List otwarty do KP „Lewica”

Wciąż toczy się dyskusja czy lewica powinna poprzeć w Sejmie rządowy projekt ustawy ratyfikującej decyzji Rady w sprawie systemu zasobów własnych Unii Europejskiej. Uważam, że taki projekt lewica poprzeć powinna, ale nie bezwarunkowo. Przychylam się tu do opinii, że to rząd zabiegać powinien o zdobycie parlamentarnej większości dla swojego projektu. Warunkowość oparcia ze strony lewicy, czy też całej sejmowej opozycji jest jak najbardziej uzasadniona. Codzienna praktyka pokazuje z jaką wręcz frywolnością rządzący odnoszą się dzisiaj do przepisów normujących gospodarowanie środkami publicznymi, z jaką łatwością wykorzystują je do budowania swojej i swoich rodzin potęgi finansowej. Ostatnim, skandalicznym przykładem jest odmowa Polskiej Fundacji Narodowej, jednego ze sztandarowych projektów rządu PiS, o wartości na dzisiaj ponad 600 mln złotych poddania się badaniom Najwyższej Izby Kontroli. Ile jeszcze jest takich fundacji, funduszy i innych podmiotów, do których wyprowadzane są środki budżetowe i środki przedsiębiorstw zarządzanych przez przedstawicieli rządu, i które uznają się za zwolnione od kontroli najwyższego organu kontroli państwa?

W pełni zasadne jest więc moim zdaniem uwarunkowanie poparcia opozycji dla wspomnianego rządowego przedłożenia od ustalenia zasad tworzenia i funkcjonowania Krajowego Planu Odbudowy, który ma być odpowiedzialny za realizację na szczeblu krajowym NextGenerationEU – największego w historii pakietu środków na rzecz ożywienia gospodarki. Chciałem jednak zwrócić uwagę na inny problem – nie mniej doniosły, o którym jednak zwykło się zapominać. Rzecz idzie o system kontroli wydatkowania środków unijnych. Jeszcze za czasów rządów PO przyjęto fatalne moim zdaniem rozwiązanie lokujące jednostkę odpowiedzialną za sporządzenie „rocznego podsumowania dotyczącego dostępnych audytów i deklaracji”, czyli de facto dokumentu potwierdzającego wiarygodność wydatkowania unijnych środków w Polsce w Ministerstwie Finansów. Mógł rząd, śladem niektórych innych państw, podjąć decyzję o przekazaniu tych kompetencji Najwyższej Izbie Kontroli, ale zdecydował inaczej, według zasady: nikt tak dobrze nas nie oceni jak my sami.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości poszedł dalej. Wyjął procedury poświadczenia wiarygodności z Ministerstwa Finansów i powołał z hukiem Międzyresortowy Zespół do spraw Funduszy Unii Europejskiej, któremu przewodniczy minister funduszy i polityki regionalnej. Europejski Trybunał Obrachunkowy co rok publikuje obszerny raport z badania wykonania budżetu Unii Europejskiej, w tym z badania wiarygodności wydatków. Ale 80% budżetu unijnego realizowane jest na szczeblu krajowym. Konia jednak z rzędem temu, kto na stronach rządowych znajdzie publikację „Rocznego podsumowania…” jakie rząd polski zobowiązany jest dostarczać Komisji Europejskiej w ramach wspólnej kontroli budżetu unii. Prawdą jest też, że nikt o taką publikację nie woła.

NextGenerationEU jest programem nie tylko o olbrzymiej wartości, ale również oryginalnym, gdyż po praz pierwszy wprowadzi do obrotu środki pozyskane z pożyczek zaciągniętych solidarnie przez państwa członkowskie – w znacznej części na rzecz wsparcia różnych podmiotów gospodarczych. Pociągnie to za sobą nieuchronnie nowe problemy związane z systemową kontrolą wydatkowania tych środków.

Dlatego uważam, że Lewica swoją zgodę na ratyfikację właściwego rządowego projektu ustawy bezwzględnie uwarunkować powinna od:

  1. Wprowadzenia do Krajowego Planu Odbudowy szczegółowych i konkretnych zapisów odnoszących się do systemu kontroli wydatkowania tych środków.
  2. Wyznaczenia Sejmowej Komisji Kontroli Państwowej zadania bieżącego monitorowania procesu kontroli środków w ramach NextGenerationEU.
  3. Niezwłocznego zlecenia wydania opinii prawnej w sprawie uznania środków z NextGenerationEU za środki publiczne, co jest warunkiem rzetelnego audytu wykorzystania tych środków.

Niezależnie od powyższego proponuję, aby KP Lewica wystąpił do Kolegium Najwyższej Izby Kontroli o:

  1. Uwzględnienie w Strategii Kontroli NIK zadania „Kontrola tworzenia i realizacji Krajowego Planu Odbudowy”.
  2. Przeprowadzenia audytu „rocznych podsumowań dotyczących dostępnych audytów i deklaracji”, jakie rząd polski jest zobowiązany corocznie przedkładać Komisji Europejskiej.

Być może stanowisko KP Lewica nie będzie ważyło na decyzji Sejmu, ale przecież liczy się również opinia publiczna.

Lewicowe „lewactwo”

Redaktor M. Janicki w ostatnim numerze „Polityki”, w artykule „Lewoskręt” usiłuje znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego, pomimo wyraźnego, jak wskazują badania, zwiększenia się elektoratu lewicowego wśród młodzieży, poparcie dla parlamentarnego ugrupowania „Lewica” nie rośnie. Przytacza przy tym publiczną wypowiedź posła, jednego z prominentnych działaczy SLD, członka władz krajowych i przewodniczącego jednej z rad wojewódzkich partii: „Jeżeli lewica nie będzie obarczona lewactwem, możemy przekroczyć 20 proc. poparcia”. To bardzo znamienne stwierdzenie i nie może być pozbawione komentarza. Terminy „lewak”, „lewactwo” były do dzisiaj powszechnie używanymi przez prawicowych polityków i publicystów epitetami pod adresem wszystkich na lewo od nich, z którymi z zasady nie warto podejmować żadnej merytorycznej debaty. Był określeniem mającym wyrażać pogardę wobec lewicowych ruchów politycznych, z wyjątkiem tych koncesjonowanych przez prawicowy mainstream. Użycie tego terminu przez posła Klubu Parlamentarnego „Lewica” jest więc wydarzeniem bez precedensu.

Cytowana przez „Politykę” wypowiedź znamienitego polityka SLD obrazuje dramatyczny problemy, przed którymi stają aktualni liderzy tej partii. Z jednej strony nawołują do zjednoczenia polskiej lewicy, zapowiadają ogólnopolskie kongresy programowe lewicy, głoszą potrzebę współdziałania, a z drugiej – bliżej nieokreślone, lewicowe nurty wskazują jako przyczynę swojego marnego poparcia społecznego. Uciekają się do znanej z ubiegłego wieku doktryny „cięcia po skrzydłach”. Tyle tylko, że wówczas była to doktryna bezkonkurencyjnej partii rządzącej. W dzisiejszych warunkach ostrej politycznej konkurencji używanie terminu „lewactwo” przez polityka SLD, przejęcie przez niego terminologii propagandy prawicowej jest wyrazem skrętu w prawo.

Tymczasem przyczyny stagnacji na niskim poziomie poparcia dla „Lewicy” są raczej oczywiste. Głównym źródłem społecznej energii, jaka zasila to ugrupowanie jest właśnie stygmatyzowanie jego zwolenników przez prawicową propagandę jako „lewaków”, jest odwoływanie się do wspólnej, politycznej niedoli, do obrony przeszłości. Ale co to obchodzi młode pokolenia Polaków?  SLD nie chce lub nie potrafi wyjść z szufladki z napisem „lewica”, którą przewidział dla niej neoliberalny mainstream. Odnoszę wrażenie, że nawet jest mu w tej szufladce wcale dobrze. Tymczasem nowe, dramatyczne wyzwania przed którymi staje człowiek w XXI wieku nakazują redefinicję społecznego znaczenia pojęcia „lewica” oraz korektę, modyfikację jej celów programowych. Postulaty społeczne i ekonomiczne lewicy europejskiej XIX i XX wieku zostały w znacznej części inkorporowane do programów innych nurtów politycznych – i jest to wielki sukces naszych lewicowych antenatów. Dlatego dzisiaj „Lewica” czy SLD nie przebiją już PiS w sprawach socjalnych. Tymczasem nad głowami ludzi pracy zawisły nowe, nieznane naszym poprzednikom zagrożenia.

Dlaczego w historii lewica osiągała niebywałe sukcesy społeczne?  Dlatego, że była NADZIEJĄ. Nadzieją, na lepszą, sprawiedliwą przyszłość, nadzieją na równość ekonomiczną, na równość praw, na socjalne bezpieczeństwo. Nadzieją na cywilizacyjny postęp dla mas, na wykształcenie, pracę, ziemię. Na ochronę praw pracowniczych, na związki zawodowe, na kres „klasy próżniaczej”. Lewica była wówczas utopią, mrzonką idealistów, którzy poważyli się na święte prawa kapitału. Tak, to była utopia, nierealne dla wielu marzenia. Ale to właśnie pociągało młode pokolenia. Młodość potrzebuje ideałów, potrzebuje utopii, potrzebuje wizji swojej innej, lepszej przyszłości.

Jaką wizję, jaką utopię, jaką opowieść o przyszłości niesie z sobą współczesna „Lewica”? Żadną. Właściwie ogranicza się do głoszenia: „Będziemy robić to co inni, tylko lepiej”. Nic więc dziwnego, że współczesna, uczesana lewica nie jest sexy dla młodych, nie jest pociągająca. Po prostu lewicowa młodzież nie wiąże swojej przyszłości z taką lewicą, którą reprezentują dzisiejsi jej parlamentarni liderzy.

Współczesna lewica, a właściwie jej przywódcy nie rozstają się z hasłami typu: „Idziemy po władzę!”, „Od przyszłej kadencji będziemy rządzić!”. Rządzić (jeżeli już, to współrządzić, JU) po co? Zamiast wyciągać wnioski z przeszłości, skupiać się na budowaniu swojego TRWAŁEGO politycznego zaplecza, lewica skupia się na wyborach, na wyborczych gierkach i przepychankach. 20% poparcia to (nieosiągalny) szczyt marzeń? Ale po co rządzić, skoro nie ma się własnej, strategicznej wizji przyszłości, własnej lewicowej propozycji dla nowych pokoleń?

Rozważania te nie są czysto teoretyczne, nie są żadną spekulacją. Przykładem niech będą losy wrocławskiego projektu z marca 2019 r pod nazwą Socjalistyczna Platforma Programowa SLD, którego jestem jednym z inicjatorów. Zawiązaliśmy ją, by stworzyć w ramach największej partii polskiej lewicy forum dla dyskusji o przyszłości. Nie wstydzimy się słowa „socjalizm” ani słowa „towarzysz”. Nie jesteśmy bezrefleksyjnymi gloryfikatorami socjalistycznej przeszłości. Wręcz przeciwnie – do ważnego dla lewicy okresu tzw. realnego socjalizmu podchodzimy z należytą krytyką. Uważamy jednocześnie, że teoretyczny i praktyczny dorobek myśli socjalistycznej XIX i XX wieku może pomóc nam, lewicy, w wypracowaniu realnej alternatywy dla szalejącego dziś, wszechobecnego, kryzysogennego neoliberalizmu. Tylko tyle: chcieliśmy (i nadal chcemy) stworzyć zgodną z wciąż obowiązującym statutem wewnątrzpartyjną platformę dyskusyjną, aby móc myśleć i rozmawiać o lewicy nie w perspektywie najbliższych wyborów, ale o naszych celach strategicznych, o zadaniach lewicy wobec aktualnych wyzwań, przed jakimi neoliberalizm postawił cały świat. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do programowych materiałów SPP (Grupa SPP SLD na FB).

Niezadługo „świętować” będziemy drugą rocznicę walenia głową w mur, czyli zabiegów o formalną rejestrację naszej platformy przez władze partii. Wniosek w tej sprawie leży na biurku Przewodniczącego, lecz odpowiedzią jest ostentacyjny brak reakcji, milczenie, udawanie, że pada deszcz. Trudno o bardziej dobitny wyraz pogardy kierownictwa SLD, partii, która „demokrację” ma w nazwie, dla inaczej niż kierownictwo myślących. Właściwie to doczekaliśmy się reakcji, drugiego policzka. Było nim skasowanie po prostu platform programowych wewnątrz partii we wciąż czekającym na ostateczny werdykt sądu nowym statucie, uchwalonym przez Konwencję SLD w grudniu 2019 r.

Pora więc zapytać liderów SLD: z kim wam nie jest po drodze, kogo w Polsce wsadziliście do worka „lewactwo”? Miejcie polityczną i cywilną odwagę powiedzenia tego wprost, bez ściemy: z kim wam nie jest po drodze.  Nie zasłaniajcie się epitetami o prawicowej proweniencji – to lewicy po prostu nie uchodzi. W szczególności powiedzcie też czy wrocławską ideę Socjalistycznej Platformy Programowej wewnątrz partii uznajecie za egzemplifikację owego „lewactwa”, za brzemię, które przeszkadza wam we wspinaniu się po drabinkach sondaży.

