Na tle wyborów samorządowych w Saksonii-Anhalt

O wyborach w Saksonii-Anhalt już napisano tomy, a z pewnością napisze się ich jeszcze więcej. Przy osiemdziesięcioprocentowej frekwencji zdecydowane zwycięstwo odniosła ultraprawicowa partia AfD. Ten wynik nie był zaskoczeniem – wszystkie badania opinii publicznej na długo przed wyborami wskazywały AfD jak zwycięzcę tych wyborów. Jednak skala tego zwycięstwa i skala porażki dotychczasowych mamutów niemieckiej polityki (CDU, SPD, Zieloni) przy niezwykle dużej frekwencji musi skłaniać do refleksji, ale przede wszystkim do wyciągania wniosków.

Zwycięstwo AfD jest tym bardziej znaczące, że nastąpiło wbrew potężnej kampanii propagandowej mające Niemcom zohydzić to ugrupowanie, wbrew apelom o jego publiczną izolację, wbrew deklaracjom tradycyjnych niemieckich partii politycznych o niewchodzeniu w żadne koalicje czy porozumienia z AfD w przyszłości. Pytanie „jak to się stało?” i próby odpowiedzi na nie nie schodzą z ust polityków, politologów i dziennikarzy europejskich.  Tymczasem wyjaśnienia jak mogło dojść do powstania AfD i dlaczego popularność tej partii jest szczególnie wysoka we wschodnich landach Niemiec znaleźć można  w wielu publikacjach, które ukazały się na długo przed tymi wyborami. Zaliczam do nich przede wszystkim wspaniały esej prof. Dirka Oschamnna „Jak niemiecki Zachód wymyślił swój wschód”. Esej ten opublikowany został w Niemczech w 2022 roku, a w Polsce dwa lata później. Prof. Oschamnn zaliczany jest i sam zalicza się do Osi – a dlaczego – wyjaśnia w swojej pracy. Esejowi Oschamnna poświęciłem swój wpis „Obuchem w głowę” z listopada 2024 r., tutaj więc przypomnę tylko, że Oschmann nie tylko piętnuje czystej wody kolonizację byłej NRD przez RFN, ale również wskazuje na wciąż aktywne środowiska postfaszystowskie  intelektualnych elit zachodnich Niemiec, które sprzyjały powstaniu AfD. Pokazuje Oschamnn również, jak to Niemcy (ci prawdziwi) sprowadzili innych Niemców (tych wschodnich) do obywateli drugiej (a może i trzeciej) kategorii. Nic więc dziwnego, że AfD, upominając się o tych odrzuconych, zyskała ich poparcie.

Z zainteresowaniem śledzę publiczne wypowiedzi Leszka Millera. Z większością, choć nie ze wszystkimi jego opiniami się zgadzam. W przeddzień wyborów w Saksonii-Anhalt odniósł się on również do źródeł tak wysokiego poparcia dla partii A. Weidel wskazując głównie na  niski pozom życia i bytowe problemy mieszkańców tego landu. Zarówno Miller jak i wielu innych komentatorów pomija jeden, niezwykle ważny moim zdaniem aspekt sprawy. Jest nim mianowicie zdecydowanie antywojenna (w stosunku do wojny na Ukrainie) postawa AfD. Mało tego. AfD domaga się również normalizacji stosunków gospodarczych z Rosją, wskazując na   dramatyczne dla niemieckiej gospodarki i samych Niemców skutki wysadzenia w powietrze tych relacji. Sukces AfD w Saksonii-Anhalt jest tym bardziej znamienny, że ta część Niemiec była przez wiele lat „pod okupacją Rosjan”,  a więc antyrosyjskie nastroje powinny tam być szczególnie mocne. Tymczasem…

Jaki antywojenna retoryka AfD mieć będzie wpływ na jej poparcie w innych landach, zobaczymy już niedługo. Spodziewam się, że im dalej na zachód tym ten wpływ będzie mniejszy.

Wybory w Niemczech skłaniają również do refleksji nad zjawiskiem zacierania się tradycyjnych wyznaczników określających polityczną prawicę i lewicę. Niektórzy polscy liderzy lewicowi publicznie głoszą tezę, że dla nich „socjaldemokracja to socjal plus demokracja”. Nie ma już chyba w Europie, poza zupełnie egzotycznymi ugrupowaniami, partii politycznych, które w swoim programie nie zawierałyby silnego lub bardzo silnego wątku socjalnego. Jest to według mnie olbrzymi sukces europejskich komunistów i socjalistów XIX i XX wieku. Co więc dzisiaj staje się więc dzisiaj wyznacznikiem lewicowości? Z jednej strony ultraliberał Donald Tusk z dumą ogłasza wprowadzenie cen regulowanych na paliwa w Polsce (witamy w PRL panie Donaldzie!), a z drugiej oficjalna polska partia lewicowa otwarcie, czynnie wspiera procesy prowadzące do pogłębiania się ekonomicznego rozwarstwienia społeczeństw, otwarcie, czynnie wspiera imperialistyczne wojny i neokolonialne praktyki międzynarodowego kapitału, nie domaga się żadnych działań zapobiegających intelektualnej i kulturowej degradacji istoty ludzkiej, jakie to niebezpieczeństwo jest już realnością rewolucji High Tech. Swego  czasu partia  Prawo i Sprawiedliwość, wprowadzając niektóre nośne programy socjalne,  z lewej flanki obeszła polskie ugrupowania lewicowe. Wprawdzie pro socjalny program PiS był bardzo dziurawy i niekonsekwentny, wystarczył jednak jeden jego element „500 Plus”, aby przy odpowiednim wsparciu propagandowym obedrzeć szeroko rozumianą  lewicę z nimbu obrońcy socjalnych praw zwykłych ludzi. Z uporem maniaka wołającego na puszczy powtarzam więc postulat redefinicji, modyfikacji pojęcia „lewica społeczna” w świetle nowych, nieznanych wcześniej wyzwań jakie staja przed społeczeństwami. Lekcję na wiek XX europejska lewica odrobiła. Pora na wiek XXI i dalsze. Nie chodzi tu o rewizję fundamentów lewicowości. Te, zawarte w działach Karola Marksa, nie tylko nie tracą, ale wręcz zyskują na  aktualności. Jedno dla mnie jest pewne: społeczno-gospodarcze programy lewicy będą nie do zrealizowania bez silnej współpracy międzynarodowej. Tymczasem europejskie partie socjaldemokratyczne, które stanowią trzon Międzynarodówki Socjalistycznej, przeżywają największy w swojej historii kryzys programowy. Czy słyszeliście ostatnio o jakichś ważnych postulatach Międzynarodówki Socjalistycznej? A  w świecie dzieje się bardzo wiele.

Powracając do Niemiec. Sytuacja gospodarcza i polityczna w tym  kraju zawsze miała duże znaczenie dla całego kontynentu. Interesująca i ważna będzie więc ocena tego, jaki wpływ na wybory w innych niemieckich landach będzie miał sukces skrajnie prawicowej partii w Saksonii-Anhalt, a dalej na wybory do Bundestagu, a dalej na wybory do Parlamentu Europejskiego.