O programie Nowej Lewicy słów kilka

Wybory parlamentarne zbliżają się szybkimi krokami, a mogą jeszcze przyspieszyć, gdy ziszczą się przepowiednie o skróceniu kadencji obecnego Sejmu. Wybory te będą szczególnie szczególne: od ich wyniku zależy dosłownie przyszłość Polski. Jeżeli PiS z przybudówkami utrzyma władzę, to czerń chmur, które już wiszą nad naszym krajem jeszcze bardziej się pogłębi, a ich gęstość zwiększy.

Partie opozycyjne postawione zostały przez PiS w bardzo trudnym położeniu. Kaczyński dokonał bowiem spektakularnego manewru okrążając prawicowe partie demokratyczne z prawej, a lewicowe z lewej flanki. W wyborach parlamentarnych opozycji wypadnie więc niejako grać na stadionie urządzonym przez PiS, według pisowskich zasad, kontrolowanych przez pisowskich sędziów i przed publicznością, która dzięki potężnej machinie propagandowej PiS jest doskonale impregnowana na jej hasła i argumenty. Czy to starcie można wygrać? W swojej kampanii PiSowi nie udało się, póki co zagospodarować dwóch przestrzeni, powiązanych zresztą ze sobą: kwestii Unii Europejskiej i kwestii wolności człowieka. Póki co, gdyż nie polegałbym zbytnio na sondażach mówiących o 80% poparciu Polaków dla Unii Europejskiej. Brak mi wyników sondażu o poparciu Polaków dla wizji UE nakreślonej przez Morawieckiego w jego słynnym wystąpieniu przed Parlamentem Europejskim. Oczywiście opozycja ma szanse pod warunkiem wymuszenia własnych reguł choćby przez wystawienia jednej, wspólnej listy. Ale czy to jest realne? Na dzień dzisiejszy liderzy opozycyjni starają się bardziej niż o porozumienie w tej sprawie zabiegać o wydarcie jak największe części elektoratu innych, opozycyjnych ugrupowań. Czas pokaże, czy zdążą się opamiętać.

Ale i na scenie opozycyjnej wiele się dzieje. Otóż z połączenia SLD, partii o zdecydowanie socjalistycznym, a nawet komunistycznym rodowodzie z partyjką „Wiosna” – bez rodowodu i będącą bardziej postępowym ruchem społecznym niż partią polityczną powstała nowa partia: Nowa Lewica.

Pojawienie się NL w miejsce SLD jest niewątpliwie wydarzeniem ważnym, zasługującym na szczególną uwagę. Ważnym dlatego, że w ostatnich dekadach pojęcie lewicowości znacznie się rozmyło i dlatego od Nowej(!) Lewicy spodziewano się odpowiedzi na pytanie: co dzisiaj znaczy pojęcie „lewica”, jak to pojęcie rozumieją liderzy największego lewicowego ugrupowania. Z tego względu z zainteresowaniem oczekiwano zapowiadanego Programu Nowej Lewicy, który, jak przystało, powinien przyjąć jej Kongres Założycielski. I tutaj pierwsze rozczarowanie: Kongres, który odbył się 9 października b.r. nie przyjął żadnej uchwały programowej. Nie przyjął również żadnej deklaracji ideowo- programowej, którą pozycjonowałby się na polskiej scenie politycznej. Rozczarowanie tym większe, że czasu było aż nadto, kongres był przecież kilkakrotnie przesuwany. Delegaci wyjechali z wręczoną im broszurką „Przyszłość jest teraz. Priorytety programowe Nowej Lewicy. Materiał do dyskusji”. Programu więc nie ma, nie ma więc podstawowego dokumentu, który odpowiadać powinien na pytanie po co Nowa Lewica weszła na scenę polityczną.

Programu nie ma, ale są „Priorytety”, więc one muszą wystarczyć za podstawę do analizy nowego bytu politycznego. Analizowanie i komentowanie tego dokumentu jest jednak rzeczą niezwykle trudną. Na 58 stronach, w pięciu rozdziałach: „Współpraca”, „Nowy zielony ład”, „Równość i szacunek”, „Odważna Europa” i „Troskliwe państwo” zawarto w sumie 437 priorytetów (postulatów, obietnic, deklaracji), z których część się powtarza, a część jest płaska jak naleśnik po przepuszczeniu przez walcarkę. Jak na priorytety przystało nie mają one określonego ani czasowego zakresu realizacji ani orientacyjnych kosztów i źródeł finansowania. Tym nie mniej ich lektura skłania do wielu refleksji i wniosków.