A gdy wreszcie pozbędziecie się tych wszystkich „lewackich” balastów czerwony balon z napisem LEWICA nareszcie swobodnie poszybuje w górę. Albo, co bardziej prawdopodobne, poszybuje jak orzeł… z poobcinanymi skrzydłami.

Prawdziwa twarz nowej lewicy?

Wiceprzewodniczącą Klubu Parlamentarnego „Lewica” jest posłanka „Wiosny” Monika Pawłowska. W ostatnich dniach jest ona ulubienicą prawicowych mediów, które wielbią ją za to, że ich zdaniem  „stanęła po stronie prawdy”. W czym rzecz?

Otóż pani wiceprzewodnicząca klubu parlamentarnego obwieściła, że „należy uhonorować wszystkich żołnierzy walczących o wolność Polski” i złożyła hołd „żołnierzom wyklętym” (cudzysłów JU). Wprawdzie nie osobiści, ale poprzez dyrektora swojego biura poselskiego, który, tu cytat ze wpisu pani poseł na Twitterze: „Składał kwiaty pod pomnikiem żołnierzy wyklętych w moim imieniu”.

Każdy może głosić swoje poglądy i postępować według nich – jeżeli tylko postępuje z godnie z prawem i nie szkodzi innym osobom. W tym przypadku, ponieważ mamy do czynienia z posłanką, osobą publiczną a na dodatek wiceprzewodnicząca lewicowego klubu parlamentarnego komentarz potrzebny jest w kilku sprawach.

Po pierwsze razi brak reakcji na to zachowanie zarówno ze strony Klubu Parlamentarnego „Lewica” jak i jego największej części: SLD. Tym bardziej, że postawa wiceprzewodniczącej Klubu stoi w rażącej sprzeczności ze stanowiskiem SLD w sprawie „Dnia pamięci żołnierzy wyklętych” opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej Sojuszu. Rozumiem, że mogło lewicowych posłów zamurować, ale po kilku dniach powinni dojść do siebie. Nic z tego. Klub udaje, że pada deszcz.

Po drugie nie jest znana żadne działania wiceprzewodniczącej KP Lewica upamiętniające ofiarę życia ponad 17 tysięcy żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego w walkach z hitlerowskim okupantem ani protesty przeciwko dewastacji poświęconych im pomników i tablic pamiątkowych. Ci żołnierze zdaniem Pani posłanki o wolność Polski nie walczyli. Przyłącza się więc Pani wiceprzewodnicząca KP „Lewica” do tej części polityków, którzy głoszą, że żołnierze ci nie przynieśli Polsce wolności, ale drugiego okupanta. Gloryfikacja „żołnierzy wyklętych” świetnie mieści się w tej logice.

Po trzecie nie jest znane żadne wystąpienie Pani posłanki, żadna jej adekwatna aktywność upamiętniająca ofiary tzw. żołnierzy wyklętych.

Tak czy inaczej nie sposób oprzeć się refleksji zasadniczej: czy zachowanie wiceprzewodniczącej Klubu Parlamentarnego „Lewica”, Pani Moniki Pawłowskiej w sprawie tzw. żołnierzy wyklętych oraz reakcja, a właściwie brak publicznej reakcji na nie ze strony klubu nie jest aby praktycznym, twardym zwiastunem charakteru szumnie zapowiadanej nowej, lewicowej partii Biedronia i Czarzastego?

Czy to jeszcze lewica, czy już tylko atrapa?

Oto fragment refleksji jednego z polityków:

„…w ciągu ostatnich 20 lat stworzyliśmy podwaliny pod tak zwaną czwartą rewolucję przemysłową opartą na szerokim zastosowaniu sztucznej inteligencji oraz automatyzacji i robotyki. Pandemia koronawirusa znacznie przyspieszyła takie projekty i ich realizację. Jednak proces ten prowadzi do nowych zmian strukturalnych, myślę w szczególności o rynku pracy. Oznacza to, że bardzo wiele osób może stracić pracę, jeśli państwo nie podejmie skutecznych środków, aby temu zapobiec. (…) Dlatego:

po pierwsze, każdy musi mieć komfortowe warunki życia, w tym mieszkania i

niedrogą infrastrukturę transportową, energetyczną i użyteczności publicznej. Plus dobrobyt środowiska, coś, czego nie można przeoczyć.

 – po drugie, każdy musi mieć pewność, że będzie miał pracę, która zapewni trwały wzrost dochodów, a co za tym idzie, przyzwoite standardy życia. Każdy musi mieć dostęp do efektywnego systemu edukacji ustawicznej, która jest obecnie absolutnie niezbędna i która pozwoli ludziom na rozwój, karierę, przyzwoitą emeryturę i świadczenia socjalne po przejściu na emeryturę.

– po trzecie, ludzie muszą mieć pewność, że w razie potrzeby otrzymają skuteczną opiekę medyczną wysokiej jakości, a państwowy system opieki zdrowotnej zagwarantuje dostęp do nowoczesnych usług medycznych.

– po czwarte, niezależnie od dochodu rodziny, dzieci muszą mieć możliwość uzyskania godnej edukacji i realizacji swojego potencjału. Każde dziecko ma potencjał.”

Jestem przekonany, że dla większości czytających postulaty powyższe są par excellence postulatami jednoznacznie lewicowymi, i że lewica, również u nas  w kraju, powinna je wielkimi literami umieszczać na swoich sztandarach i na ulicznych kartonach z hasłami.

Tymczasem słowa powyższe wypowiedział polityk, który, jeżeli kiedykolwiek bliski był ideologii lewicowej to bardzo, bardzo dawno temu. Dzisiaj jest liderem nurtu liberalno-konserwatywnego, z mocnym nachyleniem ku nacjonalizmowi. Nazywa się Władimir Putin, a słowa pochodzą z jego wystąpienia otwierającego ostatnie Światowe Forum Ekonomiczne w Davos.

To wystąpienie Putina znakomicie ilustruje wielkie sukcesy społecznej lewicy XIX i XX wieku. Jej hasła, jej postulaty socjalne uznawane kiedyś za rewolucyjne i obrazoburcze dzisiaj przyjmowane są „za swoje” przez większość nurtów politycznych również od centrum na prawo.

Ale to wystąpienie skłania do refleksji innej. Czym mianowicie powinna być lewica społeczna w XXI wielu? Co powinno ją charakteryzować, wyróżniać spośród innych orientacji ideowych? Czy „socjalizowanie” różnych propozycji, projektów forsowanych przez nurty centrowe i prawicowe wystarczy? Czy „wywalczenie” w parlamencie 23% czegoś tam zamiast proponowanych 20 % czegoś tam zaspokaja aspiracje lewicy jako ruchu społecznego, czy uzasadnia zajmowanie miejsc na lewej stronie sali sejmowej? Dla mainstreamu, dla komercyjnych mediów niewątpliwie tak. W końcu jakaś lewica powinna w parlamencie być. Ale czy taka rola lewicy jest zasadna również z punktu widzenia najważniejszych problemów, wobec których staje człowiek, wobec toczących się z olbrzymią dynamiką zmian cywilizacyjnych i mającej już miejsce katastrofy klimatycznej? W znakomitej części obecną sytuację esencjonalnie zdiagnozował prof. Grzegorz Kołodko w ostatnim numerze „Zdania”. Pisze on:

Coraz więcej wskazuje na to, że nie da się wyjść z wirażu, w którym znalazł się nasz świat bez kryzysu i kolejnych rewolucji. Lepiej byłoby poprzez wszechstronnie zrównoważony – politycznie, kulturowo, ekologicznie, gospodarczo, finansowo – rozwój i poprzez ewolucję, ale na to nas już, a zarazem jeszcze nie stać. Jaki kryzys – nie wiemy. Kiedy – też nie wiadomo, ale to już tylko kwestia czasu, sprzeczności jest bowiem coraz więcej. I nabierają one antagonistycznego charakteru. Wobec tego ich przezwyciężenie wymaga ruchów bez mała tektonicznych, zasadniczych zmian strukturalnych, przesunięć w systemach alternatywnych wartości i odmiennego niż obecny rozkładu sił i ról na globalnej scenie.

– Nie zostały usunięte systemowe i strukturalne źródła poprzedniego globalnego kryzysu finansowego. Górę wzięła zachłanność możnych tego świata i uległość elit politycznych wobec ich nacisków.

– Nie udało się do końca wyeliminować wpływów neoliberalizmu – ideologii z systemem marnych wartości oraz opartej na niej polityki i złej regulacji gospodarki – służącemu wzbogaceniu nielicznych kosztem większości. W rezultacie globalizacja, skądinąd nieodwracalna, wciąż nie ma charakteru dostatecznie inkluzyjwego, co jest warunkiem sine qua non zrównoważonego rozwoju.

– Nie udało się zahamować procesów dewastacji naturalnego środowiska człowieka i ocieplania klimatu. Ludzkość sama siebie wprowadza na drogę do termicznej zagłady…

– Nie udało się stłumić eskalacji dochodowych i majątkowych oraz wprowadzić gospodarki i społeczeństwa na drogę ich redukcji. Bez tego nie ma szans na zachowanie spójności społecznej w dłuższej perspektywie czasowej.

– Pogłębia się nierównowaga demograficzna skutkująca z jednej strony niebywałym rozstrzeleniem współczynników rozrodczości i w ślad za tym dysfunkcjonalną nadwyżką bądź deficytem rąk do pracy, z drugiej zaś masową migracją. Wielkie, liczące dziesiątki milionów osób fale uchodźców z miejsc, w których żyć spokojnie nie można… dopiero zaczną napływać do krajów bogatych.

– Narastają napięcia polityczne na tle niezdolności do koncyliacyjnego rozwiązywania piętrzących się ponadnarodowych problemów i braku mechanizmów sterowania współzależną gospodarką światową. Unoszą się upiory ksenofobii i szowinizmu, nowego nacjonalizmu i protekcjonalizmu, czemu towarzyszy druga zimna wojna i wojna handlowa wypowiedziana przez Stany Zjednoczone nie tylko Chinom i Rosji, lecz także własnym sojusznikom.”

Do tej opinii koniecznie dodać należy galopujący wręcz rozwój takich dziedzin jak łączność bezprzewodowa, Internet Rzeczy, sztuczna inteligencja, blockchain, biotechnologia, big-data, druk 3D, zaawansowana robotyzacja. Ten postęp technologiczny, ta czwarta rewolucja przemysłowa, podobnie jak poprzednie, zmieni dosłownie wszystko od finansów i gospodarki po kulturę, funkcjonowanie administracji publicznej i stosunki międzyludzkie. Tyle tylko, że dużo głębiej i w dużo krótszym czasie. To jest nieuniknione. Czwarta rewolucja przemysłowa to olbrzymi potencjał, który może być wykorzystany dla dobra ludzkości, ale też przeciwko niej. Z jednej strony nowe technologie stwarzają szanse na rozwój demokracji, społeczeństw obywatelskich, na powstrzymanie lub istotne ograniczenie zmian klimatycznych. Z drugiej jednak strony łatwo prowadzić mogą do jeszcze większego pogłębienia nierówności ekonomicznych i rażących dysproporcji w dobrostanie ludzi, do wzrostu bezrobocia i dehumanizacji istoty ludzkiej. Już dzisiaj są łakomym kąskiem dla kandydatów na dyktatorów wszelkiej maści, nabierających co raz większej wprawy w wykorzystywaniu dostępnych cyber-narzędzi do manipulowania społeczeństwem. Dzisiaj – a co będzie jutro?

Tymczasem czwarta rewolucja przemysłowa tym zasadniczo różni się od wcześniejszych, że o wiele łatwiej jest poddać jej rozwój społecznej kontroli. Dzieje się tak, gdyż jednym z jej głównych elementów jest powszechny dostęp do informacji i szybkość transmisji danych. Ale kto, jak nie lewica XXI wieku ma się o taki społeczny nadzór upomnieć?

I właśnie wobec tych wyzwań, nieznanych zupełnie naszym lewicowym, XIX-wiecznym antenatom lewica współczesna – jeśli chce być lewicą w ujęciu historycznym, przedstawić musi swoją alternatywę, swoją wizję społeczeństwa i państwa, swoją wizję gospodarki i stosunków międzyludzkich. Aby mogła to zrobić jej liderzy powinni najpierw dogłębnie zrozumieć nadciągające zmiany w ich najszerszym aspekcie, dostrzec największe szanse i największe zagrożenia dla zwykłego człowieka. Jeżeli tego nie uczynią, jeżeli horyzont ich patrzenia i ich cele ograniczą się do zdobycia paru procent poparcia w najbliższych wyborach parlamentarnych, to zastaną atrapą lewicy, halabardnikiem na scenie, na której odbywa się spektakl pisany przez prawicę.

