mu. Taki „wódz” czy „naczelnik” otoczony jest przecież rozległym dworem, który przyszłość i pomyślność swoją, swojej rodziny i znajomych związał z szaleńcem. Polityka obciążonego psychicznie można w taki lub inny sposób odsunąć od czynnej polityki, ale ten dwór jest stugłową hydrą, rakiem, który toczy kraj. Tak uczy historia. Czy ten scenariusz to polski scenariusz?

Poseł Brudziński komentował dziś reakcję dr. Laska na „rewelacje” smoleńskiej podkomisji. Lasek w sposób merytoryczny, logiczny rozprawił się z amatorskim materiałem propagandowym pisowskich specjalistów od parówek. Jak zareagował Brudziński? Zastosował drugi z pisowskich propagandowych chwytów: „w sytuacji krytycznej uciekaj od meritum sprawy i przypuszczaj bezpardonowy atak personalny na przeciwnika”. I poseł Brudziński uznał po prostu, że dr Lasek powinien w tej sytuacji milczeć. Zamknąć usta tym , którzy wątpią w tandetną propagandową produkcję PiS – oto najlepszy argument. Dzisiaj tylko usta, jutro usta wraz z całą osobą.

Działania PiS to nie usypianie rozumu społeczeństwa – mógłby się przebudzić. To jego świadome, chemiczne wywabianie. Miejsce rozumu zajmują upiory. Faszyzm przekroczył już progi naszego domu.

P.S.

Najnowsze ustalenia osławionej komisji są takie, że bombę termobaryczną wnieśli do samolotu rosyjscy  kontrolerzy lotu, ktorzy po odpaleniu bomby świadomie rozbili samolot. Tylko poczucie humoru może uratować człowieka przed wariactwem gdy nieoczekiwanie znalazł się w domu wariatów.

Wniebowzięci inaczej

Czy Najwyższa Izba Kontroli, o której w mediach ostatnio nadzwyczaj cicho, weźmie na tapetę umowę MON z Boeingiem na zakup samolotów dla VIP-ów? W każdym razie z paru powodów powinna.

Afera jest kuriozalna i nosi znamiona precedensu. Przypomnę więc w skrócie.  W dniu dzisiejszym (03.04.2017) Krajowa Izba Odwoławcza przy Prezesie Urzędu Zamówień Publicznych ogłosiła wyrok w postępowaniu odwoławczym od wyników postępowania MON związanych z udzieleniem zamówienia publicznego na zakup rzeczonych samolotów. Wszczęcie procedury odwoławczej blokowało z mocy prawa  podpisaniu umowy do czasu jej zakończenia. Azaliż w tej szczególnej sprawie Izba skorzystała z ustawowych możliwości i udzieliła specjalnej zgody na podpisanie umowy przed zakończeniem prowadzonego  procesu odwoławczego, uznając argumenty MON, że: „oczekiwanie na wydanie wyroku spowoduje szkodę w interesie publicznym, która jest większa niż wszystkie inne interesy godne ochrony w związku z postępowaniem”.

Jakie to były argumenty? Z doniesień medialnych wynika, że argumentem koronnym było nieodwołalne wygaśnięcie z dniem 31. marca b.r. środków finansowych przeznaczonych w ubiegłorocznym budżecie MON na zakup VIP-owskich samolotów. Transakcji nie zawarto do końca ubiegłego roku, minister mógł więc zablokować stosowną kwotę na rok przyszły, ale tylko do końca marca właśnie.  Umowę z Boeingiem o wartości 2 500 000 000 PLN podpisano w dniu 31. marca.

W ocenie Krajowej Izby Odwoławczej „negocjując umowę na samoloty dla VIP-ów tylko z Boeingiem, Inspektorat Uzbrojenia MON naruszył przepisy ustawy o zamówieniach publicznych”. Normalnie skutkować to powinno unieważnieniem zawartej z naruszeniem przepisów prawa umowy. W tym jednak przypadku sama KIO wydała zezwolenie na podpisanie umowy PRZED zakończeniem swojego procesu odwoławczego.

Mamy więc sytuację kuriozalną. Umowa o wartości 2,5 mld złotych została zawarta ewidentnie z pogwałceniem ustawy o zamówieniach publicznych, ale jest skuteczna! Zadecydowały przy tym 2 (dwa) dni robocze. Gdyby swój wyrok KIO ogłosiła dajmy na to w czwartek, 30. marca, to MON umowy nie mogłoby podpisać.

Trudno uciec od pytania, czy ta dwudniowa luka była nieunikniona, uzasadniona, czy też była „poślizgiem kontrolowanym”. Innymi słowy, czy nie było przypadkiem tak, że gdy nieoficjalnie było jasne, że KIO nie będzie mogła wydać innej opinii nie zastosowano ordynarnego tricku prawnego, wydając zgodę na podpisanie umowy przed wydaniem orzeczenia, które to podpisanie by uniemożliwiło. Czy była to tylko (sic!) opieszałość urzędów czy też świadome połamanie ustawy? Bez analizy dokumentów, dat ich sporządzenia i kontroli UZP nic nie można przesądzić, ale sprawę bezwzględnie wyjaśnić trzeba.

Jeżeli Najwyższa Izba Kontroli tego nie uczyni, to praktycznie przyzwoli na całkowicie dowolne obchodzenie się z ustawą o zamówieniach publicznych, godząc się z naczelnym hasłem obecnego Sejmu, że „prawo nie jest najważniejsze” i tracąc tym samym moralny tytuł do kontroli zamówień publicznych w ogóle . Ale wówczas sama może pakować manatki.

Udzielenie odpowiedzi na pytanie – co przynosi większą społeczną szkodę: opieszałość urzędów, czy dewaluacja prawa przez urzędy państwowe nie jest oczywiście obowiązkiem NIK. To pytanie jest retoryczne.