Sprawa podstawowa: czy z tych „Priorytetów” wyłania się postępowa partia lewicowa, która chce zmieniać Polskę, tworzyć nową, sprawiedliwą rzeczywistość, czy też partia, której ambicje ograniczają się do modyfikowani, lukrowania rzeczywistości kształtowanej do niedawna przez neoliberałów a obecnie przez nacjonalistyczno-faszyzujących populistów. Jeżeli owe „Priorytety” mają czemuś, jakiemuś strategicznemu celowi służyć, to cel ten zdefiniować należałoby po uproszczonej choćby analizie obecnej sytuacji społeczno-ekonomicznej, po wskazaniu największy zagrożeń jakie nad ludzkość nadciągają do których zaliczyć należy w pierwszym rzędzie katastrofę klimatyczną, ale również galopującą, spowodowaną kapitalistyczna gospodarką degradację ekosystemu Ziemi, niekontrolowanymi ingerencjami techniki cyfrowej w życie człowieka, narastającą presję migracyjną i gwałtownie postępujące rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństw. Konsekwencje tych zagrożeń dla człowieka będą ogromne i obowiązkiem współczesnej lewicy jest nie tylko ich dokładna analiza, ale i prezentacja swojej drogi ku przyszłości.

Oczywiście nie każdy ruch lewicowy powinien przyjąć klasową teorię społeczeństwa za podstawę swojej lewicowości. Ale każdy ruch lewicowy powinien stosować analizę klasową do opisu stanu społeczeństwa – tym bardziej w burzliwych społecznie i ekonomicznie czasach. Próżno w dokumencie Nowej Lewicy znaleźć choćby ślady takiej analizy polskiego społeczeństwa. Chociaż sorry – jest taki ślad! Otóż na stronie 22 znajdujemy termin „zielone społeczeństwo klasy średniej”. Ale żarty na bok. Nowa Lewica swoje „Priorytety” nakreśliła bez uprzedniej analizy polskich klas społecznych i tym bardziej bez analizy przemian, które w nich zachodzą i wyzwań, jakie przed nimi stają. Nie dzieje się to – tak mniemam – przypadkowo. Materiał nie odpowiada na jedno z zasadniczych dla każdej partii pytań: kogo, jaką część społeczeństwa zamierza ona reprezentować. Koncert życzeń według zasady „dla każdego coś miłego”, za jaki uznać można zestaw „priorytetów” pokazuje, że Nowa Lewica chce być partią wszystkich Polaków. Żeby nie wyszło na to, że „wszystkich” znaczy „nikogo”.

Jest rzeczą zupełnie niezrozumiałą dlaczego nie znalazł się w dokumencie osobny rozdział poświęcony gospodarce i finansowym, dlaczego wśród 437 priorytetów programowych Nowej Lewicy nie znalazły się te, które odnoszą się do gospodarki czy systemu finansowego. Nic nie dowiemy się o postulatach NL w sprawie regulacyjnych funkcji państwa, podporządkowania gospodarki zaspokajaniu potrzeb obywateli, kwestii akcjonariatu pracowniczego czy rozwoju ruchu spółdzielczego. Chociaż spółdzielnie raz są wspominane jako „ekologiczne kooperatywy rolników”. Dlaczego tylko rolników i dlaczego tylko ekologiczne? Bark postulatów w zakresie gospodarki i finansów państwa wyraźnie wskazuje na to, że Nowa Lewica tym obszarem zajmować się nie zamierza. A więc czym? Jest to chyba pierwszy w historii przypadek, kiedy nowa partia polityczna, predestynująca do miana lewicowej, w swoim inauguracyjnym dokumencie o charakterze programowym szerokim łukiem omija kwestie ekonomii, gospodarki, finansów.