Ratujmy Polskę

Świat pędzi na złamanie karku. Dokąd – nikt nie wie. Ale wiadomo w jakim kierunku i wiadomo, że coraz szybciej. Kierunek ten wyznaczają rozwijające się z niebywałą prędkością takie dziedziny jak łączność bezprzewodowa, sztuczna inteligencja, automatyzacja, nanotechnologia, druk 3D i biotechnologia. Wielu ekonomistów utrzymuje, i trudno z nimi się nie zgodzić, że świat wkroczył już w erę IV rewolucji przemysłowej. W swojej znakomitej książce „Czwarta rewolucja przemysłowa”, która powinna być obowiązkową lekturą każdego polityka, niezależnie od jego ideowych zapatrywań, prof. Klaus Schwab bardzo celnie zwraca uwagę na to, że zmiany, jakie niesie z sobą ta rewolucja są nieuniknione, globalne i głębokie, i że dotykają każdego. Prowadzą one do transformacji całych systemów – zarówno tych, które przechodzą poprzez kraje, firmy, branże i całość społeczeństwa, jak i obecnych wewnątrz ich struktur. Jednocześnie globalny charakter tych zmian sprawia, że „rządy, firmy, uczelnie, społeczeństwo obywatelskie – są wręcz zobowiązani do współpracy w celu lepszego zrozumienia pojawiających się trendów”. O skali i głębokości przewidywanych przez prof. Schwaba skutków IV rewolucja przemysłowa dla funkcjonowania zarówno pojedynczych przedsiębiorstw jak i gospodarki w skali państwa czy całego niech świadczy jego postulat, będący konsekwencją tych zmian napisanie ekonomii od nowa.

IVrewolucja przemysłowa to oczywiście nie same dobrodziejstwa, to wyzwania i zagrożenia – głównie w warstwie społecznej. Najtrafniej ujął to prof. Sztumski w artykule „Sztuczna inteligencja gorsza od broni jądrowej”[1] zwracając uwagę na niebezpieczeństwo dehumanizacji człowieka za sprawą  „przekazywania przez człowieka swoich typowych funkcji do urządzeń technicznych – maszyn, automatów, komputerów i robotów”. Odpowiedzialni politycy dostrzegają te procesy i – jak potrafią i mogą – starają się przygotować swoje społeczeństwa i państwa na spotkanie z przyszłością. A u nas w Polsce? Cóż mamy u nas prócz frazesów i pustosłowia o gospodarce opartej na wiedzy i innowacjach? Przepraszam, mamy przecież tak hucznie zapowiadany przez rząd jako symbol innowacyjności gospodarki, milion polskich samochodów elektrycznych. Cud nie tylko XXI ale i XXII wieku. Nie tylko, że są elektryczne, to są również niewidzialne!

U nas w Polsce niemal masowo powołuje się takie „naukowe” instytucje jak IPN czy „De Republica”, fundacje typu Polska Fundacja Narodowa, czy też różne podejrzane podmioty cynicznego biznesmena w sutannie z Torunia. Mało, albo wcale słychać natomiast o rozwoju państwowych lub państwowo-prywatnych placówek innowacyjno-wdrożeniowych. U nas w Polsce Minister Edukacji Narodowej w publicznym wystąpieniu za wzór metod dydaktycznych w szkołach przywołuje szkoły średniowieczne grożąc wręcz nauczycielom, którzy nie będą chcieli realizować katolickiej linii programowej. U nas Minister Edukacji Narodowej niszczy naukę, przez zmuszanie naukowców do zamieszczania swoich prac w wydawnictwach bliskich mu ideologicznie, administracyjnie ale i drastycznie zwiększając punktowanie w nich publikacji, tak ważne w ocenie dorobku naukowego. U nas w Polsce Prezydent uzurpuje sobie prawo oceniania i negowania osiągnięć naukowych kandydatów na profesorów „belwederskich”, których uznaje za obcych ideowo sobie i swojemu ugrupowaniu politycznemu.

Do rejestru „zbrodni stanu pisowskiego na społeczeństwie i państwie polskim”, do których zalicza się na ogół: wykopywanie, pogłębianie i utrwalanie podziałów społecznych, powszechne, systemowe łamanie Konstytucji, zlikwidowanie ustrojowych zasad demokratycznego państwa prawnego, odgradzanie Polski i Polaków od Unii Europejskiej dodać należy bezwzględnie zbrodnię świadomego cofania cywilizacyjnego naszego kraju. Mówiąc wprost: Prawo i Sprawiedliwość wraz ze swoimi koalicjantami w żaden sposób nie przygotowuje Polaków i Polski na wyzwania przyszłości, ale jedyną drogę reakcji na zachodzące w świecie zmiany upatruje w powrocie do Średniowiecza i do autorytaryzmu.

Dochodzimy do pytania za 100 punktów: czy ten trend można powstrzymać? Nie ulega bowiem wątpliwości, że należy, że trzeba robić wszystko, aby go odwrócić, aby ratować Polskę przed trwałym zamknięciem jej w kokonie zaprzaństwa, ultrakonserwatywnego, autorytarnego państwa wyznaniowego. Nie będzie to rzecz łatwa biorąc pod uwagę to, że konsekwencja, z jaką J. Kaczyński przez lata kształtował wierny sobie lektorat spowodowała, że zdaje się on być niewrażliwy na zagrabianie państwa przez pisowską kamarylę, na gigantyczne pisowskie afery, nepotyzm władzy wszystkich szczebli, coraz powszechniejsze łamanie Konstytucji, na monopolizację mediów. Daje na to swoje przyzwolenie. Nie będzie to rzecz łatwa ze względu na ogrom doświadczenia w manipulowaniu postawami ludzi i ogrom środków finansowych, medialnych i administracyjnych, jakie zgromadził Kaczyński i jego dwór.  Rozstrzygające będą najbliższe wybory do parlamentu, a właściwie to, czy uda się w Polsce utworzyć taką koalicję, która po wyborach byłaby w stanie zawrócić Polskę z drogi ku cywilizacyjnej przepaści. Kolejna wygrana Kaczyńskiego w wyborach parlamentarnych umocni go na tym autokratycznym, antyunijnym kursie i wygasi szczątki sympatii do Polski jako partnera nie tylko w Brukseli.

W szeregu moich wcześniejszych publikacji popełnianych na okoliczność krajowych wyborów parlamentarnych propagowałem tezę, że lewica powinna w takich wyborach startować samodzielnie, pod własnym szyldem i z własnym programem. Ale to było zanim w pełni ujawniła się determinacja Zjednoczonej Prawicy do utrzymania władzy „wszelkimi środkami”. Skoro dla Jarosława Kaczyńskiego „wszelkie środki” dopuszczalne są dla obrony Kościoła, to można się domyślać, że do obrony swojej władzy, którą Kościołowi zaprzedał, użycie „wszelkich środków” też uzna za zasadne. Dzisiaj sytuacja jest po prostu inna.

Oczywiście można pójść na żywioł, ufając, że każda z partii politycznych pójdzie, jak dotychczas, swoją drogą a obecna koalicja prawicowa w sposób naturalny się skompromituje,  zgnije i że rozpadnie się na tyle, że nie będzie w stanie utworzyć większości parlamentarnej. A jeżeli tak się nie stanie? Stawka tych wyborów będzie wysoka – bodajże najwyższa od 1918 roku. Błąd polityczny będzie brzemienny w skutkach na dziesięciolecia.

Bardzo ważna będzie odpowiedź na pytanie czy utworzenie koalicji pod nazwą na przykład „Polska Demokratyczna i Europejska” będzie niezbędne do uzyskania większości w Sejmie – wymaga to rzetelnych badań. Jeżeli taka koalicja, z punktu widzenia celu zasadniczego okaże się zbędna – sprawa będzie prosta. Jeżeli natomiast okaże się to koniecznością, to tradycyjne, progresywne partie polityczne staną przed olbrzymim wyzwaniem. Najtrudniejsza sytuacja będzie wtedy, gdy wynik takich badań nie będzie jednoznaczny. Wówczas podjęcie decyzji wymagać będzie od liderów politycznych szczególnie dużej odwagi i odpowiedzialności.

Jest dla mnie sprawą bezdyskusyjną, że zawiązanie prodemokratycznej i proeuropejskiej koalicji wymagać będzie wynegocjowania określonego minimum programowego, w którym, prócz zapisów odnoszących się do kwestii ustrojowych i europejskich powinny znaleźć się i inne, jak rozliczenie zbrodni stanu pisowskiego na państwowości polskiej, rozliczenie afer czy co dalej z IPN? Nie będzie to łatwe, ale nie w tym upatruję głównych trudności takiego porozumienia. Tkwi ono w tym, że brak jest w Polsce tego elementu kultury politycznej, jakim jest gotowość do zawiązywania koalicji partii politycznych o skrajnych, czasami wręcz przeciwnych celach strategicznych w sytuacjach nadzwyczajnych, w których ważą się losy państwowości. Każda partia polityczna w naszym kraju pod adresem każdej innej może przedstawić litanię aktualnych i historycznych pretensji i zastrzeżeń czyniących porozumienie ponad podziałami, w krytycznym historycznie momencie, w imię nadrzędnych celów wspólnych trudne czy wręcz niemożliwe. Jeśli okaże się że zmarnowano przez to szansę ratowania Polski kaca leczyć będziemy długo.

Aspekty demokratycznego państwa prawnego dyskutowane są niemal codziennie. Stosunkowo mało natomiast dyskusji dotyczy kwestii europejskich. Celem proeuropejskiej koalicji powinno być wszechstronne naświetlenie problematyki europejskiej, nie zawężając jej do kwestii pekuniarnych, tym bardziej, że obóz aktualnej władzy poczyna tu sobie wcale śmiele i pozycja Polski w Unii Europejskiej zleciała na twarz.

W oficjalnych przekazach medialnych, nie ważne, czy z ust członków rządu, czy partyjno-rządowych mediów nie ma żadnych, dosłownie żadnych pozytywnych treści o Unii Europejskiej. Wręcz przeciwnie: wykorzystywana jest każda sposobność, prawdziwa lub najczęściej zmyślona, aby Unii „przyłożyć”, aby ośmieszyć, zdeprecjonować ten historyczny, europejski projekt. To na zewnątrz widać, z tego wyciągane są wnioski. Polskiemu rządowi udało się zaszantażować Unię w kwestii wieloletniego planu finansowego i wprowadzenia zasady powiązania go z przestrzeganiem praworządności w krajach członkowskich. Wszyscy ogłosili wprawdzie osiągnięcie kompromisu, ale to kompromis szczególny, śmiało nazwać go można zgniłym, gdyż niemal nazajutrz Polska ogłosiła, że wystąpi do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o zbadanie zgodności trybu warunkowości z unijnymi traktatami. Komisja Europejska śle kolejne listy do polskiego rządu oczekując wyjaśnień i odpowiedzi, rząd coś tam odpisuje, albo nie i jest OK.

Ciekawie rysuje się kwestia ratyfikacji przez polski Sejm unijnego Funduszu Odbudowy. Aby mógł on wejść w życie, aby można było zastrzyk niemal biliona Euro dać gospodarkom państw unijnych na odbudowę po kryzysie pandemii sars-cov-2 musi on być ratyfikowany przez wszystkie narodowe parlamenty. Na dzisiaj Polska mówi NIE. Rząd nie zdołał uzgodnić projektu ustawy o ratyfikacji, gdyż zdecydowanie przeciwko niej jest Minister Sprawiedliwości i kierowana przez niego Solidarna Polska.

Jestem przekonany, że nie chodzi tu tylko o bojaźń Ziobry przed powiązaniem funduszy wspólnoty europejskiej z praworządnością. Głosy członków rządu z SP wypowiadających się publicznie przy okazji tego tematu wyraźnie kwestionują już zasadność członkostwa Polski w Unii. Buńczucznie głoszą, że nam Unia nie jest potrzebna, że sami sobie damy radę itp. A Prezydent Polski milczy albo jeszcze dokłada do pieca. Cała sprawa jest więc rodzajem papierka lakmusowego dla określenia akceptacji społeczeństwa dla takich decyzji. Jest wstępem do referendum o polexicie. Kurs Jarosława Kaczyńskiego na wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej jest od dawna oczywisty. Jedyną przeszkodą jest jak dotąd wysokie poparcie jakie w społeczeństwie polskim ma nasze członkostwo w Unii. Ale tą opinię można próbować zmieniać – i właśnie się to robi.

Wszystko wskazuje na to, że w Europie pogodzono się już z faktyczną utratą Polski, że obowiązuje tam doktryna: „dla Polaków jesteśmy gotowi zrobić wiele, ale za Polaków – nic”.  Nikt z nami się nie liczy. Traktują nas tak, jak traktuje się niewygodny kamyk w bucie, którego z ulgą pozbywa się przy najbliższej okazji. Skoro Warszawie bliżej jest do Budapesztu czy Stambułu – to voilà! Droga wolna. Tak – za nas, za społeczeństwo nikt obcy palcem nie kiwnie. Tego trendu nie są w stanie odwrócić żadne deklaracje polityków. Tutaj tylko wyraźny, dobitny głos społeczeństwa, głos ludu ma szansę coś zmienić.

