Mamy jeszcze złoty róg?

Ostatnie wypowiedzi na temat naszej, polskiej obecności w Unii Europejskiej, wicemarszałka polskiego Sejmu czy prominentnego ministra Suskiego nie są dla mnie żadnym zaskoczeniem. Od 2015 r. konsekwentnie piszę o tym, że celem strategicznym PiS (Kaczyńskiego?, Kościoła Katolickiego?) jest bądź wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej bądź przekształcenie Unii podług własnego, pisowsko-kościelnego systemu wartości. Wspomnę tylko deklarację Premiera Morawieckiego, wygłoszoną nota bene bezpośrednio po otrzymaniu nominacji na pierwszego ministra z rąk Prezydenta Polski, że „Naszym celem jest rechrystianizacja Europy”. PiS mówił i mówi: „W Unii według naszych wartości albo w żadnej”. Cel swój relaizuję konsekwentnie: samodzielnie starając się rozsadzić Unię od środka bądź wespół z oryginalną, europejską populistyczno-nacjonalistyczną międzynarodówką.

W ostatnim czasie PiS otrzymał podwójne, nieoczekiwane raczej wsparcie. Pierwszym, od duetu Putin-Łukaszenka, był kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Dzięki niemu Kaczyński może używać „dźwigni migracyjnej” wobec Komisji Europejskiej pokazując jak dla Unii ważna jest Polska i że trzeba się z nią liczyć. Drugim wsparciem było pożegnalne wystąpienie Merkel w Warszawie, w którym, jakby z obowiązku wspomniała o praworządności, ale podkreślała, że „potrzebny jest dialog”. A o to właśnie PiS chodzi.

Tak więc wypowiedzi Terleckiego, Ziobry, Suskiego czy Sasina nie można brać za jakieś przejęzyczenia,  lapsusy. Kryzys, w jakim znalazły się stosunki pisowskiej władzy z Unią Europejską po skierowaniu przez Komisję Europejską wniosku o nałożenia na Polskę kar finansowych za nierealizowanie postanowień Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości spowodował tylko z góry przewidzianą reakcję Kaczyńskiego: zagrożeniem wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Taktyka PiS jest przejrzysta: symulować i przeciągać jak tylko się da „dialog” z Unią Europejską”, a w cieniu tego dialogu, metodą faktów dokonanych robić swoje; wbrew polskiej konstytucji, wbrew unijnym traktatom.

Wśród wypowiedzi pisowskich premierów, ministrów, marszałków na szczególną uwagę zasługują ostatnie wypowiedzi wicepremiera Glińskiego. W jednym z nich, w Krynicy, zarysował dokładnie strategię PiS, o której pisałem wyżej. W drugiej, dla „Sieci”, poszedł dalej. Po raz pierwszy publicznie zarysował front walki według PiS. To, według Glińskiego walka Unii z polskim społeczeństwem. Stwierdził ponadto, że: „Jeżeli KE sądzi, że w sposób niesprawiedliwy, niezgodny z literą i duchem traktatów może Polskę karać jakimiś mandatami, to my odwołamy się do opinii społeczeństwa polskiego”.

To bardzo znamienna wypowiedź. Nie tylko z tego powodu, że w oczach odbiorców stawia PiS (Kaczyńskiego) za jedynego, właściwego interpretatora traktatów unijnych. Również dlatego, że przypisuje PiS rolę wyraziciela woli polskiego społeczeństwa w tej sprawie i gotowość „odwoływania się do opinii tego społeczeństwa”. To oczywiście bezpośrednia zapowiedź gotowości do polexitu, to nazwanie innymi słowami tezy wygłoszonej wcześniej w tym samym miejscu przez Terleckiego.

A tak zwana demokratyczna opozycja? Opozycja leniwie drzemie, uspokajając się sondażami, z których wynika, że i tak już wysokie poparcie dla członkostwa w Unii Europejskiej w polskim społeczeństwie rośnie. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze PiS też jest za Polską w Unii -tylko nie takiej jak obecnie. Tak więc ci, którzy popierają PiS ze spokojnym sumieniem mogą odpowiadać TAK, na pytanie: „Czy jesteś za pozostaniem polski w Unii Europejskiej”. Po drugie PiS pyta się, w licznych wystąpieniach swoich polityków, mniej lub bardziej wprost: „czy jesteście za Unią, która nie chce dawać nam pieniędzy, które nam się należą?”.