Utopolis

W oczekiwaniu (bez zniecierpliwienia) na wyniki prezydenckich wyborów wertowałem swoją biblioteczkę. Przypadkowo zupełnie  wpadła mi w ręce cieniutka broszurka zatytułowana ”Dziennikarski kodeks obyczajowy” Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej z 1996 r. Dla zachęty do czytania całości przytoczę dwa punkty tego Kodeksu.

I

Podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest poszukiwanie i publikowanie prawdy.

Niedozwolone jest manipulowanie faktami. Komentarz własny czy hipotezy autora powinny być wyraźnie oddzielone od informacji. W sytuacjach konfliktowych obowiązuje szczególna staranność w dotarciu do źródła informacji wszystkich stron sporu. W razie trudności dotarcie do jednej ze stron sporu obowiązuje stwierdzenie, iż są to dane częściowe.

 Autor, zobowiązany jest do sprostowania z własnej inicjatywy gdy informacja okazuje się fałszywa lub nieścisła.

Żaden motyw, żadne naciski czy inspiracje nie usprawiedliwiają podania fałszywych czy niesprawdzonych informacji.

V

Obowiązuje bezwzględny zasad publikacji głoszonych. Głoszących propagandę wojny, przemocy, gwałtu oraz naruszających uczucie religijne i osób niewierzących uczucia narodowe prawa człowieka, odrębność kulturową. Propagujących pornografię.

Współczesne media odleciały od tych prostych zasad Kodeksu o lata świetlne, a same te zasady kwitowane są dzisiaj jednym, pogardliwie brzmiącym określeniem: UTOPIA. Ale czy dlatego, że komercjalizacja mediów doprowadziła do upadku etyki i moralności dziennikarskiej mamy się z tym pokornie godzić? Nasza na to zgoda będzie również zgodą na katastrofalne dla człowieka i człowieczeństwa skutki komercjalizacji wszystkich innych dziedzin naszego życia, choćby kultury czy ochrony zdrowia, o wyborach władz publicznych nie wspominając. A przecież mamy prawo do innego, lepszego świata.

„Utopolis” T. Mora był krzykiem intelektualisty na bezmiar niesprawiedliwości, wyzysku w 16-to wiecznej Anglii. Był próbą sformułowania alternatywy dla tych stosunków, próbą nakreślenia wizji państwa opartego na prawie, społecznej równości i sprawiedliwości. Dzieło Mora odegrało ważną rolę w organizowaniu się powszechnych, zbiorowych buntów angielskiego chłopstwa, dzierżawców i ubogiego plebsu wobec wszechwładzy i bezwzględnego wyzysku panującej kasty „dobrze urodzonych”, właścicieli latyfundiów, wysokich urzędników państwowych i wielu prawników. Bunty te były niezwykle krwawo (dla przykładu i odstraszenia) tłumione przez władzę „dobrze urodzonych”. I to ci, którzy spowodowali utopienie we krwi buntów angielskiej biedoty,  sprawili potem, że tytuł „Utopolis” stał się w europejskim kręgu kulturowym rdzeniem pojęcia „utopia”, synonimem bujania w obłokach, nieodpowiedzialnej naiwności czy wręcz prymitywnego, godnego potępienia (przez rządzących) populizmu, sprowadzającego masy ludzkie na bezdroża i manowce. Naruszanie bowiem ustanowionego, boskiego porządku społecznego musi spotkać się z najsroższymi karami ze strony sprawujących władzę.

Nie bójmy się utopii. Nie bójmy się rozmawiać o państwie sprawiedliwym, odpowiedzialnym opiekuńczym. O państwie bez wyzysku, korupcji, mega oszustw popełnianych pod parasolem „władzy”, o państwie, w którym władza jest synonimem obowiązku i odpowiedzialności, a nie synonimem przywilejów i/lub hodowanej przez skomercjalizowane media głupoty.

Zawiedzione nadzieje

Jeszcze parę miesięcy temu wielu Polaków (wśród nich i ja) wychodziło na ulice aby protestować przeciwko zakusom PiS likwidacji telewizyjnego kanału TVN 24. Cała Polska pełna była haseł w obronie wolnych, niezależnych mediów. TVN 24 ocalał, ale dzisiaj zadają sobie pytanie: po co?

Społeczeństwo obywatelskie potrzebuje wolnych, niezależnych mediów jak tlenu. Bez wiarygodnej, obiektywnej informacji niemożliwe jest nie tylko korzystanie z wolności obywatelskich, ale również świadome wypełnianie obywatelskich obowiązków. Wolne, obiektywne media szczególnie potrzebne są społeczeństwu w chwilach ważnych, w historycznych momentach, które być może decydują o przyszłości państwa i narodu. Wszyscy mamy świadomość, że właśnie w takim momencie się znaleźliśmy. Dwóch sąsiadów Polski toczy ze sobą wojnę. Nie dyplomatyczną, nie cybernetyczną, ale jak najbardziej realną. Ostrzeliwania artyleryjskie, sabotaże, bezpośrednie starcia żołnierzy, cierpienia i exodus cywilów. Leje się krew.