Nie wiadomo, czy prodemokartyczna, proeuropejska koalicja postępowych partii politycznych stanie się faktem. Nie jest dla mnie na sto procent pewne czy kolejne wybory się odbędą lub czy odbędą się w terminie. Jestem natomiast przekonany, że będą pewnie ostatnią szansą na ratowanie Polski jako państwa demokratycznego i europejskiego. Ratujmy Polskę.

 

 

[1] http://www.sprawynauki.edu.pl/archiwum/dzialy-wyd-elektron/288-filozofia-el/4448-bron-gorsza-od-jadrowej

Manifest

Kilkukrotnie pisałem już o Socjalistycznej Platformie Programowej SLD, formacji, którą wraz z kilkudziesięcioma osobami powołaliśmy do życia wiosną 2019 r. we Wrocławiu. Dlaczego „platforma”? Ano dlatego, że jest to jedyna, statutowo dopuszczalna forma trwałej struktury wewnątrzpartyjnej, koncentrującej się na problemach programowych. Dlaczego „socjalistyczna”? To jest pytanie kluczowe. Otóż w wyniku wewnętrznych dyskusji doszliśmy do wniosku, że jedyną szansą na to, aby lewica mogła wypełnić swoją społeczną misję wobec całego szeregu wyzwań XXI wieku jest zwrócenie się ku socjalizmowi. Nie jest naszym celem dążenia do przywrócenia minionego (słusznie) ustroju. Uważamy jednak, że w szlachetnej, humanistycznej idei socjalizmu jest jedyna nadzieja na zapobieżenie potęgującym się niesprawiedliwościom ekonomicznym, na powstrzymanie katastrofy klimatycznej.

Pięćdziesiąt lat XX wieku, w którym to okresie usiłowano (również dosłownie – na siłę) wprowadzać w życie odwieczne idee socjalistyczne w Europie nie uznajemy za nieudany eksperyment. To niezwykle cenne, chociaż czasem gorzkie, doświadczenie całej światowej lewicy. Doświadczenie, którego nie można zaprzepaścić, z którego wyciągać należy wnioski na przyszłość. Tym bardziej dzisiaj, kiedy jasnym już jest, że kapitalizm okazał się formacją niezdolną do likwidowania skutków kryzysów, które sam generuje i niezdolną do zapobiegania takim kryzysom. A cena społeczna za te kryzysy dramatycznie rośnie, ocierając się już o problem przetrwania rasy ludzkiej na Ziemi. Żarty się skończyły, zaczęły się schody  –  można powiedzieć.

Inicjatywą wrocławską chcieliśmy również ożywić wewnątrzpartyjną (i nie tylko) dyskusję programową, która od wielu lat tkwi w niewytłumaczalnym marazmie. Wyszliśmy z założenia, że w kwestiach programowych lewica powinna poruszać się w dwóch perspektywach czasowych jednocześnie: krótkoterminowej – doraźnej i długoterminowej – strategicznej. Oczywiście ważne są doraźne programy formułowane pod bieżące potrzeby polityczne, na przykład wybory. Ale nawet formułując takie programy wiedzieć należy do czego się dąży, co jest końcowym celem lewicy: konserwowanie i „usprawnianie” obecnego, kapitalistycznego ustroju czy własna, lewicowa wizja społeczeństwa przyszłości. SPP jednoznacznie opowiedziała się za drugą opcją.

SPP SLD powstała, ale nie doczekała się formalnej akceptacji przez Zarząd Krajowy SLD. Chociaż całą dokumentację rejestracyjną przygotowaliśmy pod okiem prawnika ze Złotej, to jednak już 18 miesięcy czekamy na odpowiedź na formalny, zgłoszony zgodnie ze statutowymi wymogami, wniosek rejestracyjny. Nie mamy złudzeń – obecne kierownictwo partii nie życzy sobie tej inicjatywy ale też nie bardzo wie, co z nią zrobić. Na udzielenie formalnej odmowy rejestracji platformy zabrakło kierownictwu cywilnej i politycznej odwagi. Jakimś rozwiązaniem miała być nowa partia, w którą przekształcić się ma SLD. W statucie tej partii z grudnia 2019 r.  wykreślono po prostu takie byty jak „platformy programowe”. Rzecz jednak w tym, że nowa partia nie doczekała się jeszcze sądowej rejestracji, tak więc, od strony prawnej SLD nadal istnieje i nadal obowiązuje jego stary statut. Rozwodzę sią nad tym aby pokazać irracjonalność sytuacji, w jakiej my, założyciele Platformy znaleźliśmy się. Z jednej strony doświadczamy bardzo przychylnego przyjęcia przez środowiska lewicowe, również wewnątrz SLD, a z drugiej poddawani jesteśmy jawnemu ostracyzmowi ze strony Kierownictwa partii – matki. A czas płynie.

Jednym z celów, jakie Komitet Założycielski SPP SLD, któremu mam zaszczyt przewodniczyć, postawił sobie na samym początku był aktywny udział w dyskusjach programowych lewicy, a w tym w przygotowaniach do zapowiadanego ogólnopolskiego kongresu polskiej lewicy, który miał być poświęcony również kwestiom programowym. Kongres zapowiadano na listopad 2020 r. ale sytuacja pandemiczne odsunęła jego organizację na nieokreślony termin.

W ramach przygotowań do kongresu opracowaliśmy dokument „Manifest SPP SLD. Nasza wizja społeczeństwa i państwa przyszłości”. Dokument powstał w wyniku długich dyskusji z udziałem również członków innych partii lewicowych, bezpartyjnych, lewicowych publicystów i politologów.

„Manifest” przesłaliśmy  oczywiście Kierownictwu SLD i Kierownictwu Klubu Parlamentarnego Lewica. Zgodnie z tradycją  –  bez żadnej reakcji ze strony tych gremiów. „Manifest” został również opublikowany w lewicowej prasie („Trybuna”), na stronie Internetowej Grupy SPP SLD na FB i na lewicowych portalach internetowych. Nie może zabraknąć tego tekstu, choćby (ale nie tylko) z kronikarskiego obowiązku, również na moim blogu, który czasami nazywam „subiektywnym kalendarium politycznym” . Oto jego teść.

MANIFEST

SOCJALISTYCZNEJ PLATFORMY PROGRAMOWEJ SLD

Wizja socjalistyczna jest bodaj jedyną, która odważa się wykraczać poza horyzont codziennej rutyny. Jest jedyną niemal szansą dotarcia do źródeł społecznie wytwarzanych niedomagań, bolączek i etycznej ułomności ludzkiego współbytowania…

Zygmunt Bauman

Kapitalizm, a w tym jego ostatnia, historyczna odsłona – neoliberalizm przyczynił się do uczynienia z ludzi pracy machiny do zaspokajania potrzeb wąskiej, niebotycznie majętnej grupy społecznej, obojętnej na realne potrzeby grup wytwórczych. Po upadku średniowiecznego systemu rządów, królów i cesarzy zastąpili oligarchowie i zarządy korporacji, cechujący się egoistyczną wizją własnych celów. Konserwowaniu tego systemu podporządkowano zasady funkcjonowania państw i organizacji międzynarodowych. 

Kapitalizm przywiódł ludzkość ku nowym, nieznanym dotąd wyzwaniom. Są nimi trwająca już katastrofa ekologiczna, niekontrolowany rozwój zastosowań Sztucznej Inteligencji (SI) i inżynierii genetycznej oraz gwałtowny wzrost presji migracyjnej na linii Południe – Północ mas uciekających przed głodem lub wojnami. Po raz pierwszy problem przetrwania gatunku ludzkiego spowodowany zmianami środowiska jakie człowiek spowodował jawi się dla niego jako najważniejsze wyzwanie. 

Skutkiem kapitalistycznej polityki gospodarczej i społecznej szybko pogłębia się rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństw, również krajów uznawanych za rozwinięte. Jesteśmy świadkami postępującej niesprawiedliwości w podziale dóbr wytworzonych przez człowieka, pauperyzacji klasy średniej i dynamicznego bogacenia się wąskiej grupy ludzi. Niewyobrażalnie bogata a nieliczna grupa inwestuje dzisiaj swoje kapitały głównie w rozwój sztucznej inteligencji (SI) oraz badań genetycznych. To ona decydować więc będzie o tym, jak w niedalekiej już przyszłości życie człowieka zależeć będzie od praktycznych zastosowań wyników tych badań.

Jednocześnie kapitalizm wykazał się absolutną niezdolnością do wyprowadzania społeczeństw z kryzysów, które sam generuje. Więcej: kolejne kryzysy, jakich doświadczamy w minionych dziesięcioleciach za sprawa neoliberalizmu prowadzą do jeszcze większego bogacenia się bogatych i zubażania biednych. Kapitalizm osiągnął stadium, w którym nie tylko coraz szybciej generuje koszty środowiskowe i nierówności w podziale dochodu, ale jednocześnie stwarza coraz większe bariery dla wzrostu sił wytwórczych.

Niepowstrzymanie katastrofy klimatycznej przyniesie zagładę znacznej części ludzkości. Niekontrolowany rozwój zastosowań SI (widzimy to na przykładzie prób zastosowania SI do manipulacji postawami wyborczymi obywateli USA czy Wielkiej Brytanii) niesie z kolei ze sobą niebezpieczeństwo dehumanizacji istoty ludzkiej, unicestwienie demokracji i nowe, jeszcze bardziej niesprawiedliwe formy ucisku klasowego.

W tej przełomowej dla ludzkości chwili strategiczny program lewicy powinien być skoncentrowany na człowieku, na istocie ludzkiej, na jej problemach, na tworzeniu warunków jej dobrostanu. W świetle historycznej kompromitacji kapitalizmu lewica XXI wieku powinna bezwzględnie kultywować fundamentalne przymioty lewicowości takie jak dobrostan mas, podmiotowość jednostki ludzkiej, sprawiedliwość ekonomiczna, bezpieczeństwo socjalne, bezpieczeństwo zdrowotne, wszechstronny rozwój człowieka.

Jednym z głównych zadań lewicy będzie niedopuszczenie do zawłaszczenia zdobyczy nauki i dobrodziejstw rewolucji technologicznej przez wąską, najbogatszą warstwę społeczną i zadbanie o sprawiedliwy podział jej owoców.

W tym krytycznym dla ludzkości momencie lewica zaprezentować powinna swoją wizję świata, społeczeństwa i państwa. Uważamy, że jedyną racjonalną drogą, która da szansę na stawienie czoła wyzwaniom jest zwrócenie się ku socjalizmowi – idei towarzyszącej człowiekowi od stuleci.

Socjalizm jest systemem społecznym, formą funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki, do którego lewica winna wszystkimi siłami dążyć. Mówimy to otwarcie i zdecydowanie.

Będąc zdecydowanymi zwolennikami integracji europejskiej jesteśmy przeciwni próbom narzucania w imieniu Unii Europejskiej neoliberalnej polityki krajom wspólnoty oraz krajom spoza jej terytorium. Będziemy walczyć o zjednoczoną, socjalistyczną Europę. Lewica socjalistyczna, jaką chcemy być, musi wrócić do swoich źródeł: internacjonalizmu i antymilitaryzmu.

W przeszłości idee socjalistyczne wprowadzane były w życie w następstwie okrutnych kataklizmów wojennych lub ekonomicznych. Pragniemy, aby energią dla socjalizmu XXI wieku była świadomość obywatelska i decyzje podejmowane przez społeczeństwa według wolnych, demokratycznych reguł.

W nowym socjalizmie jest jedyna nadzieja na zrównoważony rozwój społeczny, na społeczną sprawiedliwość, na sprawiedliwą przyszłość.

Za Komitet Założycielski

Socjalistycznej Platformy Programowej SLD:

 Jan Janiszewski                                                                                        Jacek Uczkiewicz

Wiceprzewodniczący                                                                              Przewodniczący

 Wrocław, 05. Stycznia 2021 r.

**************************************************

 NASZA WIZJA

SPOŁECZEŃSTWA I PAŃSTWA PRZYSZŁOŚCI

I SOCJALIZM

  1. Opowiadamy się jasno i wyraźnie za socjalizmem demokratycznym, gdzie ceni i szanuje się tak godność jednostki jak i wszystkich zbiorowości stanowiących polskie społeczeństwo.
  2. Socjalizm musi oznaczać zniesienie władzy kapitału nad gospodarką, inaczej mamy tylko poprawki kapitalizmu.
  3. Lewica socjalistyczna powinna bezwzględnie określić siebie – i my to czynimy – jako siłę stojącą u boku człowieka, z jego problemami i troskami, solidaryzującą się z nim, wspierającą go, ukazującą zagrożenia i szanse stojące przed nim. Człowiek zawsze winien być przed zyskiem, praca przed kapitałem, postęp przed konserwatyzmem, otwartość przed dogmatyzmem, pluralizm przed zdradliwą ksenofobią.
  4. Lewica socjalistyczna powinna być kreatywnym ruchem społecznym, z ambicjami zmieniania kraju i świata.
  5.  Lewica powinna odważnie zrzucić z siebie rolę, którą nieopatrznie przyjęła w XX wieku, samoograniczania się do roli partii politycznej adaptującej się do sytuacji gospodarczej i społecznej, kreowanej przez prawicę, polewania różowym lukrem strategii do niedawna neoliberalizmu a obecnie nacjonalistycznej prawicy, w swojej istocie skierowanych przeciwko ludziom pracy, przeciwko społecznej sprawiedliwości, przeciwko podstawowym zasadom humanizmu.

