Kilka tygodni temu publicznie wyraziłem swoje uznanie dla postawy Włodzimierza Czarzastego, który jako marszałek Sejmu otwarcie odmówił poparcia nachalnym, bezczelnym żądaniom Donalda Trumpa przyznania mu pokojowej nagrody Nobla. Nic w mojej ówczesnej ocenie nie zmieniam – podobnie oceniłbym każdego marszałka sejmu, który postąpiłby jak Czarzasty.
Od wielkości do śmieszności droga jednak, jak widać, bywa bardzo krótka. Chociaż słowo „śmieszność” to w tym przypadku za mało. Krótko mówiąc, chodzi mi o sławetne już wystąpienie marszałka polskiego sejmu w Radzie Najwyższej Ukrainy sprzed kilku dni. Pytanie podstawowe to kogo reprezentuje marszałek sejmu? Nie reprezentuje władzy wykonawczej ani prezydenckiej, chyba że działa w ścisłym z nimi porozumieniu. Reprezentuje polski sejm, a więc wszystkich posłów, w tym również tych, którzy osobistych poglądów marszałka nie podzielają. Wykorzystując godność marszałka sejmu, Włodzimierz Czarzasty wystąpił w Kijowie jako polityk prezentujący swoje własne poglądy i opinie.
Wystąpienie Włodzimierza Czarzastego w ukraińskim parlamencie w wielu swoich fragmentach było kontrowersyjne, a nawet bulwersujące. Zostało ono przez Czarzastego odczytane. Każde więc słowo, które padło zostało przez kogoś przemyślane – o improwizacji, przejęzyczeniu nie ma więc w tym przypadku mowy. Odniosę się do kilku tylko kwestii.
Na samym początku padła bardzo ważna deklaracja, że Rosja jest wrogiem Polski. Podkreślam: „Rosja” nie „Rosja Putina”. Dla Czarzastego Rosja, a więc państwo i naród jest więc wrogiem Polski w sensie strategicznym, geopolitycznym, społecznym i kulturowym niezależnie od aktualnej władzy na Kremlu. Czarzasty wpisuje się więc tym samym w szeregi tych polityków, głównie amerykańskich, którzy od dawna za cel stawiają sobie zniszczenie Rosji jako państwa, wzmacniając tym poczucie zagrożenia Rosjan dla swojej państwowości.
„Wróg” to pojęcie bardzo mocne. Według Słownika Języka Polskiego wrogiem Polski byłoby państwo: nieprzyjaźnie ustosunkowane wobec Polski, państwo będące w stanie wojny z Polską. Czy współczesna Rosja jest takim państwem? Żadne oficjalne dokumenty ani wystąpienia przedstawicieli obecnych rosyjskich władz nie dają podstaw do takich stwierdzeń. Wręcz przeciwnie – w wielu z nich znaleźć można jednoznaczne deklaracje o strategicznym braku zainteresowania współczesnej Rosji jakimś „Drang nach Westen”.
Rosja jako wróg Polski jest produktem polskim, rezultatem splątania się trzech wątków: tradycyjnej rusofobii części polskich elit, geopolitycznych, strategicznych interesów USA oraz międzynarodowego lobby finansowo zbrojeniowego, dla którego rozżeganie i kontynuowanie wojen jest niezmiennie, bardzo wydajnym źródłem kolosalnych zysków. Jeżeli więc według Czarzastego „Rosja jest wrogiem Polski”, to jest nim z naszego wyboru, z naszego wskazania.
Czarzasty nie prezentuje tu swojej oryginalnej myśli. Świeci światłem odbitym, powtarza tezę od lat wtłaczaną w publiczną przestrzeń, że Polska prowadzi z Rosją wojnę, wprawdzie oficjalnie nie wypowiedzianą, ale jak najbardziej rzeczywistą. Czy jednak rolą, kompetencją marszałka sejmu, reprezentującego całą polską klasę polityczną jest propagowanie takich tez?
W kwestiach wojny i pokoju Czarzasty śmiało brnie naprzód. Stwierdza między innymi: „Pokój (na Ukrainie) będzie tylko wtedy, gdy Rosja zmuszona zostanie przez naszych żołnierzy (podk. JU) do zaprzestania agresji”. Czy marszałek sejmu potwierdza tymi słowami, że polscy żołnierze już biorą czynny udział w walkach, czy też zapewnia władze Ukrainy o polskiej interwencji zbrojnej w ten konflikt w najbliższej przyszłości? Czyje upoważnienie miał Czarzasty do składania takich deklaracji?
