Do Leszka Millera

Nie wiem Leszku, czy ten list do Ciebie dotrze, ale jeśli tak, chciałbym mieć jakieś tego potwierdzenie. Wynika to stąd, że w lipcu b.r. wysłałem do Ciebie i do pozostałych eurodeputowanych rekomendowanych przez SLD list sygnalizujący problem wpływu Sztucznej Inteligencji na nasze życie. Niestety, zapewne z racji niedoskonałości systemu informatycznego Parlamentu, od żadnego z adresatów nie otrzymałem choćby potwierdzenia, że list dotarł.

Ponawiam więc próbę (nie mam innej możliwości) gdyż sprawę, którą chcę Ci przedstawić (z inspiracji Twojej relacji z aktywności w PE) uważam za niezmiernie ważną. Amatorsko śledzę ją w literaturze. Zapowiedziałeś otóż powołanie w PE zespołu zajmującego się przeciwdziałanie naciskom i ingerencji w procesy wyborcze z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. To bardzo, bardzo potrzebny zespół. Poniżej moje refleksje.

 

Uważam, że wobec gwałtownego wkroczenia Sztucznej Inteligencji (SI) w nasze życie codzienne jej zastosowanie do sterowania postawami mas to jeden z fundamentalnych problemów dla przyszłości demokracji problemów. Rzecz w tym, że SI to tylko narzędzie. Problem ma swoje korzenie w przemianach społecznych i w kryzysie demokracji jako państwa obywatelskiego, będącego skutkiem komercjalizacji mediów i komercjalizacji kampanii wyborczych. Znamienną datą jest tu rok 1995, kiedy to w USA powstaje stacja Fox News, założona przez konserwatywnego dziennikarza Rogera Ailsa, sponsorowanego przez Roberta Murdocha. To właśnie Ails otwarcie łamie świętą dotąd zasadę mediów liberalnych: obiektywizm, mówiąc wprost: ” Będziemy kształtować wyborców, nie będziemy dostarczać im informacji obiektywnych, będziemy dostarczać im informacji, które oni chcą otrzymać”. Oczywiście wszystko w imię walki z kandydatem Demokratów, Obamą, w wyborach prezydenckich. Z Obamą Nailsowi nie wyszło, ale z Trumpem – tak. Obiektywizm mediów został poważnie nadszarpnięty i dzisiaj właściwie nie ma już mediów politycznie niezależnych. Również w Polsce.

Kolejnym milowym kamieniem na drodze ewolucji (rewolucji?!) relacji: politycy – wyborcy było zastosowanie algorytmów SI do profilowania wyborców i dostarczania im właściwych informacji, mających ich odpowiednio sprofilować. Przykładowo, jeżeli automatyczna analiza wykazała, że wyborca X jest miłośnikiem kanarków, przesyłano mu informację, że kandydat Y kanarków nie znosi itp. Algorytmy profilowania wyborców na podstawie badania śladów ich aktywności internetowej są dziełem, nota bene, polskiego naukowca pracującego w Cambridge University Michała Kosińskiego.

Algorytmy te zastosowane zostały (z sukcesem) w kampanii Trumpa, w kampanii „Leave” w Wielkiej Brytanii i w kampaniach wyborczych w wielu krajach świata przez słynną już spółkę Cambridge Analytica. Związane z tą spółką nazwiska to Robert Mercer, Aleksandr Kogan i Steve Banon, który za cel postawił sobie zjednoczenie międzynarodowej prawicy (Prawicowa Międzynarodówka?! – JU).

W doniesieniach medialnych dotyczących Cambridge Analytica pojawia się również słaby, ale dotąd niezbadany wątek polski:  https://www.wp.pl/?s=wiadomosci.wp.pl%2Fsgwpsgfirst-6232231365133953a

 

Nikt nie wie czy lub w jakim stopniu PiS korzystało z usług CA, jednakże ewolucja technik komunikacji społecznej PiS wyraźnie nadąża za taką ewolucją w USA. Częste robocze podróże spin-doktorów PiS do Stanów w ostatnich latach również zdają się podtrzymywać taką tezę. Historia Cambridge Analytica uczy nas, że spółki takie wchodzić mogą w różne, niejasne związki z osobami powiązanymi ze służbami specjalnymi różnych państw. Nic dziwnego: trudno dzisiaj o lepsze wywiadowcze oddziaływanie na sytuację w jakimś kraju niż poprzez firmę obsługującą kampanie partii politycznych w tym kraju. I nie tylko o możliwości sterowania chodzi, ale również o olbrzymie, bezcenne bazy danych o wyborcach w danym kraju, o i ich profilach społecznych, politycznych, kulturowych i konsumpcyjnych. Dziwiłbym się, gdyby obce wywiady nie podejmowały próby wykorzystywania takich wyspecjalizowanych agencji – co niewątpliwie godziłoby w suwerenność i bezpieczeństwo danego kraju.

Przechodząc do konkluzji podtrzymuję wszystkie moje postulaty zawarte w liście z 18 lipca b.r. Ponadto proponuję wprowadzenie na terenie Unii Europejskiej i/lub w Polsce regulacji prawnych zobowiązujących wszystkie partie polityczne ubiegające się o władzę w państwie lub w samorządach lokalnych do:

  1. dołączenie do wniosku o sądową rejestrację partii informacji o firmach konsultingowych, doradczych, analitycznych, z usług których bezpośrednio lub pośrednio korzystają i bieżące ich uaktualnianie. Informacje powinny być na tyle szczegółowe, aby umożliwiły stosownym służbom i mediom analizować kapitałowe i personalne powiązania tych podmiotów.
  2. dołączanie do wniosków o rejestrację listy kandydatów do władz publicznych informacji czy, a jeżeli tak, to z jakich algorytmów SI korzystają w kampanii wyborczej.