II CZŁOWIEK A GOSPODARKA

  1. Kontynuowanie działalności gospodarczej opierającej się na mnożeniu potrzeb i utrzymywaniu nadwyżki podaży nad popytem efektywnym nieuchronnie prowadzi do nieodwracalnej, szkodliwej dla człowieka planetarnej katastrofy środowiskowej. Świat potrzebuje gospodarki biologicznie zrównoważonej (konserwującej), która służąc zaspokajaniu potrzeb człowieka oszczędza energię i surowce, chroni i odtwarza środowisko naturalne. Ograniczenia hiperkonsumpcji, które dla jej wprowadzenia będą konieczne, wcale nie muszą oznaczać ograniczeń dla rozwoju człowieka czy obniżenia poziomu życia. Oznaczają natomiast ograniczenie powszechnego marnotrawstwa pracy ludzkiej, energii i surowców.
  2. Docelowy system gospodarczy powinien opierać się na zasadach społecznej gospodarki rynkowej. Społecznej, to znaczy takiej, w której:

– celem działalności gospodarczej jest zaspokajanie potrzeb człowieka oraz ochrona i odbudowa środowiska naturalnego, a nie zysk właściciela środków produkcji i surowców;

– środowisko naturalne nie podlega prywatyzacji; w szczególności zasoby wody, powietrza i energii powinny stanowić własność ogólną;

– przy zachowaniu różnorodności form własności środków produkcji dominować powinna własność społeczna, zarówno państwowa jak i samorządowa, spółdzielcza i pracownicza.

  1. Wdrażanie zasad gospodarki zrównoważonej biologicznie wiązać się będzie ze zdecydowanym zwiększeniem roli państwa w gospodarce, zarówno jako właściciela podstawowych dla gospodarki zakładów przemysłowych, banków i surowców o strategicznym znaczeniu, ale również jako regulatora rynku.
  2. Powstrzymanie postępującego rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństwa nastąpić powinno również przez wprowadzenie silnej progresji podatkowej.
  3. Odejść należy od uznawania PKB za podstawowy miernik rozwoju gospodarczego. Powinien zostać wypracowany nowy, międzynarodowy (umożliwiający porównywanie sytuacji w różnych państwach) pakiet wskaźników określających dobrostan społeczeństwa w danym kraju, uwzględniający szereg czynników składających się na ogólne pojęcie dobrobytu.
  4. Siłą napędową rozwoju gospodarki państwa powinna być wiedza, nauka i innowacyjność a nie tania siła robocza. Gospodarka powinna działać według wieloletnich (5/6lat) Strategicznych Planach Rozwoju zatwierdzanych i aktualizowanych przez Sejm.
  5. Szczególne znaczenie przypisujemy rozwojowi spółdzielczości. Spółdzielczość jest naszym zdaniem kierunkiem dla odbudowy nie tylko wspólnotowości, ale i więzów społecznych na zasadach partnerstwa, szacunku i autentycznej, nie mitycznej i retorycznej, solidarności.
  6. Ważnym składnikiem społecznej gospodarki rynkowej w zakresie własności powinna być własność pracownicza. Jest ona – podobnie, jak w wypadku własności spółdzielczej – realizacją zasady łączenia pracy z własnością, jest najbardziej efektywną ekonomicznie i społecznie, i sprawiedliwą metodą działania. To także demokratyzacja gospodarki i zmniejszanie rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństwa. Rozwijanie tej formy własności widzimy przez tworzenie ram prawnych dla rozwoju i stabilności akcjonariatu pracowniczego.
  7. Wykonując swoje zadania w obszarze gospodarki administracja publiczna ściśle współpracować powinna z samorządami gospodarczymi, które przejmą od państwa jak najwięcej kompetencji regulacyjnych w swoich obszarach
  8. Doświadczamy początków rewolucji technologicznej, masowego wprowadzania automatyzacji opartej o algorytmy SI. Nauka, wiedza, postęp technologiczny powinny być głównymi dźwigniami rozwoju gospodarczego. Sztuczna Inteligencja może odegrać doniosłą rolę w polepszaniu warunków życia człowieka, sprzyjać jego wszechstronnemu rozwojowi, usprawniać funkcjonowanie systemu demokratycznego i funkcjonowanie instytucji publicznych. Dostrzegamy jednocześnie niebezpieczeństwa wynikające z niekontrolowanych społecznie zastosowań SI.
  9. Powszechne zastosowanie automatyzacji produkcji i usług oraz SI spowodują zmniejszenie się podaży pracy w produkcji a przede wszystkim we wszelkiego rodzaju usługach. Dlatego, w celu ochrony miejsc pracy konieczne będzie skracanie czasu pracy przy jednoczesnym wzroście wynagrodzeń, a w skrajnych przypadkach nieodzowne będzie wprowadzenie minimalnego dochodu gwarantowanego
  10. Algorytmy SI stosowane do wszelkich zadań związanych z człowiekiem powinny uzyskiwać uprzednio atest wyspecjalizowanej agencji krajowej i/lub międzynarodowej, pod kątem niemożności wykorzystania ich przeciwko istocie ludzkiej.

III CZŁOWIEK A CZŁOWIEK

  1. Przyszłością świata są społeczeństwa wielokulturowe, tolerancyjne, kierujące się zasadą pokojowego współistnienia, zapewniającą wolność swobodnego przemieszczania się.. Wielokulturowość w żaden sposób nie ogranicza poszczególnych kultur, a wręcz przeciwnie: wzmacnia tylko autentyczne przywiązanie do oryginalnych, tradycyjnych wartości kulturowych danej społeczności. Różnorodność kulturowa powinna być siłą a nie słabością społeczeństwa.
  2. Opowiadamy się za swobodą wszelkich kultów religijnych, które w swojej warstwie ideologicznej nie są agresywne w stosunku do wyznawców innych religii. Kościoły i związki wyznaniowe, będące organizacyjnymi formami ruchów religijnych powinny utrzymywać się z datków swoich wyznawców i nie powinny prowadzić działalności politycznej.
  3. Państwo powinno być instytucją świecką, niepodporządkowaną formalnie lub ideologicznie żadnej religii czy organizacji wyznaniowej. Powinno kierować się zasadami równego dystansu i równego traktowania w stosunku do wszystkich ruchów religijnych.
  4. Państwo powinno stwarzać równe szanse edukacyjne młodzieży, niezależnie od statusu materialnego ich rodzin i gwarantować wysoki poziom edukacji publicznej.
  5. Nowe technologie informatyczne sprzyjać powinny zacieśnianiu więzi społecznych. Państwo powinno gwarantować zarówno ochronę prywatności człowieka jak i przeciwdziałać niebezpieczeństwom, jakie dla człowieka i jego relacji społecznych może nieść ze sobą niekontrolowane zastosowania SI. Należą do nich:

– dehumanizacja istoty ludzkiej poprzez manipulowanie poglądami, postawami i zachowaniami ludzi za pomocą SI;

– społeczna alienacja człowieka przez powszechne angażowanie go do „aktywności” w światach rzeczywistości wirtualnych jako alternatywy dla realnych więzi społecznych.

  1. Państwo zapewnić powinno pełne wykorzystanie nowych technologii do dostępu obywatela do informacji z wyjątkiem informacji ustawowo chronionych. Przeciwdziałać jednocześnie powinno wykorzystywaniu tych technologii do manipulowania postawami ludzi, wprowadzania ich w błąd czy wręcz oszukiwania.
  2. Efektem pomniejszania się podaży pracy będzie rosnący wolumen czasu wolnego człowieka. Lewica socjalistyczna stworzyć musi o warunki prawno-organizacyjne i finansowe dla wykorzystania tego czasu dla wszechstronnego rozwoju człowieka, doskonaleniu jego indywidualnych talentów i umiejętności, przede wszystkim w obszarach szeroko rozumianej kultury, nauki i sportu amatorskiego, dla indywidualnej i zorganizowanej działalności pro publico bono.
  3. Media publiczne nie powinny podlegać prawom rynku ani wpływom żadnej partii politycznej. Misją mediów publicznych powinno być przekazywanie obiektywnych, sprawdzonych informacji, konfrontowanie różnych poglądów. Ważną rolę w kształtowaniu zasad etyki dziennikarskiej i w egzekucji ich przestrzegania powinien odgrywać samorząd dziennikarski. Media publiczne służyć powinny wyborcom i nie powinny być zawłaszczane przez rządzące partie na użytek ich kampanii wyborczych.

IV CZŁOWIEK A POLITYKA

  1. Człowiek ze swoimi potrzebami i problemami powinien być punktem centralnym wszelkich działań instytucji publicznych.
  2. Jednym z filarów społeczeństwa i państwa powinna być samorządność. Zasada samorządności powinna być stosowana tam, gdzie tylko to jest możliwe. Oprócz samorządów terytorialnych rozwijać i umacniać należy samorządy gospodarcze, zawodowe i inne. Samorządy powinny przejmować maksymalną liczbę zadań administracji rządowej i jej kompetencji. Nad rozwojem i przestrzeganiem zasady samorządności czuwać powinna druga izba parlamentu: Izba Samorządowa, która zastąpić winna Senat.
  3. System partyjny najlepiej odzwierciedla zróżnicowanie poglądów politycznych społeczeństwa. Dlatego podstawą systemu politycznego powinny być partie polityczne posiadające struktury ogólnokrajowe. Niezbędna będzie nowelizacja ustawy o partiach politycznych, która wyeliminuje z życia politycznego partie niedemokratyczne, funkcjonujące jako koterie typu wodzowskiego.
  4. Zmianie ulec musi charakter wyborów powszechnych. Odejść należy od wyborów jako jednorazowej decyzji o powierzeniu władzy (nad wyborcami) na rzecz zbiorowej decyzji o powierzeniu odpowiedzialności za kierowanie wspólnymi sprawami. Kampanie wyborcze władz publicznych uwolnić należy od podporządkowania ich wymogom i regułom komercyjnych mediów.
  5. Rozwój technologii informatycznych sprzyjać musi umacnianiu i rozwojowi demokracji obywatelskiej, w tym różnorodnych form demokracji bezpośredniej. Umożliwić powinien szerokie korzystanie z formuły referendów w sprawach ogólnokrajowych i lokalnych.
  6. W systemie wyborów do izby ustawodawczej parlamentu przywrócić należy instytucję list krajowych w celu zapewnienia w Sejmie minimalnej dla jego prawidłowego funkcjonowania reprezentacji specjalistów, autorytetów i środowisk.
  7. System sądowniczy powinien być w pełni niezależny. Przywrócić i umocnić należy samorządność sędziów, adwokatów i prokuratorów.
  8. Ochronę zdrowia, o której mowa w Konstytucji rozumiemy nie jako zapewnienie dostępu do lekarza, ale jako stwarzanie warunków do zachowania zdrowia, do wyleczenia w przypadku choroby. System ochrony zdrowia powinien zostać całkowicie przemodelowany. Skompromitowana w praktyce zasada „pieniądz idzie za pacjentem” powinna zostać odrzucona. Celowi głównemu jakim być powinien jak najwyższy poziom zdrowotności społeczeństwa podporządkowane powinny zostać: planowanie budżetowe, system kształcenia służb medycznych, badania naukowe, inwestycje. Odejść należy od systemu kontraktowego usług medycznych na rzecz w pełni państwowego systemu ochrony zdrowia i planowania tych usług nie według administracyjnych limitów, ale według potrzeb.
  9. Nauka wspólnie z kulturą powinny być głównymi dźwigniami cywilizacyjnego rozwoju społeczeństwa. Państwo stworzyć musi warunki finansowe dla działalności naukowo-badawczej w kluczowych dziedzinach oraz zagwarantować autonomię uczelni wyższych.
  10. Powszechna edukacja publiczna na najwyższym poziomie powinna być, obok ochrony zdrowia, głównym zadaniem państwa. Podstawą systemu edukacji powinny być nowoczesne programowo, metodologicznie i materialnie szkoły publiczne. Edukacja na wszystkich szczeblach powinna być silnie związana z lokalną społecznością, sprzyjać jej integracji, rozwojowi i upowszechniania kultury. Przywrócony powinien zostać prestiż społeczny i materialny nauczyciela szkoły publicznej i nauczyciela akademickiego.