Bardzo niepokojący jest w świetle powyższego zestaw postulatów odnośnie do związków zawodowych. Po NOWEJ lewicy można było spodziewać się wyraźnego celu: zapewnienia opieki związkowej wszystkim pracownikom, zwłaszcza w małych, prywatnych zakładach i wzmocnienie pozycji związków zawodowych w sporach z pracodawcami. Tymczasem mamy tylko „zachęty do rozwiązywania sporów” kierowane jednym tchem do pracowników i do pracodawców.

Kolejny problem – kwestia katastrofy klimatycznej. Punktem wyjścia dla formułowania priorytetów programowych lewicy powinna być odpowiedź na zasadnicze pytanie: czy chcemy tylko usprawniać proponowane przez neoliberałów mechanizmy rynkowe nakierowane czy to na obniżenie poziomu emisji gazów cieplarnianych czy temperatury, czy też, z racji tego, że chodzi o być albo nie być człowieka na Ziemi, postulować mechanizmy skuteczne. Wszak większość prób urynkowienia ochrony przyrody przyniosła dotychczas marne rezultaty. W tej kardynalnej sprawie NL się nie wypowiada, a w szczegółowych deklaracjach wyraźnie zajmuje stanowisko „usprawniające”, lokując się w mainstreamie neoliberalnym.

Już analiza tych choćby programów uzasadnia tezę, że być może Nowa Lewica jest partią lewicową, ale jej lewicowość jest bardzo rozmyta i w dodatku jakoś tak prawoskrętną.

Prócz tych generaliów na kilka spraw warto dodatkowo zwrócić uwagę.  I tak, w zupełnie dobrze opracowanym rozdziale „Odważna Europa” chociaż wiele się w nim mówi o współpracy z Ukrainą (kuriozalne: „służenie naszym ukraińskim partnerom pomocą, zawsze gdy będą tego oczekiwać”) czy z białoruską opozycją demokratyczną, nie znalazł się ani jeden priorytet współpracy z lewicowymi partiami europejskimi oraz z Grupą Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim w celu wspólnego budowania sprawiedliwszej społecznie Europy. Zupełnie niezrozumiałe jest również, dlaczego w tym rozdziale znalazły się fundamentalne dla Polski kwestie niezależności sądownictwa i praworządności.

Niestety, wśród priorytetów NL nie znalazł się generalny priorytet rozwoju samorządności jako podstawy państwa demokratycznego, a więc postulaty rozwoju samorządności gospodarczej, zawodowej, artystycznej itp. Natomiast w dobrze na ogół opracowanym podrozdziale „Dobry i obywatelski samorząd terytorialny” zdecydowanie spłycono problem budownictwa komunalnego. Budownictwo komunalne powinno być przedmiotem rządowo-samorządowego programu, a samorządy powinny zostać zobowiązane do sporządzenia i wdrażania własnej polityki mieszkaniowej.

Fatalnie „Priorytety” prezentują NL w kwestiach realizacji przez państwo konstytucyjnego zadania zapewnienia obywatelom opieki zdrowotnej. Stwierdzając, że (mimo ciągłego wzrostu nakładów na służbę zdrowia. J.U.) „system jest coraz mniej wydajny” Nowa Lewica za najważniejszy priorytet uznaje pompowanie w ten niewydajny system kolejnych, wielkich pieniędzy. Razi brak postulatu, aby z publicznej służby zdrowia uczynić główne narzędzie państwa realizacji swojego konstytucyjnego obowiązku w tym zakresie. Dlaczego postuluje się, aby absolwenci uczelni medycznych mieli obowiązek czasowej pracy w Polsce a nie w publicznej służbie zdrowia? Itp., itd. W tym jakże wrażliwym społecznie obszarze Nowa Lewica konserwuje neoliberalny, skompromitowany, nieskuteczny system urynkowienia opieki zdrowotnej.

Nie sposób odnieść się do wszystkiej, prawie pół setki postulatów i obietnic. Tym bardziej, że zupełnie dobre i słuszne pomieszane są w nim z miałkimi i kontrowersyjnymi. Nie zdziwiłbym się, gdyby w publicznej debacie wyszło na to, że Nowa Lewica przebić zamierza swymi priorytetami PiS w populizmie. Czy z tego powstanie program Nowej Lewicy? Jakiś pewnie w końcu powstanie, ale czy wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom lewicowego elektoratu? I nie znosi się na to, aby program Nowej Lewicy opracowany na podstawie tych priorytetów był jakimś programem strategicznym, żeby stanowił zapowiedź nowej jakości dla Polski w obliczu nowych, bardzo trudnych wyzwań. Odnieść można wrażenie, że podporządkowany on będzie bieżącym potrzebom kampanii wyborczej, a ze swoimi 437 priorytetami NL pozostaje na scenie politycznej urządzonej już przez PiS.