Właśnie w takiej sytuacji, jak nigdy, Polakom potrzebna jest rzetelna informacja o istocie, przyczynach i przebiegu tego konfliktu zbrojnego. Wydawać by się mogło, że kto jak kto, ale właśnie TVN24 stanie na wysokości zadania, czyli stanie na głowie, aby takie informacje nam dostarczać. Stało się inaczej. TVN ochoczo i co gorsza bezkrytycznie przyjął rolę tuby propagandowej waszyngtońskiej administracji. Informacje o przyczynach konfliktu, o stanowisku i planach Rosji, a nawet o tym, o czym myśli Prezydent tego kraju dowiadujemy się z przekazów z Waszyngtonu. Przekazów – dodać należy – przedziwnych. Wielokrotne zapewnienia CIA o nieuchronnym ataku Rosji na Kijów, nawet z podaniem precyzyjnych dat, ostentacyjne ewakuowanie ambasad i obywateli z Ukrainy lały się z TVN szerokim strumieniem. Dla równoczesnych wypowiedzi ukraińskiego ministra obrony, że Ukraina nie notuje żadnych ruchów wojsk rosyjskich, które świadczyć by miały o agresji czasu antenowego zabrakło. Zabrakło też poważnych komentarzy o widocznej rozbieżności w podejściu do kwestii konfliktu pomiędzy USA i największymi państwami europejskimi a nawet samą Unią Europejską. Dzisiaj również kilkadziesiąt razy dziennie atakowani jesteśmy informacją CIA, że „Rosja gotowa jest zaatakować w każdej chwili”. Obfity strumień przekazu serwowany przez TVN nie ma na celu dostarczanie rzetelnych, obiektywnych informacji o konflikcie. Jego głównym celem jest kształtowanie wysoce negatywnego obrazu Rosji a prezydenta Putina w szczególności.

Największe pretensja mam jednak do TVN- tego do niedawna symbolu mediów obiektywnych, niezależnych o to, że nie zrobiła nic, aby zaprezentować polskiej opinii publicznej stanowiska Rosji i Ukrainy z pierwszej niejako ręki. Przecież mamy w Polsce dyplomatyczne przedstawicielstwa tych krajów. Nie spotkałem na platformie TVN żadnej informacji, że przykładowo, ambasador Rosji odmówił spotkania przed kamerami z niezależnym dziennikarzami na ten temat . W przekazach nam serwowanych obowiązuje jeden sznyt, reaganowski zresztą, tym razem autoryzowanym przez Bidena: Rosja to imperium zła, a więc wszystkie chwyty, metody są dozwolone, usprawiedliwione i a priori rozgrzeszone.

W obwodach Ługańskim i Donieckim leje się krew. Strony wzajemnie oskarżają się o naruszenie rozejmu. Niektóre stacje telewizyjne docierają tam starając się przekazać swoim odbiorcom informacje z pierwszej ręki. Nie ma wśród nich ekip z TVN 24, a nie każdy w Polsce odbiera telewizję arabską, która znalazła się pod obstrzałem, nie każdy też sięga do Reutera, który donosi o ostrzałach z terytorium Ukrainy. Z wielkim rozczarowaniem odnotować trzeba to, że TVN nie wytrzymała próby czasu, że okazała się stronniczym nieobiektywnym narzędziem propagandowym.

Czyżby wszyscy doświadczyli jakiegoś zjawiska zbiorowej amnezji? Czyżbyśmy zapomnieli już wielkie amerykańskie oszustwo w sprawie Iraku, kiedy to amerykański sekretarz stanu objeżdżał stolice świata (w tym i Warszawę) i zapewniał o absolutnie pewnych ustaleniach CIA w sprawie broni masowego rażenia, którą jakoby miał dysponować Saddam Husajn?  A przecież to cyniczne kłamstwo stało się podstawą dla wielu rządów, głów wielu państw do podjęcia się współuczestnictwa w tej karnej ekspedycji, która narodowi irackiemu przyniosła cywilizacyjną tragedię. Wstyd mi było słuchać polskiego prezydenta, kiedy swego czasu przed kamerami wyznał: „W sprawie broni masowego rażenia Husajna sekretarz stanu USA mnie okłamał”. Nie tylko Kwaśniewskiego. Podobne publiczne wyznanie uczyniła Toni Blair – premier Wielkie Brytanii.  USA okłamywały nie tylko głowy państwa. Amerykańska machina propagandowa starała się ukształtować w podobny sposób opinię publiczną, aby decyzja o współudziale w operacji irackiej była dla rządów łatwiejsza. Zapomnieliśmy?

Amerykańskie kłamstwo irackie nie było pierwszym. W 2015 r. niemiecki dziennikarz opublikował dokument „Tajna wojna Reagana” („Operation Täuschung -Die Methode Reagan”, https://www.youtube.com/watch?v=rc0jThe2F4Q), w której opisał kulisy i przebieg olbrzymiej operacji amerykańskiej w Szwecji w latach zimnej wojny. W tym okresie opinia publiczna Szwecji w zdecydowanej większości opowiadała się za porozumieniem Szwecji z ZSRR w sprawach bezpieczeństwa. USA zdecydowały się zmienić wektor tej opinii o 180 stopni dokonując inscenizacji aktywności radzieckich okrętów podwodnych u szwedzkich wybrzeży kreując i eskalując poczucie zagrożenia szwedzkiego społeczeństwa. Dwuletnia kampania kłamstwa przyniosła sukces. Ważne jest to dzisiaj o tyle, że przeprowadzenie tej operacji powierzono utworzonej przez Reagana specjalnej Komisji d.s. Dezinformacji, której zadaniem było organizowanie propagandowych działań przeciwko ZSRR. Trudno zakładać, że komisja ta została zlikwidowana. Zapewne nie tylko działa nadal, ale korzystając z dobrodziejstw postępu informatycznego rozwija skrzydła.

USA nie można wierzyć – taka nauka wypływa z historii. A TVN?  No cóż: smutne, ale król jak zwykle okazał się nagi. O innych, publicznych „przekaziorach” wspominać się nawet nie godzi, gdyż wygląda na to, że tam słowa” rzetelność”, „obiektywizm” są po prostu zakazane.