V DROGA DLA CAŁEJ LUDZKOŚCI

  1. Problemy takie jak zmiany klimatyczne, rosnące nierówności ekonomiczne czy wojna są problemami ogólnoświatowymi wywołanymi przez sprzeczności globalnego systemu społecznego jakim jest kapitalizm XXI wieku. Ich rozwiązanie możliwe jest tylko w ramach pokojowej współpracy między narodami, na zasadach równości, wzajemnego poszanowania i solidarności.
  2. Socjalistyczne zasady troski o dobro wspólne i sprawiedliwość społeczną nie mogą odnosić się tylko do polityki wewnętrznej naszego kraju, ale powinny także stanowić podstawę dla formułowania naszej polityki zagranicznej.
  3. Popieramy wszystkie działania celem których jest zmniejszenie napięcia międzynarodowego w tym przede wszystkim pokojowego rozbrojenia i likwidacji broni masowej zagłady. Dlatego nasza polityka powinna stawiać sobie za cel usunięcie wszelkich obcych wojsk z terytoriów suwerennych państw. Dotyczy to również całkowitej redukcji obcych baz wojskowych, krajów spoza Europy, na terytorium Starego Kontynentu.
  4. Lewica musi otwarcie sprzeciwiać się eksploatacji krajów uboższych przez kapitał z krajów bogatszych i agresywnej polityce najbogatszych państw prowadzonej w celu narzucania reszcie świata neoliberalnego ładu gospodarczego. Stoimy na stanowisku, że ustanowienie priorytetu walki z globalnymi nierównościami ekonomicznymi stanowi główny wyznacznik lewicowej polityki zagranicznej. Lewica walczyć musi o wyrównywanie płac w Europie i na świecie i o szerokie pakiety socjalne
  5. Polska swoja przyszłość powinna wiązać z silną, zintegrowaną sfederalizowaną i socjalistyczną Unią Europejską. Nasz kraj powinien odzyskać swoją pozycję w Europie przez zacieśnianie współpracy w ramach Unii, przez inicjatywy polityczne, gospodarcze, kulturalne i społeczne wzmacniające europejską wspólnotę.

 

Wrocław, 05 stycznia 2021 r.

 

Lewicowa reforma systemu ochrony zdrowia – subito!

Wicher epidemii koronawirusa, który uderzył w Polskę kiedyś ucichnie – jak każdy wicher. Zostaniemy zaszczepieni i robić będziemy wszystko, aby „życie wróciło do normy”. Nie wróci. Epidemia, a zwłaszcza jej skutki uboczne: społeczne i gospodarcze długo jeszcze będą dawały znać o sobie. W niektórych obszarach skutki epidemii będą trwałe.

Wicher epidemii sars-cov-2, który przetacza się przez Polskę pozostawia za sobą ruiny i zgliszcza tego, co zwykło się nazywać systemem ochrony zdrowia. Czy chcemy „powrotu do normalności” w tym systemie?

Wicher sars-cov-2, nie najgroźniejszy  przecież z wirusów, zerwał zasłony, którymi przez dziesięciolecia władze usiłowały przesłonić rzeczywisty stan wszystkich podmiotów tworzących system opieki zdrowotnej w Polsce. Wszystkich: poczynając od lekarzy, przez przychodnie, szpitale, administracje wszystkich szczebli z premierem i ministrami na czele, na prezydencie i parlamencie kończąc. Okazało się, że król jest nagi, że żadnego systemu nie ma. Można było udawać w okresie prosperity, że wszystko jest w porządku, można było doraźnie „znajdować” pieniądze w budżecie na gaszenie coraz to nowych ognisk zapalnych – do czasu. Już kilka lat temu pojawiły się bardzo poważne symptomy załamywania się systemu ochrony zdrowia  w postaci niewyobrażalnie, żenująco długich okresów oczekiwania na konsultacje specjalistyczne w ramach NFZ. Na władzy, której w demokratycznych wyborach powierzono odpowiedzialność za obywateli nie zrobiło to większego wrażenia.

Dzisiaj lekarz kardiolog z jednego ze szpitali alarmuje: liczba zgonów w Polsce w ostatnich dwóch miesiącach znacznie przekracza dane statystyczne dla podobnego okresu lat ubiegłych. Różnicy wielokrotnie przewyższa liczbę zgonów na COVID-19. Dzieje się tak dlatego, że na przykład oddziały kardiologiczne szpitali odnotowują gwałtowny spadek przyjęć pacjentów z podejrzeniem zawału, w stanie przedzawałowym lub początkowym. Jeżeli nawet ktoś przechoruje zawał w domu, to, według tego lekarza, trafi do szpitala za kilka miesięcy w stanie krytycznym. Trafi, albo i nie. Ludzie chorują i umierają w domach – bez należnej im pomocy medycznej. Podobne zjawisko występuje w przypadku udaru mózgu i innych nagłych stanów chorobowych.

Pora powiedzieć wprost: stan systemu ochrony zdrowia, jaki został ukształtowany w 1999 r. na podstawie neoliberalnej tezy, że „pieniądz będzie szedł za pacjentem” załamał się całkowicie. Okazał się niewydolny już dawno, ale dopiero dzisiaj odsłonił całą swoją iluzoryczność. Jego stan w chwili obecnej nie jest tylko skutkiem nieudolności lub złej woli rządzących. Tak – złej woli, gdyż upolitycznienie epidemii, przedkładanie celów propagandowych rządzącego ugrupowania nad podstawowe problemy Polaków świadczy albo o głupocie, albo o złej woli. Przyjąć jednak należy, że suweren nie powierzył swojego losu głupcom. Przykładem tego jest słynny Tymczasowy Szpital na Stadionie Narodowym. Dlaczego nie zdecydowano się wykorzystać prawie gotowego, nowego warszawskiego szpitala miejskiego? Z paru powodów. Po pierwsze nie byłby on „Narodowy”, a to poważny minus. Po drugie do jego uruchomienia, które z założenia miało być wielkim, medialnym wydarzeniem, wielkim sukcesem rządu trzeba by było zaangażować znienawidzonego przez PiS Prezydenta Warszawy. Po trzecie wreszcie znaleziono sprytny sposób, aby przy okazji koronawirusa, z pieniędzy przeznaczonych na walkę z nim, poratować finanse spółki skarbu państwa zarządzającą stadionem. Grzechy obecnej  władzy są przeogromne i niewybaczalne, ale nie mogą one przesłonić kwestii zasadniczej: neoliberalny system ochrony zdrowia zawiódł na całej linii w najbardziej krytycznym momencie. Zapaść systemu ochrony zdrowia w Polsce jest komplementarna. Dotyczy zarówno infrastruktury, wyposażenia, kadr medycznych, gospodarki zapasami jak i zarządzania na wszystkich szczeblach. Będziemy go reperować, czy będziemy wyciągać wnioski radykalne?

Pieniądz miał iść za pacjentem – szedł, ale w ilościach daleko niewystarczających i z wątplwą efektywnością. Z całą pewnością natomiast za pieniądzem poszła spora część lekarzy – i nie ma co im się dziwić. Skoro taka była polityka władz? Skoro powszechnie panowała doktryna, że im mniej państwa w życiu publicznym tym lepiej, że wszystko co państwowe to złe, a wszystko co prywatne to dobre? Kto więc tylko mógł to zakładał, często z wykorzystywaniem państwowego sprzętu i budynków prywatne spółki, zakłady lecznicze, przejmował całe szpitale. Kto mógł, lekarze, pielęgniarki, wyjeżdżał za lepszymi zarobkami za granicę, a władza dawała mu „krzyż na drogę”. I dzisiaj mamy taką sytuację, że państwowe przychodnie pracują „zdalnie”, na telefon, ale prywatne przychodnie ogólne i specjalistyczne są dostępne. Oczywiście za słoną cenę. Mamy jakąś opiekę zdrowotną, ale tylko dla najbogatszych. Cena wizyty u specjalisty (około 20 minut) to 150 do 200 zł. A to dopiero początek. Często potrzebne są dodatkowe badania laboratoryjne, diagnostyka, a potem samo leczenie, operacyjne również. Ale ludzie nie mają wyjścia. Kogo na to stać, kto może się zadłużyć, wziąć pożyczkę u jakiegoś żurawia czy u rodziny – to się zadłuża. A do tego te prywatne usługi medyczne nie tworzą żadnego systemu – ot po prostu: przyjdź, zapłać i do widzenia.

Oczywiście można sobie wykupić dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne w firmach ubezpieczeniowych. Cena miesięcznej składki takich firm mieści się w przedziale 35 do 235 zł. Z powodów, których można się tylko domyślać, oferty ograniczone są wiekowo, maksymalnie do 70-go roku życia. Osoby starsze mogą sobie wykupić „Pakiety dla seniora” w prywatnych, sieciowych spółkach medycznych. Cena od 1200zł do 8000 zł rocznie. Jest pieniądz – jest pacjent! Żyć nie umierać!

Jak w tej sytuacji zachowa się polska lewica? Czy będzie przekonywać, że będzie robić to samo co poprzednicy, tylko lepiej, czy też ogłosi, że w imię obrony podstawowych praw obywateli gwarantowanych Konstytucją gruntownie zreformuje system opieki zdrowotnej, odrzuci system neoliberalny, przywróci pełną odpowiedzialność państwa za powszechny dostęp obywateli do usług medycznych na najwyższym poziomie? Lewicowy program reformy służby zdrowia musi być całkowity, kompletny. Obejmować powinien nie tylko organizację szpitali i przychodni, ale również kształcenie i wykorzystanie kadr medycznych, rozwój i wdrażanie nowych technologii  medycznych, relacje z sektorem prywatnym. Prywatne usługi medyczne powinny stanowić w tym systemie element pomocniczy, uzupełniający,  podporządkowany generalnym celom państwa, wśród których zdrowie obywateli jest celem najważniejszym. Sektor prywatnych usług medycznych w żaden sposób nie powinien żerować na niedostatkach systemu powszechnego. Pandemia sars-cov-2 uzmysłowiła chyba dostatecznie, jak ważne jest zdrowie obywateli i jak wielka jest odpowiedzialność za nie polityków .

Zdrowie najważniejsze

Chory jest nasz kraj. W przenośni i dosłownie.

Art. 68 Konstytucji RP stanowi:

  1. Każdy ma prawo do ochrony zdrowia.
  2. Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa.
  3. Władze publiczne są zobowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku.
  4. Władze publiczne są obowiązane do zwalczania chorób epidemicznych i zapobiegania negatywnym skutkom degradacji środowiska.

Jako obywatele mamy konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia – tyle tylko, że z prawa tego nie możemy korzystać. Państwo polskie na to nie pozwala. Prawo do ochrony zdrowia bowiem to nie prawo do wizyty za dwa (przed koronawirusem) lata u endokrynologa, lecz prawo bycia wyleczonym (ochrona zdrowia!). Niestety, również pojęcie „służby zdrowia” straciło wiele ze swojego pierwotnego etosu. Nie mamy już służby zdrowia – mamy za to biznes zdrowia, który kręci się w najlepsze, a najlepiej w MZ. Na dobrą sprawę Ministerstwo Zdrowia swoją nazwę powinno zmienić na Ministerstwo Chorób. Zajmuje się ono bowiem wyłącznie administrowaniem chorobami a nie ochroną zdrowia obywateli.

Za sprawą pandemii wirusa sars-cov2 organizacja tzw. ochrony zdrowotnej w Polsce poddana została surowemu testowi. I ten test oblała dokumentnie i z kretesem. I to nie dlatego, że krzywe infekcji i zgonów na COVID 19 niebezpiecznie rosną. Koronawirus tylko do końca obnażył iluzoryczność realizowania przez państwo jego konstytucyjnych obowiązków w zakresie ochrony zdrowia Polaków.

Liczba zgonów na COVID przeraża. Przeraża też ciemna, nieznana liczba zgonów Polaków chorujących na inne choroby, którym, z tytułu walki z epidemią odmówiono należnych im świadczeń, którym wstrzymano zabiegi operacyjne, badania. Jest bardzo prawdopodobne, że liczba tych niepotrzebnych zgonów znacznie przewyższy liczbę ofiar koronawirusa. Przerażają też sypiące się jak skalna lawina informacje o dezorganizacji tzw. służby zdrowia, o głupich przepisach wydalanych przez rząd, o nie odpowiedzialnych zachowaniach premiera i ministrów, o kręceniu lodów na epidemii na ministerialnych szczeblach.

Winni ludzie? Tak, minister Szumowski, Premier Morawiecki, Prezydent Duda, parlamentarna większość… można wymieniać długo. Ale widać jak na dłoni, że głównym winowajcą zapaści polskiej służby zdrowia, ochrony zdrowia obywateli jest SYSTEM.

Urynkawianie usług medycznych w Polsce rozpoczęło się od wczesnych lat dziewięćdziesiątych, by w 1999r. za rządów J.Buzka przybrać ustawowy charakter reformy służby zdrowia. Jej zasadą miała być równoważność sektorów prywatnego i państwowego świadczących usługi z zakresu ochrony zdrowia dla ludności i sztandarowe hasło: PIENIĄDZ BĘDZIE SZEDŁ ZA PACJENTEM!.

Bardzo szybko okazało się, że będzie odwrotnie: pieniądz kroczył i kroczy przed pacjentem! W publicznych placówkach służby zdrowia (o prywatnych nie wspominając) liczy sie tylko pieniądz. Limit świadczeń z NFZ wyczerpany – spadaj człowieku do domu i czekaj na kolejny rok. Może ci się uda. Albo wywalaj ciężką kasę na te same usługi, wykonywane często przez tych samych lekarzy, czasami też w tych samych pomieszczeniach, lecz teraz już jako skomercjalizowana, prywatne nie państwowa służba zdrowia.