Miał Czarzasty w Kijowie szansę na kontynuowanie swojej drogi do elity politycznej. Mógł okazać się politykiem dużego formatu, gdyby podniósł kwestię przyszłości, a więc konieczności ułożenia sobie relacji z Rosją post putinowską. Bo przecież taka kiedyś będzie. Po raz nie wiadomo który dowiedzione zostało dlaczego ogórek nie śpiewa.
Na wyżyny niekompetencji wzniósł się marszałek Czarzasty dobitnie zapewniając parlament Ukrainy, że państwo to będzie członkiem Unii Europejskiej. Podobnie zapytać można w czyim imieniu taka deklaracja została wyartykułowana. Kto upoważnił Czarzastego do takiej kategorycznej deklaracji? Z pewnością nie Parlament Europejski ani Komisja Europejska.
Na koniec najboleśniejsza dla mnie sprawa. Zakończenie wystąpienia marszałka polskiego sejmu zawołaniem, które dla ukraińskich, nacjonalistycznych band było hasłem do rozpoczynania akcji mordowania Polaków, zawołaniem, którym ukraińscy zwyrodnialcy mobilizowali się i upewniali się nawzajem w słuszności swoich okrucieństw, jest dla mnie nie do zaakceptowania. Być może będę w swoim zdaniu w mniejszości, ale nie mogę poprzeć takiej postawy polskiego oficjela, przywódcy partii, która słowo „Lewica” ma w swojej nazwie. To zawołanie nie musiało paść z ust marszałka polskiego sejmu. Niestety padło.
https://www.facebook.com/share/p/18AHdvL5cT/
Widze,ze prominentni politycy szeroko rozumianej polskiej lewicy ktorzy im bardziej zblizaja sie do tego co nieuniknione , tym bardziej zaczynaja mowic glosem polskiego srodowiska patriotycznego.Szczegolnie milym dla ucha sa ostatnie publiczne wypowiedzi juz prawie 80 latka – Leszka Millera. Leszek Miller już kilkukrotnie krytycznie wypowiadał się na temat Włodzimierza Czarzastego. Ekspremier twierdził m.in., że „kłamstwo jest stałą metodą” obecnego marszałka Sejmu. Miller oskarżał go też o złamanie zasad wewnętrznej demokracji w SLD i że „zakończył historię demokratycznej lewicy”. Dlatego też tym razem były premier skomentował na platformie X słowa marszałka.
„Przyjął »w imieniu całej demokratycznej Europy«. Ma chłop rozmach” — napisał na X były pierwszy sekretarz KW PZPR w Skierniewicach. Chcialbym by slowa „Слава Україні!” ktore padly z ust polskiego marszalka sejmu w parlamencie ukrainskim a ktore jak wspomniales w swoim komentarzu zawsze byly zawolaniem banderowcow podczas akcji mordowania narodu polskiego – znalazly sie w moim komentarzu. Panie Czarzasty,najtrafniej podsumowaly by Cie slowa pana Onufrego Zagloby – „Bodajś skonał w rozpaczy! Bodaj ród Twój wygasł! Bodaj diabeł duszę z Ciebie wywlókł… ZDRAJCO! Po trzykroć zdrajco!” Zycze Ci Jacku wszystkiego dobrego.
Nie ma to jak przypisać sobie monopol na patriotyzm! Polska lewica, zwłaszcza ta, która podniosła Polskę społecznie, kulturowo i gospodarczo po II WŚ była patriotyczna na wskroś, chociaż z nikim nie ścigała się na „patriotyzm”
Odbudowa kraju po 1945 roku była wynikiem wysiłku całego społeczeństwa, często w warunkach przymusu politycznego:
– Odbudowa gospodarcza: Lewica wprowadziła planową gospodarkę, która doprowadziła do odbudowy zniszczonych miast (np. Warszawy) i uprzemysłowienia (np. Nowa Huta).
– Zmiany społeczne: Przeprowadzono reformę rolną i upowszechniono edukację, co zmieniło strukturę społeczną kraju.
– Represje: Jednocześnie rządy komunistyczne wiązały się z prześladowaniami żołnierzy podziemia niepodległościowego, kościoła i inteligencji, co utrwalało rządy autorytarne.
Kwestia roli lewicy w odbudowie Polski po II wojnie światowej jest złożona i budzi spory historyczne. Rządzący wówczas komuniści (PPR, później PZPR) przy wsparciu ZSRR zorganizowali odbudowę kraju, nacjonalizację przemysłu i reformę rolną, co przyczyniło się do szybkiej industrializacji, ale odbyło się to kosztem demokracji, brutalnych represji wobec opozycji i podporządkowania kraju Moskwie.
Ocena tego okresu zależy od tego, czy akcentuje się materialne efekty odbudowy, czy też wysoki koszt społeczny i polityczny podporządkowania Polski Związkowi Radzieckiemu.