Członkostwo na włosku

Struktury Nowej Lewicy przystąpiły do tworzenia statutowej frakcji wewnątrz tej partii – frakcji SLD. Moje ewentualne członkostwo w partii Nowa Lewica zawisło na cienkim włosku z trzech zasadniczych powodów.

Po pierwsze nie zamierzam być członkiem partii konserwatywnej, która nazywa się lewicową, a która odwracającej się od zagrożeń jakie dla ludzi pracy i człowieka niesie dzień dzisiejszy i jutrzejszy, partii stroniącej od dyskusji o swoich celach strategicznych i zadaniach lewicy w XXI wieku.

Sojusz Lewicy Demokratycznej okopał się na pozycjach konserwatywnych, zachowawczych i niezłomnie na nich trwa. Wyzbył się ambicji kreowania przyszłości, samoograniczył się do adaptowania się do rzeczywistości dnia dzisiejszego, kreowanej do niedawna przez polityków neoliberalnych a obecnie prawicowo – nacjonalistycznych. SLD chce uchodzić za lewicę, chociaż pojęcie lewicowości w XXI wieku wymaga głębokiej refleksji. SLD uznał politykę historyczną za jeden z filarów swojego programu. Ale jego podejście do historii lewicy jest bardzo płaskie i wybiórcze. Uciekła gdzieś konstatacja, że społeczna pozycja lewicy w Polsce swoje korzenie i siłę ma w organizacjach głęboko ideowych, organizacjach, które właśnie młodym ludziom w Polsce przedwojennej oraz po II wojnie światowej odważnie kreśliły alternatywy społeczne, kulturowe i gospodarcze. Tak, lewica to śmiałe idee, to utopie dnia dzisiejszego, które jutro stają się rzeczywistością, lewica to młodość. Wyzwania, przed jakimi stoją dzisiaj społeczeństwa są inne niż wyzwania wieku XIX i XX. Tymi wyzwaniami to mająca już miejsce katastrofa klimatyczna, to rewolucja w relacjach człowiek – praca spowodowana niespotykanym postępem technologicznym, a zwłaszcza triumfalnym pochodem Sztucznej Inteligencji niosącym realne zagrożenie dehumanizacji istoty ludzkiej, to niebywałe osiągnięcia genetyki, to narastająca, nie do powstrzymania presja migracyjna na linii Południe – Północ, która zmiecie dotychczasowe systemy społeczne. Na to wszystko nakłada się gwałtownie postępujące rozwarstwienie ekonomiczne ludzkości. Według Global Wealth Report 2015, połowa aktywów z całego świata była (2015) pod kontrolą najbogatszego 1% globalnej populacji, podczas gdy „niższa połowa globalnej populacji posiada łącznie mniej niż 1% globalnego bogactwa”. Postęp technologiczny jest w rękach członków około 2000 rodzin miliarderów. I oni będą największymi beneficjantami tego postępu. Jeśli nowoczesna lewica nie wkroczy do akcji większość ludzkości sprowadzona zostanie do roli pospólstwa. Te perspektywy są jak najbardziej realne. O nich, o pauperyzacji klasy średniej, o wypieraniu z przestrzeni publicznej takich wartości jak wiedza, wykształcenie, kompetencje, zasady racjonalnego rozumowania i argumentowania o niebezpieczeństwach jakie dla zwykłego człowieka niesie żywioł cyfryzacji, o niemożności kontynuowania neoliberalnej polityki stałego wzrostu gospodarczego dyskutuje cały postępowy świat..

Co wobec tych wyzwań oznacza pojęcie LEWICA? Lewica, przypomnę jako ruch społeczno-polityczny zwrócony ku przyszłości, immanentnie związany z tym, co kojarzy się nowoczesnością i postępem społecznym, ze społeczną sprawiedliwością, z zasadą równych szans z bezpieczeństwem socjalnym. Tymczasem SLD dał sobie narzucić lewicowość zawężoną do obrony praw LGBT uciekając przed odpowiedzią na nowe wyzwania cywilizacyjne i zastąpił lewicową ideowość doraźnym pragmatyzmem. Pragmatyzm przyniósł SLD dwa połowiczne sukcesy: 5 eurodeputowanych w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego i 49 posłów oraz 3 senatorów w minionych wyborach parlamentarnych. Ale trzech byłych premierów nie „pociągnie” już SLD w kolejnych wyborach do PE, a tercet Biedroń, Czarzasty, Zandberg, jeżeli w ogóle stanie na scenie za cztery lata, to pozbawiony będzie nimbu nowości, nadziei. Poparcie społeczne, jakie lewica zdibyła w wyborach do parlamentu był niewątpliwym sukcesem – niestety roztrwonionym w zastraszającym tempie w ciągu niespełna dwóch lat. Nic dziwnego. Jednego dnia w trakcie kampanii wyborczej Włodzimierz Czarzasty grzmi: „Lewica to socjal i demokracja! Socjal i demokracja, czyli socjaldemokracja!” a następnego dnia, na innym spotkaniu odpowiada mu Adrian Zandberg: „Socjal i demokracja to za mało!” Włodzimierz Czarzasty konsekwentnie trzyma się XX-wiecznych kanonów socjaldemokracji, która w Europie przeżywa obecnie głęboki kryzys wespół z neoliberalną doktryna społeczno – gospodarczą, której wiernie służyła. SLD w swoim konserwatyzmie wspiera bankrutujący na oczach wszystkich neoliberalizm, pomimo tego, że okazał się on absolutnie niezdolny do rozwiązywania globalnych problemów gospodarczych i społecznych jakie sam generuje.

Po drugie nie mogę być członkiem partii, z której formułą działania i statutem się nie zgadzam.

Poprzedniczki Nowej Lewicy: SdRP i SLD reprezentowały klasyczny, europejski model partii socjalistycznych lub socjaldemokratycznych, to jest partii, której podstawową komórką organizacyjną było koło terenowe. Idea tego rozwiązania jest prosta: partia żyje codziennym życiem obywateli na wszystkich szczeblach, w tym na tym dla nich najważniejszym – najniższym. Wprawdzie Konwencja SLD z grudnia 2019 r. złagodziła nieco propozycje kierownictwa krajowego w kwestiach struktury i kompetencji poszczególnych szczebli, ale istotne są intencje kierownictwa – główny kierunek został utrzymany. Choć udało się uchronić koła terenowe przed proponowaną ich kasacją, to jednak ich kompetencje ograniczone zostały do zajmowania stanowisk w sprawach partyjnych. Organy przedstawicielskie partii (rady) ograniczono do szczebla krajowego i wojewódzkiego. W powiatach rady mogą być – ale nie muszą.

Co bardzo ważne organy przedstawicielskie oderwane zostały od bieżących, istotnych problemów swoich środowisk. Nie uzyskały one prawa do podejmowania decyzji o zachowaniu się radnych – członków partii podczas głosowania w przedstawicielskich gremiach samorządowych aktualnych problemów o istotnym lokalnie znaczeniu. Rady pozbawione więc zostały wpływu na te rozwiązania, pozbawione zostały możliwości realizowania polityki na swoim terenie.  Statut Nowej Lewicy wyraźnie sytuuje tą partię jako organizację, gdzie mądrość spływa z góry w doły. Statut – w dobie wszechobecnego Internetu – nie przewiduje nawet możliwości (nie mówiąc o obowiązku) przeprowadzania wewnątrzpartyjnych konsultacji w sprawach doniosłych dla partii, kraju czy regionu.

Za kuriozalne rozwiązanie uznaję oparcie struktury Nowej Lewicy na frakcjach. Wprawdzie Statut nie określa limitu frakcji wewnątrz partii, ale jego szczegółowe zapisy nie pozostawiają złudzeń: mogą być tylko dwie. Dla innych nie ma po prostu miejsca. Tak więc przyjęte rozwiązanie nie jest żadnym statutowym rozwiązaniem systemowym, nie stanowi systemowej możliwości na ujawnianie się i działanie wewnątrz partii różnych ruchów programowych i ideowych, ale (pragmatycznym?) wykorzystaniem instytucji frakcji do rozwiązania bardzo doraźnego problemu: połączenia dwóch (i tylko dwóch) podmiotów politycznych. Jest to też rozwiązanie dalekie od elementarnych zasad sprawiedliwości, co najlepiej obrazuje Art. 5. Statutu.

Rozwiązania statutowe kształtują Nową Lewicę jako partię typu komitetowego, nakierowaną, na wzór amerykański, przede wszystkim na przygotowywanie i przeprowadzanie kolejnych kampanii wyborczych. Głównymi ciałami politycznymi tych partii stają się nie gremia przedstawicielskie – rady, ale wykonawcze, czyli zarządy, tworzone głównie przez osoby już piastujące mandaty radnych lub parlamentarzystów, oraz osoby prezydenci miast (o starostach zapewne zapomniano). Można się spodziewać, że podobnie jak w USA główną troską tych gremiów będą nie tyle wybory co reelekcje. Wypada tylko żałować, że na czele amerykanizacji polskiej sceny politycznej stanęła partia deklarująca się jako lewicowa.

Po trzecie wreszcie nie mogę być członkiem partii kierowanej przez osoby które szeregowych jej członków traktują przedmiotowo, które cechuje arogancja wespół z autorytaryzmem.

Będąc przekonanym o ideowych niedostatkach SLD, o praktycznym zaniku wewnątrzpartyjnych dyskusji ideowych i programowych ogłosiliśmy otóż wiosną 2019 r. ideę powołania w strukturach partii i zgodnie z jej statutem Socjalistycznej Platformy Programowej. Idea szybko zyskała poparcie części członków SLD i osób spoza partii. Naszym zamiarem było stworzenie forum dla dyskusji o przyszłości, o strategicznych celach i zadaniach lewicy wobec zachodzących przemian i wobec cywilizacyjnych wyzwań XXI wieku. Wraz z grupą podobnie myślących członków i sympatyków SLD utworzyliśmy Komitet Założycielski i wdrożyliśmy stosowne statutowe procedury w celu zarejestrowania SPP przez Zarząd Krajowy SLD. Jednocześnie w Internecie utworzyliśmy specjalną, zamkniętą Grupę SPP SLD ludzi lewicy z całej Polski, wspierających ten nurt, widzących sens w takim działaniu. Na dzisiaj Grupa liczy blisko 500 członków, w znacznej mierze ludzi młodych i nie będących członkami SLD. Grupa internetowa stała się bardzo ciekawym forum wymiany myśli, prezentowania programowych propozycji. Niemal codziennie napływają wnioski od nowych kandydatów o przyjęcie. W naszej Deklaracji Programowej, odnosząc się do zagrożeń XXI wieku napisaliśmy między innymi:

W tych okolicznościach wyrównywanie nierówności ekonomicznych i zapewnienie warunków do harmonijnego, wszechstronnego rozwoju jednostki ludzkiej  jest zadaniem, któremu sprostać może tylko nowoczesna lewica. Również Sojusz Lewicy Demokratycznej – największa partia lewicowa w Polsce zmierzyć się musi z tymi wyzwaniami, dowodząc, że potrafi rozeznać niebezpieczeństwa, jakie dla ludzi utrzymujących się z własnej pracy niesie przyszłość i że potrafi im przeciwdziałać.

Zdaniem członków – założycieli Socjalistycznej Platformy Programowej SLD inspiracji do rozwiązań powyższych problemów w skali kraju i w skali międzynarodowej szukać należy w dorobku teoretycznym i w doświadczeniach polskiej i światowej myśli socjalistycznej a także w dorobku współczesnej myśli neosocjalisycznej.”

Inicjując powołanie statutowej platformy programowej byliśmy głęboko przekonani, że tą drogą wzbogacimy SLD, że dzięki SPP SLD będzie mógł pokazać, że jest formacją lewicową zdolną i gotową myśleć nie tylko „dojutrkowo” ale i strategicznie, że jest w niej miejsce dla odważnych, śmiałych poszukiwań ideowych i programowych. Prezentowanie SLD jako organizmu żywego intelektualnie w kwestiach ideowych mogło działać tylko na korzyść Sojuszu. Niestety, inicjatywa nasza została brutalnie i ostentacyjnie storpedowana przez krajowe kierownictwo SLD

W porozumieniu z prawnikami Zarządu Krajowego dopełniliśmy wymogów formalnych i wszystko wskazywało na to, że rejestracja Platformy przez ZK SLD będzie bezproblemowa. Stało się jednak inaczej. Od lipca 2019 r. Zarząd Krajowy „nie znalazł” czasu, aby nad tym wnioskiem się pochylić. Nie tylko formalne wystąpienie Komitetu Założycielskiego do Zarządu Krajowego SLD pozostało beż żadnej odpowiedzi. Również dwa kolejne monity do Przewodniczącego SLD i do Sekretarza Generalnego spotkał ten sam los: ZERO reakcji, ZERO odpowiedzi. Chyba, że za odpowiedź należy uznać wykreślenie w projekcie statutu nowej partii instytucji platform programowych w ogóle. Nastąpiło to w czasie, gdy wniosek SPP i monity w tej sprawie od pół roku leżały na biurkach Przewodniczącego i Sekretarza Generalnego. Oczekując na decyzję ZK podjęliśmy prace organizacyjne, zarysowaliśmy plan przyszłych działań Platformy, sformułowaliśmy w stosownym czasie nasze programowe postulaty do Programu Wyborczego LEWICY, a ostatnio ogłosiliśmy nasz najważniejszy dokument: „Manifest Programowy. Nasza wizja społeczeństwa i państwa przyszłości”. Również te propozycje nie spotkały się z żadną reakcją ze strony adresatów. Jeszcze do niedawna Zarząd Krajowy mógł podjąć decyzję o rejestracji SPP SLD. Wówczas, zgodnie ze statutem nowej partii, SPP mogłaby dalej działać. Tak się nie stało. A więc z chwilą rejestracji przez sąd statutu nowej partii SPP SLD utraciła formalne podstawy prawne do działania. Idea utworzenia platformy programowej SLD została z zimną krwią zamordowana przez kierownictwo partii.

Wyrażam zawód i głębokie rozczarowanie z powodu sposobu, w jaki potraktowana została nasza inicjatywa przez władze krajowe SLD. To prawda – nie kierowaliśmy się obowiązującym dzisiaj w SLD wyrachowanym pragmatyzmem. Naszym celem nie były mandaty radnych czy posłów ani fotele ministerialne. Kierowała nami czysta idea lewicowa. Kierownictwo partii nie miało cywilnej odwagi odmówić rejestracji SPP, powiedzieć wprost, że idei i celów SPP nie podziela i uważa za szkodliwe dla partii. Zachowanie kierownictwa SLD nie można nazwać inaczej jak wyraz jego buty i arogancji wobec postaw ideowych, wobec inicjatyw „terenu”. To było gorszące lekceważenie nie tylko dwudziestu zaangażowanych ideowo członków SLD, ale również prawie pół tysiąca ludzi lewicy z całej Polski. Było ono jaskrawym zaprzeczeniem demokracji, którą ta partia miała w nazwie. W moich oczach swoim stosunkiem do wrocławskiej inicjatywy powołania statutowej platformy programowej staro-nowe kierownictwo partii zdyskredytowało się całkowicie obnażając brak kompetencji moralnych i merytorycznych do kierowania demokratyczną partią polityczną. Dlatego nie mogę mieć zaufania do formuły nowej partii lewicowej forsowanej przez to gremium.

.

Z wyżej wymienionych powodów nie mogę podpisać deklaracji o przystąpieniu do frakcji SLD partii Nowa Lewica. Swój status – wobec rozbieżnych interpretacji konsekwencji niepodpisania deklaracji „frakcyjnej” przez członków SLD – określam jako stan zawieszenia członkostwa. Mam nadzieję, że przed zaplanowanym na październik Kongresem dojdzie do konwencji partyjnej, która naprawi kardynalne błędy aktualnego statutu i która zmieni kierownictwo partii. Ale nadzieja ta zawisła na cienkim bardzo włosku.

Oczywiście, nawet gdy własną decyzją lub decyzją władz nowej partii pozostanę poza nią zawsze będę członkiem lewicowej społeczności i zawsze wspierać będę wszystkie działania na rzecz tworzenia nowoczesnej, skutecznej lewicy XXI wieku.