Jaskrawą patologią tego systemu jest sytuacja, kiedy to, aby „dostać się” do szpitala trzeba najpierw odwiedzić prywatną przychodnię prowadzoną przez właściwego ordynatora, który w tej przychodni zatrudnia swój szpitalny personel. Ale wyjścia nie masz! Choroba to choroba, zdrowia ponad wszystko.

Za Polski Ludowej było inaczej. Cały, absolutnie cały system skoncentrowany był na pacjencie. To pacjent, nie pieniądz był punktem centralnym systemu, osią, wokół której wszystko się kręciło. Poczynając od systemu kształcenia kadr medycznych: lekarskich i pielęgniarskich. Kształcone one były na potrzeby powszechnej służby zdrowia. Liczba pacjentów na 1 lekarza spadała z 2700 w 1950 r., do 796 w 1965 i  do 466 w 1990. I na tej wartości dynamika „ulekarzowienia” społeczeństwa się zatrzymała. Obecnie wskaźnik ten wynosi 416 wobec średniej europejskiej 263 . Z tych 416 nie wszyscy jednak pracują w powszechnej służbie zdrowia – znaczna część w biznesie zdrowia, tak więc efektywna, realna liczba lekarzy na 1000 mieszkańców, świadczących usługi ze środków publicznych jest większa. Uczyniliśmy krok wstecz.

Podobnie rzecz ma się ze szpitalami. Liczb wybudowanych w okresie powojennym szpitali nie ma nawet co porównywać z tymi, powstałymi ze środków publicznych po 1990 r. Nie mówiąc już o skali. Centrum Zdrowia dziecka, Centrum Onkologii, Centrum Zdrowia Matki Polki – to przykłady nie tylko wspaniałych inwestycji, ale przemyślanej, zorientowanej na podnoszenie jakości świadczeń zdrowotnych polityki państwa. Ale okazało się, że wybudowano za dużo! Komercjalizacja notorycznie wpędzała szpitale publiczne w długi – więc je  likwidowano. Proces likwidacji szpitali  szczególnie dotknął Polskę powiatową. Nie tylko o szpitale chodzi. Niektóre obszary powszechnych, konstytucyjnych usług medycznych zostały zlikwidowane całkowicie, lub – jak na przykład stomatologia – znakomicie ograniczone. Praktycznie zlikwidowano przychodnie zakładowe i opiekę zdrowotną w szkołach wszystkich szczebli.

Przywoływanie czasów Polski Ludowej jest dzisiaj w Polsce bluźnierstwem, asumptem do oskarżeń o bezbożny komunizm, sowiecką agenturę i wszelkie niegodziwości. Ale przecież zdrowie jest najważniejsze!   Jeżeli chcemy uczynić zadość przepisom Konstytucji to wniosek z minionych 30 lat jest jeden:  gruntownie zmienić trzeba cały system ochrony zdrowia. Odrzucić należy neoliberalne, pekuniarne podejście do najważniejszej dla człowieka sprawy: zdrowia. Znowu przywrócić należy obywatelowi, pacjentowi z jego chorobami należne mu centralne miejsce w tym systemie.

Lubimy, zwłaszcza ostatnimi laty stawiać sobie szczytne zadania:  a to rechrystianizacja Europy, a to niesienie przez świat kaganka prawdziwej demokracji i wolności. Nie zbawiajmy całego świata. Postawmy sobie inny, bardziej przyziemny cel. Sprawmy, aby Polska była krajem ludzi maksymalnie zdrowych.

I to zadanie powinno być jednym ze strategicznych celów polskiej lewicy.

 

Może być tylko gorzej

Wybory Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej zakończone. Kurz opadł. Emocje nie. Prezydentem została, ponownie wybrana na druga kadencję osoba, która sama w sobie jest zaprzeczeniem wartości, przymiotów i cech, jakimi – chciałoby się – powinien charakteryzować się prezydent prawie czterdziestomilionowego państwa w sercu Europy, narodu o ambicjach i ego rozbudzonych do poziomu Czomolungmy. Prezydentem został człowiek ostentacyjnie zależny od jednej partii politycznej, bez charyzmy, bez wizji nowoczesnej Polski, wyzuty z poczucia wstydu, a nade wszystko patron i czynny współsprawca demolowania polskiego demokratycznego państwa prawnego, łamania ustaw i Konstytucji.

Andrzej Duda jest drugim polskim prezydentem powtórnie wybranym na tą godność. Pierwszym był Aleksander Kwaśniewski. Już sam fakt powtórnego wyboru narzuca porównanie tych dwóch prezydentów, porównanie, które samo w sobie jest jedną wielką ironią naszej historii, kpiną historii z nas, Polaków. To tak, jakby musieć porównywać orła do – pardon – kaczki. Ale najwybitniejszy polski Prezydent, który wprowadzał Polskę do NATO, do Unii Europejskiej, który był współtwórcą nowej, polskiej Konstytucji nie ma w kraju Izby Pamięci. A Andrzej Duda ma – w Końskich, dla upamiętnienia podpisania na peronie tamtejszego dworca kolejowego jakiejś ustawy. Nie zdziwię się, gdy za kolejne pięć lat w podręcznikach szkolnych to właśnie Duda prezentowany będzie jako największy polski prezydent od 1918 r.

No, ale cóż – stało się, choć mogło być inaczej, lepiej. Nie będzie. Co więc będzie?

Wybory Prezydenta Polski w 2020 r nie były wyborami uczciwymi. Wszyscy widzieli i wiedzieli, że sztab wyborczy Andrzej Dudy tworzył cały rząd, rządowa administracja i państwowe środki masowego przekazu (masowej propagandy i hejtu). Ministrowie straszyli wyborców konsekwencjami przegrania kandydata PiS i przekupywali ich podarkami sypanymi jak z rękawa. Podarkami płaconymi oczywiście przez wszystkich podatników. Stara, wypróbowana metoda bata i marchewki. Fakt, że mimo tego wygrana demokratycznej opozycji była w zasięgu ręki skłania do głębokich refleksji. Dzisiaj w komentarzach opozycji dominuje oczywiście tonacja, że jest wspaniale, że następnym razem się uda. Wątpię w to.

Wybory prezydenckie Anno Domini 2020 r. kładą kres politycznemu bytowi, jakim jest Platforma Obywatelska. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić jeszcze większą mobilizację sił prodemokratycznych w Polsce niż ta, która pod sztandarami tej partii miała miejsce w II turze wyborów. Przy całym szacunku dla Rafała Trzaskowskiego i jego sztabu, przy całym szacunku dla wszystkich, którzy angażowali się w jego kampanię i na niego głosowali, prawda jest taka, że oferta opozycji dla Polaków nie zyskała akceptacji większości wyborców. PO, będąca głównym motorem tej kampanii straciła moc w swoich silnikach napędowych. Oczywiście PO, lub jakieś partie powstałe po jej rozkładzie, pozostaną w parlamencie robiąc za demokratyczną paprotkę za prezydialnym stołem PiS-owskiego marszałka Sejmu, ale PO okazała się nieskuteczną i wiara w jej skuteczność maleć będzie z miesiąca na miesiąc.

Wygrana Andrzeja Dudy jest tak naprawdę wygraną Jarosława Kaczyńskiego. To on uzyskał wynik wyborów dyskontować będzie jako ostateczne poparcie społeczeństwa dla swojej misji wyrażonego w „demokratycznych” wyborach. Tak – misji, gdyż Kaczyńskim nie kieruje jakiś szczegółowy program, jakaś strategia, ale właśnie misja. Historyczna misja tworzenia nowego polskiego państwa, nowego polskiego społeczeństwa, na bazie ultrakonserwatywnych, historycznych wartości, pod prąd cywilizacyjnego i kulturowego rozwoju świata.

Kaczyński zapewne doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że najbliższe wybory parlamentarne będą ostatnią wielką kampania polityczną, którą na drodze do realizacji swojej misji przyjdzie mu poprowadzić. Dlatego wynik wyborów Dudy bezwzględnie wykorzysta on do uzyskania jak najlepszego wyniku swojej formacji w wyborach parlamentarnych za trzy lata. Dzisiaj ma wszystkie karty w ręku. Zagrozić mu może tylko i wyłącznie jakiś wielki krach gospodarczy, gwałtowne obniżenie poziomu życia. Ale i na taką okoliczność Kaczyński jest przygotowany. Wszak poprawka do ustawy o Wojskach Obrony Terytorialnej zakazująca użycia tej formacji przeciwko „wrogowi wewnętrznemu” została przez PiS odrzucona. Pardonu nie będzie. Zwiastunem jest zapowiedź wypowiedzenia przez Polskę (Kaczyńskiego) Konwencji Stambulskiej. Bandytyzm prawny rozszaleje się na dobre. Wczorajszy przykład z sejmowej Sali, kiedy to wiceminister proponuje przyjęcie ustawy zwalniającej z odpowiedzialności decydentów, którzy bez prawnej podstawy wydali 70 milionów złotych jest najlepszym przykładem nowych standardów gospodarowania pieniędzmi publicznymi. Nawet, jeśli zdarzy ci się, mówi PiS,  premierze, ministrze wyrzucić w błoto kilkadziesiąt, kilkaset milionów złotych – nie martw się. Przyjmiemy odpowiednią ustawę i po krzyku. W końcu to my – PiS – jesteśmy Prawem i Sprawiedliwością w jednym! Nowy, lepszy PiS-owski standard.

Ale nie tylko. Kaczyński już bez kamuflaży, wprost, odmawia prawa bycia Polakiem myślącym inaczej niż on. Dawno, dawno temu popularne było zawołanie: „Kto nie z Mieciem tego zmieciem”. Dzisiaj, po wypowiedzi Kaczyńskiego dla Polskiego Radia można je parafrazować na „Kto nie z Kaczorem tego toporem” lub „Kto nie z PiS ten na zwis”. Wypowiedzią tą Kaczyński przypieczętował i podniósł do rangi oficjalnej doktryny rządzących rozłupanie polskiego społeczeństwa na, jak to często w publicystyce się nazywa, dwa plemiona: to lepsze, popierające PiS i to gorsze, niepodzielające jego celów, niezasługujące na miano bycia polskim. Od tego zdania wypowiedzianego przez dyktatora wieje grozą. Jakim to impulsem, natchnieniem będzie ono dla „starej gwardii” PiS a jakim dla neofitów, których z pewnością nie zabraknie, w ich codziennej, mozolnej pracy? Tym bardziej, że wódz zapowiada trudną drogę. Walka zaostrza się w miarę postępów w budowie nowej Polski – zdaje się mówić  Kaczyński.

Nagminne łamanie przez Prezydenta Dudę Konstytucji, przekręty osób sprawujących władzę i ich rodzin na setki milionów złotych, powszechny nepotyzm i uzależnienie awansu od poparcia PiS, niszczenie wymiaru sprawiedliwości, ośmieszanie Polski na międzynarodowej arenie – to tylko niektóre obszary kardynalnych przewin PiS. W normalnym, demokratycznym państwie jeden taki casus byłby wystarczający dla upadku rządu, dla nowych wyborów. W Polsce afery PiS nie robią najmniejszego wrażenia na jego elektoracie, zdają się wręcz umacniać tą formację.

Dwa polskie plemiona: lepszy i gorszy sort dawno utraciły możliwość rozmowy, dialogu. Unik Andrzeja Dudy przed dialogiem z kontrkandydatem Trzaskowskim urasta do symbolu tego, jak bardzo rozmijają się języki tych plemion, jak daleko jest do poważnej, wspólnej debaty. Na marginesie: Okrągły Stół, ten jakże brutalnie sponiewierany przez prawicę, jest na tym tle niedoścignionym wzorem polskiej kultury politycznej. Niestety, nie tylko o język chodzi. Wszyscy mamy przed oczami dwie, niemal jednoczesne migawki telewizyjne. Na jednej z nich Przewodniczący Rady Europejskiej i Przewodnicząca Komisji Europejskiej jako wielki sukces zakończonego szczytu budżetowego ogłaszają powiązanie wydatków budżetowych z przestrzeganiem praworządności w krajach członkowskich, a na drugiej premier Morawiecki i premier Orban ogłaszają, że żadnych takich ustaleń nie podjęto. To oczywiście nie jest ani błąd Morawieckiego, ani jego niezrozumienie podpisanych dokumentów. Od sześciu lat PiS prowadzi bardzo konsekwentną politykę propagandową, żywcem skopiowaną z polityki amerykańskiej stacji Fox News.  Dwie główne zasady tej polityki to: po pierwsze, niezależnie od medium i niezależnie od pytania, zawsze mów do PiS-owskiego elektoratu, a po drugie: zawsze mów to, co ten elektorat chce lub co powinien usłyszeć. Lata żelaznej konsekwencji w realizacji tych zasad przez prawicowych polityków wszystkich szczebli wsparte wierną służbą Polskiego Radia i Telewizji Polskiej oraz olbrzymią prawicową machiną propagandową z Radiem Maryja na czele sprawiły, że wspomniane dwa plemiona polskie nie tylko nie mają wspólnego języka, ale żyją w dwóch różnych światach. Różnych i nieprzystających do siebie, a wręcz wzajemnie się wykluczających. Wirtualny świat, jakim PiS otoczył swoich wyznawców jest wprawdzie oparty na kłamstwach, półprawdach, na szczuciu i odczłowieczaniu przeciwników politycznych, na medialnych manipulacjach, ale będzie bardzo trudny do skruszenia, zwłaszcza po zapowiadanym triumfie PiS nad niezależnymi od Nowogrodzkiej mediami.