 

Raz jeszcze chciałbym podkreślić, że jestem głęboko przekonany, że Sztuczna Inteligencja może być niezwykle przydatna dla ludzkości. Może być jednak (już jest!) wykorzystywana do manipulacji zachowaniem się dużych grup społecznych i może stanowić śmiertelne zagrożenie dla demokracji. Zespołowi Parlamentu Europejskiego życzę powodzenia.

 

Z wyrażani szacunku

Jacek Uczkiewicz

Blok Polska Europejska

Nadciąga wyborczy karnawał. Karnawał czy nawał kar – jak kto chce. Na pierwszy ogień idą wybory do lokalnych samorządów. Partyjni liderzy nie odrywają wzroku od wyników codziennych niemal sondaży: temu spadło, tamtemu wzrosło. Oczywiście najważniejszy będzie Wielki Finał, czyli wybory do Sejmu i Senatu RP. Póki co dzisiaj podano, że wybory do sejmików wojewódzkich – najbardziej wiarygodny prognostyk wyborów parlamentarnych wygra PiS (w 12 województwach). Może tak, może nie. Ale Wielki Finał, jeżeli wygra go PiS ze swoimi przystawkami, ostatecznie przesądzi o przyszłości Polski.

Jest jedna karta, którą opozycja ma szansę skutecznie rozegrać. To karta europejska. PiS dostarczył morza dowodów, że jemu z taką jak obecnie Unią nie po drodze, że dąży do Plexitu lub przebudowania  Unii do luźnego związku państw narodowych. Nie chodzi tylko o to, aby zlikwidować Unię Europejską w jej dotychczasowym, kształcie zanim Polska stanie się płatnikiem netto do unijnego budżetu. Powody są natury czysto ideologicznej, z przemożną rolą kościoła katolickiego za plecami Kaczyńskiego. Czy dążenie do rozmontowania Unii zbudowanej na dotychczasowych traktatach jest również celem Waszyngtonu czy/i Moskwy, a PiS w tej rozgrywce odgrywa rolę pożytecznego idioty, to inna sprawa. Ważne, że PiS jest zdeterminowany i nie cofa się nawet przed manipulacjami przy ordynacji wyborczej do najbliższych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Możemy też  być pewni, że nie cofnie się przed żadnymi manipulacjami opinią publiczną, jakie znajdą się w jego zasięgu.

Z wypowiedzi Orbana można wywnioskować, że europejskie prawicowe siły eurosceptyków działają w tej kwestii w porozumieniu i szykują się do przejęcia inicjatywy w nowym Parlamencie. Jeżeli do tego dojdzie to, jak mówią, będzie pozamiatane.

Jedyną szansą dla Polski (a by c może i dla Europy) jest w tej sytuacji – moim zdaniem – nadanie wyborom do Parlamentu Europejskiego charakteru ogólnonarodowego referendum: jesteś za członkostwem Polski w zintegrowanej i jednoczącej się wokół zawartych w traktatach wartości Unii Europejskiej, jednoczącej się wokół wyzwań, jakie przez Europą stawia rozwój światowej gospodarki i postęp technologiczny, czy jesteś za Europą pisowską, czy jesteś za marginalizowaniem Polski, za odrywaniem się Polski od Europy. Czy jesteś za Europą suwerenną, czy za Europą na pasku USA i Rosji.

Tą kartę można jeszcze wygrać póki nastroje prounijne dominują w Polsce, póki pisowska propaganda nie zrobiła i w tej kwestii wody z mózgów Polkom i Polakom.

Sytuacja staje się z dnia na dzień krytyczna i aby to osiągnąć sięgnąć trzeba po środki do niej adekwatne, nadzwyczajne, dotychczas nie praktykowane. Potrzeba nadzwyczajnej mobilizacji w obronie Unii Europejskiej przed politykami, którzy za nic mają parlamentarną demokrację, rządy prawa, wolności obywatelskie, którzy dążą do zniszczenia europejskiego ładu, jaki ukształtował się po II Wojnie Światowej.

Proponuję otóż powołanie do życia przez wszystkie prounijne partie polityczne wyborczego porozumienia o nazwie na przykład BLOK POLSKA EUROPEJSKA i wystawienie jednej, wspólnej listy kandydatów.

Pora sobie uświadomić, że od tego kto z jakiej partii będzie w Europejskim Parlamencie ważniejsze jest, aby zminimalizować w nim obecność PiS, aby nie dopuścić, aby w nowym PE karty rozdawał Kaczyński z Macierewiczem i Orbanem.

Prounijnie zorientowane partie polityczne niczym przy tym nie ryzykują w tym sensie, że wyniki wyborów do PE przełożą się najpewniej na krajowe wybory parlamentarne. Mogą więc one tylko wygrać, i to wygrać podwójnie: raz w wyborach do PE i drugi raz do Sejmu i Senatu, do których PiS może wystartować z czerwoną kartką wystawioną przez wyborców w maju 2019. Wystarczy poskromić ambicje personalne i pokazać, że potrafimy się jednoczyć wokół podstawowych europejskich wartości.

Czy liderzy proeuropejskich partii politycznych będą chcieli podjąć takie wyzwanie? Oczywiście nie wiem, ale wiem, że powinni. I wiem, że z tworzeniem takiego Bloku nie można czekać na maj 2019. Należy prace nad nim rozpocząć jak najwcześniej.