Wygranie wyborów prezydenckich dostarczyło obozowi prawicy dodatkowych argumentów i narzędzi do rozmontowywania Unii Europejskiej, czyli do realizacji jednego z ważniejszych strategicznych celów misji Kaczyńskiego. Powszechnie dzisiaj sypią się ze strony polskiej opozycji narzekania pod adresem UE, że ta, w trakcie niedawnego szczytu budżetowego nieskutecznie broniła praworządności w Polsce. Lider polskiej lewicy nazwał nawet osiągnięte w Brukseli porozumienie „zgniłym kompromisem”. To bardzo niewyważona i błędna opinia. Unia dla praworządności w Polsce zrobiła więcej niż sami Polacy dla siebie. Jestem przekonany, że wynik szczytu budżetowego byłby inny, gdyby w Polsce prezydentem został Rafał Trzaskowski. Unia potrzebowała choćby szansy na to, że w Polsce możliwy jest z prawdziwego zdarzenia partner do budowy wspólnoty. Wybór Andrzeja Dudy przekreślił tą szansę, umocnił antyunijną politykę Stanów Zjednoczonych.

Znów wracamy do leninowskiego pytania: „Co robić?” Jak powinien zachować się człowiek, który nigdy nie da się skusić do poparcia PiS, a który nie wyjedzie za granicę ani nie uda się na wewnętrzną emigrację? PO nie stworzyła i prawdopodobnie nie wydali już z siebie żadnej realnej, wiarygodnej alternatywy dla dyktatorskich rządów PiS. Utraciła wiarę niepisowskich wyborców w swoją skuteczność a jej liderzy zszarzeli, spowszednieli, zgrali się.  To otwiera pole wzmożonej aktywności dla szeregu innych opcji politycznych, w tym i lewicy. Pierwszym odruchem przegranych są póki co umizgi do elektoratu PiS. To oczywiście prawda, że tych wyborców nie można nazywać „biomasą”, „stadem baranów” itp. To niedopuszczalne i karygodne. Ale też nie można, jak to uczynił jeden z lewicowych liderów jednym niemal tchem bronić elektoratu PiS i jednocześnie wyzywać elektorat PO od „głupawych wyznawców”. Chciałoby się, aby odpowiedzialność w polityce znaczyła odpowiedzialność.

Oczywiście istotnym dla rozwoju sytuacji w Polsce będzie to, czy uda się utworzyć ponadpartyjny blok obrony demokracji, skupiający partie i ruchy polityczne jednoznacznie stojące na gruncie Konstytucji, wolności obywatelskich i prawa.  Szczególna jednak będzie pozycja i postawa polskiej lewicy. Wybory prezydenckie są dla lewicy największą porażką ze wszystkich dotychczasowych. Nie tylko dlatego, że Robert Biedroń nie dorównał wynikiem Magdalenie Ogórek. Program wyborczy Biedronia szybko zwekslowany został przez media jako program wąski kulturowo, którego osią są sprawy obyczajowe. Lewica nie przebiła się ze swoją alternatywą, ze swoją społeczną i państwowo-twórczą misją, a przecież to było głównym powodem startu kandydata lewicy w tych wyborach. Wynik lewicy to również poważny cios w nową formę jej funkcjonowania, od roku usilnie propagowaną przez kierownictwo SLD. Przypomnę, że zakłada ono tworzenie nowej partii typu komitetowego, czyli takiego, gdzie na co dzień działają tylko krajowy i regionalne komitety zajmujące się przygotowaniem kolejnych wyborów (reelekcji) dotychczasowego partyjnego establishmentu na wzór Stanów Zjednoczonych. A członkowie? Partia ma mieć tyle członków ile uzyskanych głosów w wyborach powszechnych. Przy takim ujęciu sprawy zjazd w ciągu roku z 12%  do niespełna 3%  wyborczego poparcia stawia poważne znaki zapytania nad tą koncepcją organizacyjną.

Ale ważniejsza jest kwestia merytorycznej odpowiedzi lewicy na wynik wyborów prezydenckich. Spektakularnej porażce lewicy towarzyszyło równie spektakularne umocnienie się Zjednoczonej Prawicy i ekstremalnie antylewicowej, nacjonalistycznej formacji Konfederacja Wolność i Niepodległość. Jak w tej sytuacji powinien zachować się Sojusz Lewicy Demokratycznej, parlamentarny klub Lewica? Są trzy możliwości. Pierwsza to uznanie, że „rodacy – nic się nie stało” i kontynuowanie dotychczasowej działalności – byle do kolejnych wyborów, jakoś to będzie. Druga, bardzo myślę kusząca dla niektórych droga, to próba zastąpienia na scenie politycznej Platformy Obywatelskiej, choćby przez głoszenie: my będziemy robić wprawdzie to samo, ale lepiej, bardziej demokratycznie i socjalnie. Wreszcie trzecia droga, to rozpoczęcie poważnych prac nad lewicową alternatywą dla Polski. Jakościową i oryginalną alternatywą, będącą odpowiedzią polskiej lewicy na wyzwania XXI wieku, a nie kopią bądź makijażem dotychczasowych programów lub programów innych partii. To oczywiście najtrudniejsza droga. Już dzisiaj zapowiadana jest przez kierownictwo SLD listopadowy Kongres Polskiej Lewicy, którego efektem ma być taki program.  Trzy miesiące, w tym sezon wakacyjny, to moim zdaniem zdecydowanie za mało, aby taki odpowiedzialny program przygotować. Posłużę się jednym przykładem. Co zrobić z tak zwaną służbą zdrowia? Piszę „tak zwaną”, gdyż od dawna nie jest to „służba” a biznes zdrowia. Koncepcja, że pieniądze będą szły za pacjentem i komercjalizacja usług zdrowotnych skompromitowała się, przyczyniła się do zapaści opieki zdrowotnej, do osłabienia dostępu do lekarzy, leków i procedur medycznych dla większości Polaków. Jak ten problem rozwiązać systemowo? Czy lewica zaproponuje odwrócenie zwrotów w kierunkach polityki zdrowotnej stawiając zdrowie Polaków jako cel główny i jemu podporządkowując gospodarkę, edukację i politykę? To tylko jedno z zagadnień.

Lewicowa alternatywa jednoznacznie powinna określić rolę i zadania państwa – nawet, gdyby wiązało się to z potrzebą zmiany Konstytucji. Nie da się jednak moim zdaniem stworzyć wiarygodnej dla lewicowo zorientowanej części polskiego społeczeństwa alternatywy eksponując wstyd i niechęć do słowa socjalizm, bez sięgnięcia do niezbywalnych osiągnięć realnego socjalizmu właśnie w ochronie zdrowia, edukacji czy kulturze. Żeby nie było wątpliwości – nie proponuję restytucji minionego ustroju. Jestem jednak przekonany, że z minionego okresu można wyciągnąć wiele dobrych, praktycznych wniosków i wskazówek realizując cel: państwo dla obywatela, a nie na odwrót.

Chciałbym bardzo, aby zapowiadany, wielotysięczny ponoć Kongres Lewicy zakończył się przyjęciem nowej, lewicowej alternatywy dla Polski, nowej, odważnej, oryginalnej, postępowej myśli, zdolnej porwać młodzież, wskazać jej lepszą przyszłość. Jeżeli tak się nie stanie, jeżeli kongres się odbędzie i zakończy się jak zawsze, w sposób niezauważalny dla Polaków, to będzie tylko gorzej.

 

Komentarz na gorąco

Na gorąco – a więc bez aspiracji do szczegółowych analiz i głębszych przemyśleń.

Jarosław Kaczyński będzie Prezydentem i Premierem Polski przez następne 5 lat. Reelekcja Andrzeja Dudy rozstrzygnęła spór „w rodzinie”, umocniła prawicę i wszystkie ruch prawicowe w Polsce. Liczyć się należy ze wzrostem agresji ze strony skrajnych, prawicowych nacjonalistów i wzrostem poparcia dla nich.

To Polsce wróży bardzo źle. Nieskrywany przez A. Dudę triumfalizm jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników zwiastuje długą, czarną noc dla Polski. Kaczyński bezwzględnie wykorzysta wynik wyborów do, jak kto woli, dokończenia rewolucji czy dorżnięcia watahy. Wykorzysta to w polityce wewnętrznej jak i zewnętrznej – realizując amerykańską strategię osłabienia Unii Europejskiej.

Już Minister Sprawiedliwości zapowiedział akcję „repolonizacji” mediów. Oczywiście chodzi o to, aby media partyjne w postaci TVP czy PR pozbawić konkurencji, tak, by kolejne wybory mogły dla zjednoczonej prawicy przebiegać bez niepotrzebnych stresów i zagrożeń dla interesów prawicowych polityków.

Ale na mediach się nie skończy. Nie ulega dla nikogo prawie wątpliwości, że wynik wyborów prezydenckich w znacznej części jest efektem kłamstw, oszczerstw publikowanych przez media rządowe, oraz efektem rozrzucania niemal z samolotów kiełbasy wyborczej w różnej, dowolnej postaci przez przedstawicieli rządu z premierem na czele. Wszystkim obiecać wszystko! Byle bezczelnie, byle z hukiem. Ale ekonomii nie da się tak naginać i łamać jak przepisów Konstytucji czy innych ustaw. Z tych, czasami kabaretowych obietnic trzeba będzie prędzej czy później jakoś wyjść. Na gruncie ekonomicznym będzie to bardzo trudne, a właściwie niemożliwe. Pozostanie sprawdzona przez Kaczyńskiego metoda: kreowania wroga, z którym walka po części usprawiedliwi nierealizowanie obietnic, a po części odwróci uwagę społeczeństwa i zniechęci do zadawania głupich pytań. Kwestią jest tylko, czy będzie to jakaś nowa kategoria „wroga narodu” czy też powrót do którejś starej (Niemcy, Żydzi, komuniści, Unia Europejska…).

Wybory potwierdziły też i umocniły dramatyczny podział Polski i Polaków – podział nie do zasypania w perspektywie dwóch pokoleń. Pytań w związku z tym ciśnie się co niemiara, a wśród nich i pytanie o znaczenie tych wyborów dla polskiej lewicy. Oddanie głosu na liberała Trzaskowskiego w drugiej turze było, przynajmniej w  moim przypadku, aktem świadomym zgodnie z zasadą „wróg twojego wroga…”. Ale w żaden sposób nie rozwiązuje to pytania o dzień jutrzejszy. Nie ulega wątpliwości, że dla prawicowych nacjonalistów pudrujących się lewicowymi hasłami programowymi największym wrogiem zawsze była i będzie lewica postępowa, otwarta  na świat, internacjonalistyczna. Przed polską lewicą trudne czasy .

Polska lewica w wyborach prezydenckich praktycznie nie zaistniała. Kampania Roberta Biedronia nie porwała mas, a nazywając rzecz po imieniu: społeczeństwo odrzuciło tą ofertę. Nie dziwię się. Oznacza to to, że lewica rzetelnie powinna przeanalizować swoją misję w polskim społeczeństwie. Przed nami, mam nadzieję, poważne debaty i decyzje. Zwrócę uwagę na jeden tylko charakterystyczny rys minionej kampanii prezydenckiej. O wyborze Dudy zadecydowała najniżej wykształcona część społeczeństwa. Ci lepiej wykształceni głosowali zwykle na jego konkurenta. Wybory pokazały, że znaczna część społeczeństwa woli być „rządzona” niż „rządzić”, woli otrzymywać prezenty i obietnice niż ponosić współodpowiedzialność, nawet za cenę przyzwolenia na ordynarne przekręty i  nadużycia władzy. Stąd wniosek oczywisty: jednym z kanonów programowej oferty lewicy powinna być zupełnie inna, nowa oferta edukacyjna. Nowa, chociaż w swoich pryncypiach nawiązująca do sprawdzonych historycznie kanonów, podstaw systemu edukacji Polski Ludowej. Przypomnieć więc należy, że system ten opierał się z jednej strony na dążeniu do awansu społecznego drogą zdobywania kolejnych poziomów wykształcenia, a z drugiej na zapewnieniu przez państwo darmowej edukacji na najwyższym możliwym poziomie na wszystkich szczeblach. Cel „awans społeczny” był powszechnym celem indywidualnym, celem rodzin i celem państwa. A więc parafrazując klasyka: „Edukacja, głupcze! Edukacja!”

To tylko jeden z tematów. W kolejce szereg innych, jak na przykład opieka zdrowotna i obowiązki państwa a w tym zakresie.
Potrzeba lewicy determinacji, wytrwałości i przede wszystkim odwagi w myśleniu.

P.S.

Moim wnukom, by wiedzieli, że w tych historycznych dla Polski wyborach ich dziadek głosował tak: